czwartek, 7 maja 2015

7 maja, poniedziałek. "Coś się kończy, coś się zaczyna"

W październiku 2019 zakończyłem współpracę z Tomkiem, Wrocławscy Argonauci stali się przeszłością. O tym jak do tego doszło napisałem w artykule Wrocławscy Argonauci - koniec.

Jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć była "wojenna kronika zagłady - Festung Breslau 1945 tãglich". Napisaliśmy ją mniej więcej po połowie. Pomysł był mój, Tomek założył bloga i razem to napisaliśmy. Zdecydowałem się tymczasowo usunąć moją część. Jest zarchiwizowana. Dokładnie tak jak było pięć lat temu Kronika Wojenna ruszy w jeszcze lepszej postaci. Zapraszam do śledzenia od stycznia 2020. Najprawdopodobniej będzie się znajdować pod adresem dygresje.info/Festung Breslau 1945.

Przepraszam za wszelkie niedogodności, które mogą wynikać z usunięcia treści. Jeśli coś jest potrzebne na teraz proszę napisać. Kontakt w powyższym linku. [td]

środa, 6 maja 2015

6 maja, niedziela

Parlamentariusze niemieccy i radzieccy. Festung Breslau 6 maja 1945

6 maja, niedziela
Ostatni dzień. Aż trudno uwierzyć że gehenna miasta nareszcie się skończy. Jednak czym jest miasto, czym był Wrocław a właściwie Breslau 6 maja 1945? Jak się wkrótce okaże ludność cywilna tak ciężko przeżywająca szczególnie ostatnie tygodnie oblężenia, mająca serdecznie dosyć wojny, bombardowań i snajperskich ostrzałów, jeszcze przez długi czas nie zazna spokoju. Jednak nim dojdziemy do godzin wieczornych i dni kolejnych dzisiaj miało miejsce angielskie wyjście największego oprawcy Śląska. Karl Hanke po tym jak nie udało mu się wpłynąć groźbami i prośbami na generała Niehoffa postanowił prysnąć. Nie tylko w przenośni zamierzał się ulotnić i wraz z najwyższym szczeblem NSDAP odnaleźć bezpieczną przystań w argentyńskim domku wśród bogatej zieleni. Wieść o tym dotarła także do Vertona:
„(…) Gaulaiter Hanke w swojej nacjonalistycznej pysze i arogancji oświadczył, że zamierza aresztować generała Niehoffa za jego defetystyczną decyzję, ale potem zmienił zdanie. Bardzo szybko zaakceptował sytuację, dokonując równie szybkiej decyzji, aby mu podstawiono Fieselera Storcha. Samolot był wyłącznie do osobistego użytku dowódcy garnizonu, generała Niehoffa, lecz Hanke bez jego wiedzy wykorzystał maszynę, aby samemu odlecieć z Wrocławia. Generał Niehoff chciał ze swoim sztabem dzielić los mieszkańców miasta i był zadowolony z tego, że Hanke uciekł, gdyż jego obecność mogłaby się przyczynić do zakłócenia negocjacji. 6 maja około szóstej rano widziano Storcha w powietrzu. W godzinach rannych generał Niehoff otrzymał wiadomość z Kirchbergu: „Gauleiter Hanke lekko ranny wylądował tutaj w uszkodzonej maszynie”. Nic więcej o tym człowieku już nie słyszano.(…)”
Fakty są takie że nie wiele wiadomo o samej ucieczce Hankego. Najprawdopodobniej rzeczywiście uciekł na pokładzie Fieseler Fi-156C „Storch”, choć jak pisze Solarz:
„(…) Przyjaciel Hankego Albert Speer, w swych wspomnieniach pisze, że Hanke mógł skorzystać przy ucieczce z prototypu helikoptera, (taką informację miał przekazać Speerowi konstruktor niemieckich śmigłowców – Flettner. Niektórzy sugerują nawet, iż Gauleiter uciekł z miasta podziemnym tunelem. Nie brak również zupełnie fantastycznych hipotez, jak choćby takiej, że Hanke miał opuścić Wrocław na pokładzie …latającego dysku V-7!!!(…)” 
Do dzisiaj nie wiadomo skąd uciekł. Przez wiele lat uważano, że samolot wzbił się w powietrze z pasa startowego zbudowanego na zrujnowanej do tego celu dzielnicy naukowej w okolicy pl. Grunwaldzkiego. Jednak równie prawdopodobne jest to, że Hanke wystartował z terenu Stadionu Olimpijskiego, sprzed Hali Stulecia lub też z Placu Wolności.
Hanke w przebraniu podoficera SS przepadł bez wieści.
Teorii na temat jego dalszych losów było sporo, zawsze tak jest kiedy ostatecznie nie można potwierdzić martwego ciała lub zdjąć odcisków palców z więźnia dostarczonego do aresztu.  Mnożono domysły, wyobraźnia pulsowała, ktoś go widział w Rosji, inni pod Jelenią Górą na lotnisku pułapce przygotowanym przez Rosjan. Inna wersja zakłada udaną próbę przebicia się do Czech i tam schwytania przez partyzantów. Najbardziej wiarygodna wersja mówi o tym, że gauleiter faktycznie dostał się w ręce czeskich partyzantów, jednak nie zginął rozpoznany przez jednego z nich a podczas próby ucieczki z konwoju. Tak czy inaczej Wrocław nie miał już krwawego Cezara a generał Niehoff przygotowywał się do negocjacji. Na jego rozkaz wstrzymano ogień o godzinie 9 rano. Do końca wojny w mieście pozostało dokładnie dziewięć godzin i dwadzieścia minut. Wystarczyło to na pozbycie się ostatnich niewygodnych świadków. Na dziedzińcu więzienia przy ul. Kleczkowskiej rozstrzelana została grupa kilkunastu więźniów, głównie Czechosłowaków. Służba bezpieczeństwa postawiła w ten sposób krwawą kropkę nad i.
