czwartek, 7 maja 2015

7 maja, poniedziałek. "Coś się kończy, coś się zaczyna"

Jeńcy niemieccy w zdobytym przez Armię Czerwoną Wrocławiu

Najważniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia było podpisanie bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Nastąpiło to w Reims, kwaterze głównej aliantów zachodnich, siedzibie dowódcy SHAEF, generała Dwighta Eisenhowera. Kapitulację ze strony niemieckiej podpisali generaloberst Alfred Jodl oraz w imieniu marynarki admirał Kriegsmarine Hans-Georg von Friedeburg. Jodl reprezentował innego marynarza admirała Karla Dönitza, który w testamencie Hitlera został wyznaczony na Prezydenta Rzeszy. W ten sposób alianci zachodni rzeczywiście podpisali kapitulację z ludźmi reprezentującymi władze hitlerowskie. Chociaż kapitulacja rzeczywiście weszła w życie, była wiążąca i zaspokajała wszelkie dotychczasowe ustalenia międzysojusznicze, w tym historycznym momencie brakowało na niej przedstawicieli strony sowieckiej. Dlatego na żądanie Stalina całą ceremonię powtórzono w innym składzie dzień później. Zanim to się udało zorganizować w Moskwie wskazówka zegara minęła godzinę dwunastą i w czasie składania podpisów po raz wtóry, tym razem przez przedstawicieli aliantów zachodnich, strony niemieckiej oraz sowieckiej w Moskwie był już 9 maja. To jest właśnie przyczyna dla której w Europie Zachodniej pokonanie hitlerowskich Niemiec i zakończenie wojny w Europie świętuje się od początku po dziś właśnie 7 maja, a w Moskwie dopiero 9 maja. Trudno o lepszy symbol powojennej sytuacji Polski jak to, że w PRL świętowano zakończenie wojny jako Dzień Zwycięstwa i to według czasu moskiewskiego.

Jodl i Donitz zostali uznani za zbrodniarzy wojennych, Jodl skazany na karę śmierci został powieszony, Donitz dostał 10 lat, które w całości odsiedział. W 1953 niemiecki sąd uznał, że działania Jodla nie stanowiły zbrodni wojennych. Friedeburg nie został osądzony, jeszcze 9 maja został zdymisjonowany. Po wejściu w życie kapitulacji i ustanowieniu stref okupacyjnych status rządu Donitza był cały czas podważany, w końcu 23 maja wszyscy zostali aresztowani i wtedy podczas próby przesłuchania Friedeburg popełnił samobójstwo.

Cały czas trwało powstanie praskie, jedno z najdziwniejszych powstań tej wojny. Wyprowadzenie wojsk niemieckich było przesądzone, nie o to toczyły się walki. Starcia wybuchły spontanicznie i szybko kontrolę nad nimi przejęli miejscowi działacze komunistyczni, celem walki było opanowanie kluczowych pozycji i zablokowanie Niemców w Pradze, tak żeby nie mogli poddać się do niewoli amerykańskiej. Niemcy zdecydowali, że stłumią powstanie za wszelką cenę i wprowadzili do walki wszystkie oddziały jakie mieli do dyspozycji w tym także broń ciężką. Niespodziewanie w walce wzięła niemiecka 600 Dywizja (własowcy) po stronie czeskiej, chcieli w ten sposób wywalczyć sobie lepsze traktowanie w niewoli. Być może właśnie udział Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (Russische Befreiungsarmee, Русская освободительная армия, ROA) zdecydował o uratowaniu Pragi, ponieważ tylko oni posiadali broń ciężką i przeciwpancerna którą można było przeciwstawić czołgom SS atakującym miasto. Walki trwały do 8 maja, wobec groźby zniszczenia miasta i ogromnych strat w ludności cywilnej strona czeska ogłosiła kapitulację zawierając z Niemcami ugodę, która mówiła o przerwaniu walk oraz o swobodnym przejściu oddziałów niemieckich oraz ich cywilów. Było to pozorne zwycięstwo niemieckie, z czego prawdopodobnie obie strony zdawały sobie sprawę. Sowieci byli tak blisko, że Niemcy nie mieli czasu na wycofanie się. 9 maja do Pragi wkroczyła Armia Czerwona. Powstanie praskie było być może pierwszym konfliktem zbrojnym czasu Zimnej Wojny, Kiedy wybuchło Amerykanie byli tak blisko że mogli udzielić pomocy właściwie natychmiast, ich czołówka była na przedmieściach miasta. Nie zrobili nic, ponieważ ograniczały ich polityczne ustalenia między sojusznikami koalicji antyhitlerowskiej. Ponieważ Praga była częścią dominium Stalina, US Army nie mogła do niej wejść. Zrobili to natomiast Rosjanie z ROA, do niedawna część Wehrmachtu, i to prawdopodobnie oni Pragę uratowali, Po walkach tak szybko jak to było możliwe wycofali się na zachód oddając się do niewoli amerykańskiej. Nie zyskali nic, zostali przekazani stronie sowieckiej i w większości rozstrzelani za zdradę lub wykończeni w gułagach.