Wkrótce po tym  Niehoff był gotowy. Jeden z głośników na południu miasta zakomunikował stronie radzieckiej gotowość do rozmów. Rosjanie wyrazili zgodę i po trzech miesiącach radzieckie działa zamilkły.
„(…) Teraz we Wrocławiu było spokojnie, śmiertelnie spokojnie(…)” napisał Verton który podobnie jak inni obrońcy twierdzy przeżywał to osobiście. W końcu oddał mitowi wielkich Niemiec kilka, być może najlepszych lat swojego życia:
„(…) Oczywiście trudno było mówić w tym czasie o „dumie” i „smutku”. Należało użyć innych słów z naszego słownika, mówiących o dzielnych obrońcach fortecy. Oni byli źli, głęboko niezadowoleni i pełni wątpliwości, zwłaszcza ci z pierwszej linii obrony. Przewidując perspektywę zostania jeńcem wojennym u Rosjan =, niektórzy oficerowie dokonywali samobójstw, szeregowi rozbijali broń o najbliższe kamienie, inni pogrążeni w czystej frustracji wrzucali broń do Odry. Kapitulacja w ich oczach była świętokradztwem(…)”
Rozpoczęło się nerwowe usuwanie śladów, palono dokumenty. Magazyny zostały otwarte i zaopatrzenie trafiło odludności cywilnej. Broń masowo był niszczona, topiona, chowana. Jeden z magazynów odnaleziono już trzydzieści lat po wojnie w okolicy obecnej ulicy Piłsudskiego po wcześniejszym wskazaniu przez anonimowego obrońcę twierdzy.
Tymczasem parlamentariusze obu stron spotkali się na skrzyżowaniu ulicy Powstańców Ślaskich i Lwowskiej. Stronę niemiecką reprezentował kapitan von Blück i zastępca dowódcy twierdzy pułkownik Tiesler. Stronę radziecką przedstawiciele 22 Korpusu – pułkownik Cziczin i major Omar Jachajew który napisał później:
„(…) Rozkazem dowódcy 6 Armii gen. Głuzdowskiego i dowódcy 22 Korpusu Piechoty gen. Zacharowa zostałem wyznaczony jako parlamentariusz na rozmowy z przedstawicielami oblężonego zgrupowania, do którego miałem się udać w towarzystwie asystenta-adtiutanta, tłumacza i korespondentów. Wiedzieliśmy że wśród faszystów nie było jednomyślności w sprawie zawieszenia broni i kapitulacji. Za kapitulacją był Wermacht i jego żołnierze i większość oficerów. Esesmani występowali przeciwko kapitulacji. Jak tylko doszedłem do środka ulicy, faszyści otworzyli ogień Nie zważając na grożące niebezpieczeństwo, kontynuowałem swoją drogę do oznaczonego celu już ostrożniej – ryzykowałem nie tylko swoim życiem ale także życiem moich współtowarzyszy, którzy już do mnie dołączyli.
Spotkanie odbyło się w pasie neutralnym. Działo się to na skrzyżowaniu ulic Powstańców Śląskich i Lwowskiej. I tu niemieccy parlamentariusze pogwałcili konwencję genewską, która określa, iż w tego rodzaju rozmowach mogą brać udział osoby bez broni. Po mojej uwadze na ten temat Niemcy powyciągali z kabur swoje pistolety Parabellum i wręczyli je mnie, przepraszając za swoje zapominalstwo. Demonstracyjnie wyrzuciłem tę broń natychmiast w gruzy, po czym zaczęliśmy mówić o warunkach kapitulacji. Dowództwo radzieckie żądało natychmiastowej kapitulacji, a faszyści prosili o odłożenie jej o dobę. Strona radziecka odrzuciła tę prośbę. (…)”
Strona niemiecka z opaskami na oczach została zaprowadzona do sztabu pułku przy ulicy Kamiennej 46. Następnie odprowadzono do pasa neutralnego. Do wręczenia warunków kapitulacji pozostało niewiele czasu. Na przekazanie dokumentów umówiono się o godzinie 14. Podczas gdy parlamentariusze obu stron rozmawiali w pasie neutralnym
„(…) Zarówno nasi jak i niemieccy żołnierze wyszli z okopów, piwnic i innych kryjówek, porozsiadali się na gruzach domów (a wszystko to na pierwszej linii), palili, przekrzykiwali się, kto jak mógł, jak gdyby nigdy nie byli wrogami.(…)”
Chwilę po tym niemieccy oficerowie w drodze powrotnej najechali na minę. Pierwszej pomocy udzielili im Rosjanie. Niestety to nie koniec, podczas reanimacji w kierunku zgromadzonych żołnierzy których z żołnierzy radzieckich omyłkowo uruchomił miotacz ognia. Do akcji zaangażowało się SS które chciało wykorzystać sytuację, w tym samym momencie włączyli się także żołnierze Wehrmachtu którzy stanowili ochronę Rosjan.
Ostatecznie godzina przekazania pisemnej zgody na kapitulację została przesunięta o godzinę, na 15. Do spotkania doszło około 15.30. Strona niemiecka wyraziła zgodę na kapitulację która sprawiała wrażenie honorowej.
1. Wszystkie wojska pozostające pod dowództwem generała Niehoffa zaprzestaną działań wojennych w dniu 6 maja o godz. 14 czasu moskiewskiego (tj. 13 czasu miejscowego)
2. Składy jednostek, broń, wszelkie środki bojowe, transportowe i urządzenia techniczne przekazane zostaną w stanie nie uszkodzonym.
3. Komendantowi, jego oficerom i żołnierzom, którzy zaniechali oporu, zagwarantowane zostaje życie, żywność, pozostawienie własności osobistej i odznaczeń, a po zakończeniu wojny – powrót do ojczyzny. Całemu korpusowi oficerskiemu zezwala się na noszenie białej broni.
4. Wszystkim rannym i chorym udzielona zostanie natychmiastowa pomoc lekarska środkami radzieckimi.
5. Komendantowi i innym generałom pozostawia się do dyspozycji samochody osobowe wraz z obsługą, jak i odpowiednią obsługę w czasie niewoli.
Piwnicami i okopami Rosjanie na zaproszenie Niehoffa udali się do Biblioteki Uniwersyteckiej na Pisaku. Tam biskup sufragan Ferche i pastor Horning (o czym Jachajew nie wspomina) zostali poinformowany przez Niehoffa o kapitulacji.
„(…) Zgodnie z poleceniem generała Głuzdowskiego, wracając zabraliśmy ze sobą w dwóch samochodach Niehoffa, 10 pułkowników, wszystkie ważniejsze dokumenty sztabowe, a szczególnie mapy pól minowych. Dowódcę Festung Breslau zawieziono do sztabu 22 Korpusu, mieszczącego się willi Colonia, gdzie podpisał uzgodnione poprzednio przez parlamentariuszy warunki kapitulacji. W willi Colonia przebywał generał Niehoff jeszcze przez cały tydzień. Generał Głuzdowski miał o to pretensje do generała Zacharowa.(…)”
Będąc już w willi Colonia Niehoff zgłosił poprawkę która została ujęta aneksem do warunków kapitulacji. Chodziło o żołnierzy SS, którzy cieszyli specjalną niesławą.
Ustalono również, że pozostający w mieście obrońcy będą się grupować już rozbrojeni w wyznaczonych miejscach. I tak:
a. Grupa południowa – na placu Powstańców Śląskich
b. Grupa zachodnia – w Szczepanowie
c. Grupa północna – w Rogożu
d. Generałowie i oficerowie w Strzeszowie
e. Sztab komendanta na placu Powstańców Śląskich
Wieczorem po podpisaniu o godzinie 18.20 kapitulacji obie strony spotkały się na bankiecie zorganizowanym przez Rosjan w gmachu byłego niemieckiego okręgu wojskowego na Krzykach. Raut na cześć pokonanych i zwycięzców wspominał Verton:
„(…) Rosjanie nie mogli się oprzeć pokusie. Zbyt wiele by sobie odmówili. Tak oto generał Niehoff i jego sztab zostali zaproszeni na uroczysty obiad. Zwycięzcy i pokonani usiedli przy jednym stole, nakrytym ty co najlepsze. To była ostentacyjna wystawność. Świece migotały ponad górami zimnych specjałów łącznie z kawiorem, mięsem, vol-au-vents, zaś wódka przelewała się. Jej buteli stały tuzinami między talerzami.(…)”
Tak by się mogła skończyć ta opowieść, jednak rzeczywistość aż nadto przypominała zarówno Królewiec jak i Berlin. Niehoff nie trafił po wojnie do ojczyzny tylko na 10 lat do ZSRR gdzie siedział w więzieniu. Ludność cywilna miasta musiała sprostać pijanym żołnierzom Armii Czerwonej. Jednak najgorszy był los kobiet, gwałconych po kilkadziesiąt razy . Wiele z nich wybrało ucieczkę, popełniając samobójstwo. Stalin, ojczulek narodu usankcjonował, rozgrzeszył i usprawiedliwił swoją dzicz. W imię walki z faszyzmem pozbawiono tysiące niewinnych ludzi godności. Pijani czerwonoarmiści nie wybrzydzali.
„(…)Prałat Lange, kurator „Domu Dobrego Pasterza” donosił, ze 7 maja grupa Rosjan przedostała się przez uszkodzoną ścianę do klasztoru Kaiserstrasse, gdzie znajdowały się dwie starsze wiekiem siostry zakonne. Jedna z nich uciekła, ale ta druga nawet się nie starała, sądząc, że jej podeszły wiek uchroni ją przed każdą fizyczną zniewagą. Siostra Felizita została obezwładniona przez grupę, zastrzelona i zgwałcona.”Pochowaliśmy ją w ogrodzie klasztornym. Miała 81 lat(…)”
Koleje losu bohaterów Festung Breslau, postaci które na trwałe zapisały się w naszej kronice są przeróżne. Niehoff po 10 latach wrócił do RFN, podobnie jak Ahlfen ciesząc się spokojną starością. Hendrikowi Vertonowi – ochotnikowi do Waffen SS udało się przeżyć wojnę i wrócić do normalnego życia, mało tego doskonale wspomina spotkania z innym SS-manem Otto Skorzennym znanym głównie z uwolnienia Mussoliniego z aresztu domowego.
Jednak bardziej od dalszych losów oprawców ciekawsze są losy anonimowych Breslauerów wypędzonych ze swoich domów wkrótce po zakończeniu działań wojennych. Ciekawsze są losy nowo przybyłych osiedleńców którzy w konfrontacji z technologią której nie rozumieli po prostu ją niszczyli szczególnie w dolnośląskich wsiach i miejscowościach. Jednak jest to temat na zupełnie inną opowieść.[tom]

wtorek, 5 maja 2015

5 maja, sobota. "Zemsta jest naszą cnotą, a nienawiść naszym obowiązkiem"

W październiku 2019 zakończyłem współpracę z Tomkiem, Wrocławscy Argonauci stali się przeszłością. O tym jak do tego doszło napisałem w artykule Wrocławscy Argonauci - koniec.

Jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć była "wojenna kronika zagłady - Festung Breslau 1945 tãglich". Napisaliśmy ją mniej więcej po połowie. Pomysł był mój, Tomek założył bloga i razem to napisaliśmy. Zdecydowałem się tymczasowo usunąć moją część. Jest zarchiwizowana. Dokładnie tak jak było pięć lat temu Kronika Wojenna ruszy w jeszcze lepszej postaci. Zapraszam do śledzenia od stycznia 2020. Najprawdopodobniej będzie się znajdować pod adresem dygresje.info/Festung Breslau 1945.

Przepraszam za wszelkie niedogodności, które mogą wynikać z usunięcia treści. Jeśli coś jest potrzebne na teraz proszę napisać. Kontakt w powyższym linku. [td]

poniedziałek, 4 maja 2015

4 maja, piątek


4 maja, piątek
Dynamika zmian postępujących w kończącej się wojnie została dzisiaj zwielokrotniona. Berlin, wyśniona przez nazistów Germania która miała stać się nowym Rzymem, centrum wszechświata ogłosiła już kapitulację. Pod naporem bezkresnej fali przybyłej ze wschodu oraz w obliczu zagrożenia z zachodu, bez wodza, po cichu poddała się. Kończąc epokę buty i władzy która przy wsparciu aparatu opresji sprowadziła ludzi do funkcji marionetek, drugoplanowych aktorów w dramacie szaleństwa.
Jedną z głównych ról w przedstawieniu odgrywał Hans Frank który po ucieczce z Krakowa schował się w Bawarii w niewielkiej miejscowości Neuhaus am Schiersee, gdzie powołał filię Generalnego Gubernatorstwa. Dzisiaj dokładnie w tym miejscu został aresztowany przez oficera amerykańskiego Waltera Steina. Frank w wieku 46 lat został skazany na karę śmierci którą wykonano 16 października 1946.  po procesie w Norymbergi
Dzisiaj w polowej kwaterze Bernarda Mongomerego, naczelnego dowódcy wojsk brytyjskich pojawił się admirał Hans-Georg von Friedeburg. Na rozkaz Döenitza przybył poddać III Rzeszę. Podpisał kapitulację północno-zachodnich Niemiec, Danii i Holandii. Był to gest bardzo wymowny, bez splendoru i obecności najważniejszych dowódców, trochę wstydliwy akt uznania wyższości aliantów. Kolejne dni przyniosły doprecyzowanie, dookreślenie warunków oddania władzy w kraju który przez sześć lat nie pytał nikogo o zgodę. Poddana została Holandia kraj rodzinny ochotnika do Waffen SS Hendrika Vertona, który w tym czasie znajdował się w ośrodku medycznym nieopodal Hotelu Monopol w sercu Festung Breslau. Twierdza wciąż pozostawała w rękach Niemców, jednak 4 maja najwyraźniej coś pękło.
„(…) Byłem zdumiony i zakłopotany, gdy pewnego dnia mogłem, z niedowierzaniem, przyglądać się jak samochód z siedzącymi oficerami niemieckimi i rosyjskimi krążył wokół wałów nad fosą miejską. Myślałem, ze to być może negocjatorzy. Teraz nie miałem wątpliwości – koniec walk był bardzo bliski i szybko skierowałem się z powrotem do centrum medycznego. Tam dowiedziałem się że 5 maja o godzinie 2 w nocy czasu moskiewskiego nastąpi kapitulacja miasta Breslau. Nie sądzę abym musiał opisywać atmosferę wśród rannych znajdujących się w piwnicy. Niektórzy nie chcieli w to uwierzyć, wilu płakało. Zalewali się łzami po wielu miesiącach napięcia i nie wstydzili się tego. Czy to wszystko nie zdało się na nic? Przeminą lata oddawania życia i kończyn na froncie, niedoborów, niedostatków i poświęceń, cierpień, nalotów? Staliśmy w obliczu beznadziejnej perspektywy przebywania w obozie jenieckim. Jak długo? To przygniatało nas wszystkich, a ja poczułem się zgorzkniały, odrzucony, zbuntowany.(…)”
Wieści i te dobre i te złe szybko się roznoszą. Wrocław już od dawna był tykającą bombą zegarową, gotową do odpalenia w nerwowym oczekiwaniu. Brakowało już wszystkiego, broni, amunicji, żywności i bezpiecznego schronienia. Naloty Armii Czerwonej po zdobyciu stolicy zwielokrotniły się, podobnie jak ostrzał artyleryjski. Bezcelowość dalszej walki dotykała coraz częściej prostych żołnierzy, ale również oficerów, nie wspominając o ludności cywilnej której los w pierwszych dniach maja był beznadziejny. Nastroje były bardzo wyczuwalne i z pewnością narastająca apatia musiała być relacjonowana Hankemu i Herzogowi. Aby pomóc w podjęciu decyzji komendantowi twierdzy, dzisiaj chwilę po sobie miały miejsce dwa kluczowe wydarzenia.