Jest to już ostatni z codziennych wpisów naszej kroniki możemy więc trochę wybiec naprzód. Bolesław Drobner wyznaczony przez polskie władze komunistyczne na prezydenta Wrocławia, miał poważny problem w skompletowaniu ekipy pionierskiej, której zadaniem było tworzenie polskiego miasta od podstaw. Podstawowa trudność polegała na znalezieniu w praktycznie niezniszczonym wojną Krakowie chętnych do przeprowadzki w ruiny niemieckiego jeszcze miasta, a nowa władza wcale, jak się okaże i co od początku nie było tajemnicą, nie miała wiele do zaoferowania. To nie były lukratywne kontrakty, ale poważne i czasem niebezpieczne wyzwanie wymagające ogromnego poświęcenia i oferujące niepewną przyszłość. Po raz pierwszy do Wrocławia przyjechał na rekonesans jeszcze w trakcie trwania walki, 13 kwietnia. Dotarli do pl Powstańców Śląskich, kilka ulic dalej wciąż trwała wojna. Więcej czasu spędzili w Kątach Wrocławskich, gdzie spotkali się z sowieckim komendantem wojskowym miasta podpułkownikiem Liapunowem i po trzech dniach wrócili do Krakowa. To zdjęcia z tej ekspedycji oglądaliśmy w "Przekroju" 29 kwietnia. Walki we Wrocławiu zakończyły się 6 maja. Minęły dwa dni zanim udało się zorganizować pierwszą powojenną wyprawę polską do Wrocławia. 9 maja, rano z Krakowa wyjechała jedna ciężarówka załadowana prowiantem na kilka pierwszych dni z polską flagą oraz skromną ekipą pod dowództwem Kazimierza Kuligowskiego. Jest to temat na osobną opowieść. Pora zakończyć naszą.

Ze wszystkich głównych bohaterów naszej opowieści najszybciej zakończyła się historia Gauleitera Hansa Franka. Krążą rozmaite wersje jego końca, ale według najbardziej prawdopodobnej z nich uciekł samolotem rozpoznawczym Storch startując sprzed Hali Stulecia (obecną Iglicę postawili dopiero Polacy) i szybko udało mu się przedostać do Czech. Tam jednak dostał się do niewoli i wciąż nierozpoznany został zastrzelony podczas próby ucieczki.

Hans von Ahlfen, komendant twierdzy do początku marca 1945, 17 kwietnia dostał się do niewoli alianckiej, z której zwolniono go 30 czerwca 1947. Jego następca generał Hermann Niehoff w niewoli sowieckiej był do 1956, wtedy zwolniono resztę wciąż żywych jeńców niemieckich. Bardzo szybko nawiązuje kontakt z Ahlfenem i jako reprezentanci mitu "dobrego Wehrmachtu" żywego w środowiskach kombatanckich i ziomkowskich piszą pierwszą wersję wspomnień z obrony Wrocławia "Der Kampf der Festung Breslau" wydaną przez Verlag Ernst Siegfried Mittler w 1957, na fali sukcesu jaki osiągnęła ta książka, piszą poprawioną, rozszerzoną wersję wydaną dwa lata później w 1959 przez Verlag Gräfe und Unzer "So kämpfte Breslau". To właśnie tą książkę znamy jako "Festung Breslau w ogniu" (Wydawnictwo Dolnośląskie 2008). Ahlfen natychmiast przystępuje do pracy nad następną książką opisującą walki na Śląsku, wydaną w 1961 również przez Verlag Gräfe und Unzer przez "Kampf um Schlesien" ("Walka o Śląsk 1944/1945" Wydawnictwo Dolnośląskie 2009). Umiera kilka lat później w 1966 w wieku 69 lat. Niehoff, jego rówieśnik, jest długowieczny, umiera w 1980 mając 83 lata.