Z jednej strony artyleria rosyjska zaprzestała ostrzału i wysłała radiowe komunikaty o proponowanych warunkach kapitulacji. Z drugiej generała Niehoffa odwiedziła dzisiaj delegacja duchowieństwa wrocławskiego.
Niecodzienna reprezentacja emisariuszy zdrowego rozsądku, którzy pomimo ogromnego zagrożenia zakwalifikowania jako defetystów dotarła do sztabu chwilę po pierwszych radzieckich komunikatach. Przewodził im z ramienia kościoła ewangelickiego prof. dr Konrad urzędujący dziekan miasta. Przybył w towarzystwie Horninga proboszcza parafii św. Barbary. W dowództwie twierdzy Niehoffa w Biliotece Uniwersyteckiej na Piasku byli obecni także duchowni kościoła rzymskokatolickiego: biskup sufragan Ferche i urzędujący generalny wikariusz, kapitularz katedralny Kramer. Po wcześniejszych ustaleniach  kto w imieniu wszystkich będzie przemawiał głos zabrał Horning.
Komendant przyjął duchownych w obecności adiutanta i szefa sztabu. W dwudziestominutowym przemówieniu Horning jako reprezentant całego wrocławskiego społeczeństwa stał się adwokatem głównie ludności cywilnej. Podstawową kwestią stały się warunki wegetacji Wrocławian według których dalsza obrona miasta jest nieodpowiedzialna, szczególnie w obecnej sytuacji militarnej. Według lokatorów ciasnych zapleśniałych piwnic jak również duchowieństwa stawianie dalszego oporu wiązało by się z zagrożeniem generalnego szturmu na Wrocław. Zdaniem Horninga doprowadziło by to do rozpaczy w oblężonym mieście. Biorąc pod uwagę, że straty codziennie wzrastały o około 1000 osób, a 6000 żołnierzy znajdowało się w szpitalach dalsze trwanie w oporze ostatecznie będzie się wiązało z tym, że Niehoff jak to określił Horning:
„(…) Za decyzję jaką poweźmie będzie się musiał kiedyś odpowiadać przed wiecznym Sędzią.(…)”
Komendant przyjął słowa ze spokojem i w obarczonej poufnością odpowiedzi wskazał kolejne kroki które zamierza zrealizować  wyprowadzając wojska z Breslau. Rozpoczęła się dyskusja w której argumentem podniesionym przez Horninga była niechybna klęska tych w imieniu których przyszli.
„(…)W przypadku próby przebicia zagłada miasta utopiona zostanie w morzu krwi.(…)”
Niehoff nie odpowiedział na ostatnie pytanie księży o los ludności cywilnej. Rozmowy zostały przerwane bez wypracowanego porozumienia. W godzinach popołudniowych samochód komendanta ponownie przywiózł Horninga do sztabu. Generał raz jeszcze poprosił o zreferowanie wizji poddania miasta i przytoczenia argumentacji takiej decyzji. Tym razem słuchaczami byli dowódcy pułków. Większość, z wyjątkiem SS-manów przyjęło plan duchownego z aprobatą. Zarówno Horning jak i pozostali duchowni nie dostali jednoznacznej odpowiedzi. Jednak to właśnie dzisiaj generał Niehoff podjął decyzję. Źródła radzieckie potwierdzają dzisiejsze próby nawiązania kontaktu w sprawie kapitulacji twierdzy ze stroną rosjską. Wzmiankę o tym można odnaleźć także w pamiętnikach komendantów twierdzy:
„(…) 4 maja, gdy zapadła decyzja komendanta twierdzy o kapitulacji, odwiedzili go najwyżsi hierarchowie duchowieństwa(…)W żaden sposób nie ingerując w decyzje dowództwa, poprosili i zbadanie sytuacji również pod kątem ludzkim. Generała Niehoffa, tak samo jak jego poprzedników, ze strony duchowieństwa nigdy nie spotkały jakiekolwiek zarzuty lub protesty. Stał z wdzięcznością naprzeciw tych szacownych przedstawicieli kościołów, które teraz, w całej biedzie oblężenia służyły ofiarną pomocą, szczególnie w zakresie opieki nad rannymi, i łagodziły skutki nędzy. Generałowi Niehoffowi nie wolno było wprawdzie jeszcze ujawnić swej decyzji, lecz sformułowanie jego odpowiedzi wskazywało na obraną już drogę. Ostatnim gościem był gauleiter Hanke, który po bezskutecznych groźbach w związku z zamiarem kapitulacji prosił teraz o radę i pomoc w swym aktualnym położeniu. Chcę żyć!(…)”
Na ile prawdą jest zmiana stanowiska nerona Hankego nie wiadomo. Pewnym jest, że tajna  grupa dywersyjna antyfaszystów przybyłych z Krakowa, dzisiaj przedostała się do Żernik, gdzie przygotowywała się do jutrzejszej akcji.[tom]




niedziela, 3 maja 2015

3 maja, czwartek. "Nie wahaj się. Nie poddawaj. Zabij"

W październiku 2019 zakończyłem współpracę z Tomkiem, Wrocławscy Argonauci stali się przeszłością. O tym jak do tego doszło napisałem w artykule Wrocławscy Argonauci - koniec.

Jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć była "wojenna kronika zagłady - Festung Breslau 1945 tãglich". Napisaliśmy ją mniej więcej po połowie. Pomysł był mój, Tomek założył bloga i razem to napisaliśmy. Zdecydowałem się tymczasowo usunąć moją część. Jest zarchiwizowana. Dokładnie tak jak było pięć lat temu Kronika Wojenna ruszy w jeszcze lepszej postaci. Zapraszam do śledzenia od stycznia 2020. Najprawdopodobniej będzie się znajdować pod adresem dygresje.info/Festung Breslau 1945.

Przepraszam za wszelkie niedogodności, które mogą wynikać z usunięcia treści. Jeśli coś jest potrzebne na teraz proszę napisać. Kontakt w powyższym linku. [td]

sobota, 2 maja 2015

2 maja, środa


2 maja, środa
Po tym jak wiadomość o śmierci Adolfa Hitlera obiegła Wrocław, głośniki radzieckiej propagandy obwieściły: BERLIN PADŁ. Tym razem informacja nie została podana na wyrost. Rozpoczęta 16 kwietnia operacja zakończyła się sukcesem Armii Czerwonej. Nikt nie liczył strat, nikt nie oglądał się za siebie. Najważniejsze że towarzysz Stalin był zadowolony. Do dzisiaj straty wśród ludności cywilnej są trudne do oszacowania. Zakłada się, że podczas oblężenia zginęło 100000 Berlińczyków.

Najnowsze doniesienie było kluczowe dla Wrocławia, który wciąż stawiał opór, choć już nie tak zdecydowany jak przez ostatnie dwa miesiące ale nadal pozostawał twierdzą, jednym z ostatnich bastionów nazizmu w Europie. W sztabie Niehoffa zapanowało poruszenie. Dotychczasowe decyzje należało interpretować na nowo:
„(…) Jednak gdy generał Niehoff naradzał się ze swym najbliższym sztabem, wszystkie fronty bronione w ostatniej dekadzie kwietnia stały w miejscu. Wrogowi nigdzie nie udało się przedrzeć aż do centrum miasta, nie mówiąc już o choćby najdrobniejszym rozszczepieniu niemieckich sił. Ale twierdzy zagrażały ciemne chmury nadciągającej burzy, którym teraz nie można było stawić czoła. Berlin upadł i rosyjskie dowództwo otrzymało stamtąd wsparcie. Zmasowane chmary bombowców – z początku niebombardujących – odbywały ostrzegawcze parady nad Wrocławiem. Dowództwo twierdzy, dobrze poinformowane o swoim położeniu zarówno przez stronę niemiecką, jak i przez sowieckie głośniki, zorientowało się, że Wrocław swoje zadanie wykonał.(…)”
Wspomnienia komendanta kolejny raz stają się manifestem ideologicznym, zarówno w ocenie własnego położenia jak i działań lotnictwa radzieckiego. Rzeczywistość widziana oczami żołnierza wyglądał trochę inaczej. Verton uczestniczący w obronie Festung Breslau do końca zapisał w swoich dziennikach:
„(…)Względnie pokojowe godziny 1 maja nie trwały długo. Każdego dnia aż do 5 maja naloty wzmagały się. Wielkie eskadry nieprzyjacielskie za każdym razem zabijały lub raniły, według księdza Horninga, około 1000 mieszkańców. Codziennie były dwa naloty, a czołgi rosyjskie próbowały szczęścia, aby się ponownie przedrzeć do centrum miasta, ale były odpierane. Nasze kontrataki były obecnie tak samo silne, jak poprzednio. Nie spełniły się ich nadzieje na to, iż uwierzymy w puste obietnice o wolnej drodze do domu lub o zwolnieniu jeńców wojennych zaraz po tym, jak tylko skończy się wojna.(…)”
Strona radziecka rzeczywiście do końca próbowała najróżniejszych taktyk, aby symbolicznie zakończyć walki na swoich zasadach. Zdobywając wszystkie pozycje niemieckie z kulminacją w Rynku. Śmiało można stwierdzić, że Wrocław stał się krwawą areną i poligonem dla wszystkich możliwych pomysłów. Starcia na wolnych przestrzeniach, bitwy czołgowe, działania w mieście.  Walka w kanałach znana z powstańczej Warszawy, improwizacje w postaci wózków budowanych na prędce z elementów wagonów tramwajowych do wystrzeliwania torped Kriegsmarinne, pociąg pancerny Pörsel, kampania medialna obu stron. Z jednej strony Schlesische Tageszeitung wydawany do kapitulacji, z drugiej pociski propagandowe wypełnione tysiącami radzieckich ulotek i megafony ustawione na pierwszej linii frontu. Terror SS trzymający za gardło Wrocławian, ambicjonalne postawy dowódców radzieckich. Rujnowanie miasta przez niemieckich podpalaczy i saperów z jednostki na Kozanowie. Bezsensowna śmierć piętnastoletnich chłopców, wykorzystywanie seksualne kobiet itd. Zapis dni oblężenia jest lekturą o upadku człowieka, postaw moralnych i zezwierzęceniu narodu, o czym pisał choćby Peikert. Jednak dzisiaj Rosjanie postanowili zaskoczyć Niehoffa asem wyrzuconym w ostatniej chwili z rękawa radzieckiego munduru. Do Wrocławia, a dokładnie do Leśnicy sprowadzona została grupa 79 niemieckich antyfaszystów. Którzy mieli wykonać tyle samo niebezpieczną co bohaterską misję. Za zgodą dowództwa I Frontu Ukraińskiego z Krakowa przybyli dzisiaj świetnie uzbrojeni tajni agenci gotowi na wszystko. Akcję przygotowali inni antyfaszyści współpracujący od dawna ze stroną rosyjską członkowie wrocławskiego komitetu Wolne Niemcy. Ich zadaniem było przedostanie się na pozycje niemieckie w zachodniej części miasta. Unieszkodliwienie obrońców i wypracowanie lepszej pozycji do zajęcia Wrocławia.  Początkowo zanim trafili do Wrocławia zostali zakwaterowani w Rudniku nad Sanem, skąd w połowie kwietnia trafili do krakowskiej szkoły frontowej. Dzisiaj pojawili się w Leśnicy by jutro przedostać się do Żernik. Dowódcą oddziały był leutnat Horst Viedt o którym Köstler – jeden z uczestników akcji obszernie szicował postać swojego dowódcy. Viedt był synem zawodowego oficera. Od najmłodszych lat wychowywany w poczuciu odpowiedzialności i szacunku do prawa i moralności. Będąc oficerem Wehrmachtu naoglądał się różności o których w szkółce nie mówili. Uczestniczył w walkach na froncie wschodnim gdzie podczas jednej z akcji we wsi nie zgodził się na pacyfikowaniu ludności cywilnej. Następnego dnia był już dezerterem, wkrótce trafił do obozu jenieckiego gdzie poznał  niemieckich komunistów z komitetu Wolne Niemcy. Tak rozpoczęła się jego wojenna ścieżka agenta który podobnie jak J-23 grał na nosie Niemcom. Z tą różnicą że filmowy Hans Kloss był z krwi i kości dzieckiem tej ziemi Piastów.
Dzisiaj o przybyciu tajnej grupy nie wiedział major Otto, pierwszy oficer sztabu komendanta który zajęty nerwowym łataniem rzeczywistości zdecydował się do wszystkich jednostek garnizonu wysłać rozkazy i proklamację feldmarszałka Schoernera, który z pewnym opóźnieniem zareagował na informację o śmierci Hitlera, podając informację która jest koronkową wersją karykatury typowej dla propagandy III Rzeszy.

„Żołnierze Grup Armii Środek!
Jako męczennik swej idei i wiary oraz jako żołnierz europejskiego posłannictwa zginął Adolf Hitler, walcząc do ostatniego tchu przeciwko bolszewizmowi. Jego dzieło i misja będą świętym spadkiem dla przyszłych pokoleń.
My żyjący, mamy obowiązek kontynuować walkę według jego założeń i dokończyć dzieła. Walka o wolność i przyszłość Niemiec toczy się dalej Grossadmiral Dönitz przejął dowództwo nad niemieckim narodem i niemieckim Wehrmachtem. Wierni i posłuszni gromadzimy się wokół niego w tej godzinie. Wiemy, ze w końcu tych krwawych zmagań zostanie mimo wszystko zabezpieczony byt naszego narodu. Bohaterska śmierć  Führera jest najwyższym zobowiązaniem dla każdego uczciwego żołnierza. Niechaj każdy tak walczy, aby mógł z czystym sumieniem stanąć przed poległym Führerem.
Heil Adolf Hitler!”

Wrocławianie wiedzieli swoje, nikt nie był tak naiwny żeby przypuszczać ze Hitler bohatersko zginął. Powszechną opinią była ta, jakoby Führer miał udar mózgu. Niehoff dokładnie wiedział, że pozostały trzy wyjścia: Przedrzeć się, Zgiąć lub poddać się. Decyzja o zakończeniu walk zaczęła kiełkować, nie było już moralnej odpowiedzialności, którą on jako oficer powinien przestrzegać. Nie było wodza, nie było stolicy.[tom]

piątek, 1 maja 2015

1 maja, wtorek. "co będzie z nami?"

W październiku 2019 zakończyłem współpracę z Tomkiem, Wrocławscy Argonauci stali się przeszłością. O tym jak do tego doszło napisałem w artykule Wrocławscy Argonauci - koniec.

Jednym z naszych największych wspólnych osiągnięć była "wojenna kronika zagłady - Festung Breslau 1945 tãglich". Napisaliśmy ją mniej więcej po połowie. Pomysł był mój, Tomek założył bloga i razem to napisaliśmy. Zdecydowałem się tymczasowo usunąć moją część. Jest zarchiwizowana. Dokładnie tak jak było pięć lat temu Kronika Wojenna ruszy w jeszcze lepszej postaci. Zapraszam do śledzenia od stycznia 2020. Najprawdopodobniej będzie się znajdować pod adresem dygresje.info/Festung Breslau 1945.

Przepraszam za wszelkie niedogodności, które mogą wynikać z usunięcia treści. Jeśli coś jest potrzebne na teraz proszę napisać. Kontakt w powyższym linku. [td]