Najważniejszym kronikarzem oblężenia Wrocławia i bardzo długo jednym znanym stronie polskiej, jest ksiądz Paul Peikert, proboszcz parafii św Maurycego. Znana nam książka z licznych wydań od 1964 roku "Kronika dni oblężenia Wrocław 22 I - 6 V 1945" jest skróconą i ocenzurowana wersją jego pamiętnika, który pozostawił w parafii. Prawdopodobnie nie wiedział, czy jego pamiętnik w ogóle ocalał, po wojnie wyjechał do Westfalii gdzie nadal pełnił funkcję proboszcza aż do śmierci w 1949 w wieku 60 lat. Z chęcią przeczytalibyśmy cały jego pamiętnik, niestety nie wiadomo nic o planach wydania go w krytycznej wersji. Polską wersję "Kroniki" znał i korzystał z niej inny wrocławski kronikarz Ernst Horning, autor wydanej w 1975 "Breslau 1945: Erlebnisse in der eingeschlossenen Stadt" ("Breslau 1945. Wspomnienia z oblężonego miasta", Via Nova 2009). Horning, ksiądz luterański i przywódca lokalnego Kościoła Wyznającego został wysiedlony z Wrocławia późno bo w grudniu 1947 i nie wyjechał daleko, przeniósł się do Gorlitz gdzie mimo problemów stwarzanych przez władze DDR pełnił funkcję biskupa aż do przejścia na emeryturę w 1963. Umarł w 1976 w wieku 82 lat. Walter Laßmann, inny ksiądz katolicki, proboszcz parafii św. Józefa a później następca Paula Peikerta w parafii św. Maurycego, został z Wrocławia deportowany we wrześniu 1946. Swoją relację opracował w 1969, ale nie została ona wydana za jego życia. Oryginał niemiecki wydano dopiero w 2012 a rok później ukazało się wydanie polskie.

Hugo Hartung był cywilem, pisarzem i dramaturgiem, który w czasie wojny został zmobilizowany w wojskach naziemnych Luftwaffe, to komplikowało jego los. Ale nie dostał się do niewoli sowieckiej i granicę polsko-enerdowską udało mu się przekroczyć już w 8 lipca 1945. Jest autorem pierwszych wspomnień z oblężonego Wrocławia. Najpierw książki beletrystycznej wydanej już w 1951 "Der Himmel war unten" ("Gdy niebo zstąpiło pod ziemię" Via Nova 2008), oraz pamiętnika opublikowanego w 1956 "Schlesien 1944/45 Aufzeichnungen und Tagebücher" ("Śląsk 1944/1945 zapiski i pamiętniki", Via Nova 2009). W Niemczech najpierw udał się do Turyngii, ale później z rodziną przeniósł się do Monachium. W 1956 został wyróżniony Nagrodą Literacką im. Heinricha Drostego. Umarł w 1972 w wieku 70 lat.

Hendrik Verton, był człowiekiem, którego związek z Wrocławiem był zupełnie przypadkowy. Jako holenderski ochotnik SS dostał się do garnizonu twierdzy i tu stoczył swoją ostatnią walkę. Udało mu się uniknąć sowieckiej niewoli i 20 września 1945 otrzymał dokument zwalniający go do domu, chociaż nie wrócił od razu bo jako były żołnierz SS nie miał dokąd wracać. Przyjechał do Wrocławia jeszcze raz, w latach 70-tych. Swoje wspomnienia opisuje w książce "In the Fire of the Eastern Front: The Experiences of a Dutch Waffen-SS Volunteer, 1941-45", której polskie tłumaczenie wydała Bellona w 2010. [td]

3 komentarze:

  1. Paul Peikert był proboszczem w kościele pw św Maurycego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Poprawione. Tak to bywa jak się pisze na za pięc dwunasta (dosłownie).

      Usuń
  2. Wspaniały blog! Gratuluję i chylę czoła przed niesamowitą, rzetelną i arcyciekawą pracą. Codzinnie z zapartym tchem czytałam tę opowieść! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń