środa, 6 maja 2015

6 maja, niedziela

Parlamentariusze niemieccy i radzieccy. Festung Breslau 6 maja 1945

6 maja, niedziela
Ostatni dzień. Aż trudno uwierzyć że gehenna miasta nareszcie się skończy. Jednak czym jest miasto, czym był Wrocław a właściwie Breslau 6 maja 1945? Jak się wkrótce okaże ludność cywilna tak ciężko przeżywająca szczególnie ostatnie tygodnie oblężenia, mająca serdecznie dosyć wojny, bombardowań i snajperskich ostrzałów, jeszcze przez długi czas nie zazna spokoju. Jednak nim dojdziemy do godzin wieczornych i dni kolejnych dzisiaj miało miejsce angielskie wyjście największego oprawcy Śląska. Karl Hanke po tym jak nie udało mu się wpłynąć groźbami i prośbami na generała Niehoffa postanowił prysnąć. Nie tylko w przenośni zamierzał się ulotnić i wraz z najwyższym szczeblem NSDAP odnaleźć bezpieczną przystań w argentyńskim domku wśród bogatej zieleni. Wieść o tym dotarła także do Vertona:
„(…) Gaulaiter Hanke w swojej nacjonalistycznej pysze i arogancji oświadczył, że zamierza aresztować generała Niehoffa za jego defetystyczną decyzję, ale potem zmienił zdanie. Bardzo szybko zaakceptował sytuację, dokonując równie szybkiej decyzji, aby mu podstawiono Fieselera Storcha. Samolot był wyłącznie do osobistego użytku dowódcy garnizonu, generała Niehoffa, lecz Hanke bez jego wiedzy wykorzystał maszynę, aby samemu odlecieć z Wrocławia. Generał Niehoff chciał ze swoim sztabem dzielić los mieszkańców miasta i był zadowolony z tego, że Hanke uciekł, gdyż jego obecność mogłaby się przyczynić do zakłócenia negocjacji. 6 maja około szóstej rano widziano Storcha w powietrzu. W godzinach rannych generał Niehoff otrzymał wiadomość z Kirchbergu: „Gauleiter Hanke lekko ranny wylądował tutaj w uszkodzonej maszynie”. Nic więcej o tym człowieku już nie słyszano.(…)”
Fakty są takie że nie wiele wiadomo o samej ucieczce Hankego. Najprawdopodobniej rzeczywiście uciekł na pokładzie Fieseler Fi-156C „Storch”, choć jak pisze Solarz:
„(…) Przyjaciel Hankego Albert Speer, w swych wspomnieniach pisze, że Hanke mógł skorzystać przy ucieczce z prototypu helikoptera, (taką informację miał przekazać Speerowi konstruktor niemieckich śmigłowców – Flettner. Niektórzy sugerują nawet, iż Gauleiter uciekł z miasta podziemnym tunelem. Nie brak również zupełnie fantastycznych hipotez, jak choćby takiej, że Hanke miał opuścić Wrocław na pokładzie …latającego dysku V-7!!!(…)” 
Do dzisiaj nie wiadomo skąd uciekł. Przez wiele lat uważano, że samolot wzbił się w powietrze z pasa startowego zbudowanego na zrujnowanej do tego celu dzielnicy naukowej w okolicy pl. Grunwaldzkiego. Jednak równie prawdopodobne jest to, że Hanke wystartował z terenu Stadionu Olimpijskiego, sprzed Hali Stulecia lub też z Placu Wolności.
Hanke w przebraniu podoficera SS przepadł bez wieści.
Teorii na temat jego dalszych losów było sporo, zawsze tak jest kiedy ostatecznie nie można potwierdzić martwego ciała lub zdjąć odcisków palców z więźnia dostarczonego do aresztu.  Mnożono domysły, wyobraźnia pulsowała, ktoś go widział w Rosji, inni pod Jelenią Górą na lotnisku pułapce przygotowanym przez Rosjan. Inna wersja zakłada udaną próbę przebicia się do Czech i tam schwytania przez partyzantów. Najbardziej wiarygodna wersja mówi o tym, że gauleiter faktycznie dostał się w ręce czeskich partyzantów, jednak nie zginął rozpoznany przez jednego z nich a podczas próby ucieczki z konwoju. Tak czy inaczej Wrocław nie miał już krwawego Cezara a generał Niehoff przygotowywał się do negocjacji. Na jego rozkaz wstrzymano ogień o godzinie 9 rano. Do końca wojny w mieście pozostało dokładnie dziewięć godzin i dwadzieścia minut. Wystarczyło to na pozbycie się ostatnich niewygodnych świadków. Na dziedzińcu więzienia przy ul. Kleczkowskiej rozstrzelana została grupa kilkunastu więźniów, głównie Czechosłowaków. Służba bezpieczeństwa postawiła w ten sposób krwawą kropkę nad i.
Wkrótce po tym  Niehoff był gotowy. Jeden z głośników na południu miasta zakomunikował stronie radzieckiej gotowość do rozmów. Rosjanie wyrazili zgodę i po trzech miesiącach radzieckie działa zamilkły.
„(…) Teraz we Wrocławiu było spokojnie, śmiertelnie spokojnie(…)” napisał Verton który podobnie jak inni obrońcy twierdzy przeżywał to osobiście. W końcu oddał mitowi wielkich Niemiec kilka, być może najlepszych lat swojego życia:
„(…) Oczywiście trudno było mówić w tym czasie o „dumie” i „smutku”. Należało użyć innych słów z naszego słownika, mówiących o dzielnych obrońcach fortecy. Oni byli źli, głęboko niezadowoleni i pełni wątpliwości, zwłaszcza ci z pierwszej linii obrony. Przewidując perspektywę zostania jeńcem wojennym u Rosjan =, niektórzy oficerowie dokonywali samobójstw, szeregowi rozbijali broń o najbliższe kamienie, inni pogrążeni w czystej frustracji wrzucali broń do Odry. Kapitulacja w ich oczach była świętokradztwem(…)”
Rozpoczęło się nerwowe usuwanie śladów, palono dokumenty. Magazyny zostały otwarte i zaopatrzenie trafiło odludności cywilnej. Broń masowo był niszczona, topiona, chowana. Jeden z magazynów odnaleziono już trzydzieści lat po wojnie w okolicy obecnej ulicy Piłsudskiego po wcześniejszym wskazaniu przez anonimowego obrońcę twierdzy.
Tymczasem parlamentariusze obu stron spotkali się na skrzyżowaniu ulicy Powstańców Ślaskich i Lwowskiej. Stronę niemiecką reprezentował kapitan von Blück i zastępca dowódcy twierdzy pułkownik Tiesler. Stronę radziecką przedstawiciele 22 Korpusu – pułkownik Cziczin i major Omar Jachajew który napisał później:
„(…) Rozkazem dowódcy 6 Armii gen. Głuzdowskiego i dowódcy 22 Korpusu Piechoty gen. Zacharowa zostałem wyznaczony jako parlamentariusz na rozmowy z przedstawicielami oblężonego zgrupowania, do którego miałem się udać w towarzystwie asystenta-adtiutanta, tłumacza i korespondentów. Wiedzieliśmy że wśród faszystów nie było jednomyślności w sprawie zawieszenia broni i kapitulacji. Za kapitulacją był Wermacht i jego żołnierze i większość oficerów. Esesmani występowali przeciwko kapitulacji. Jak tylko doszedłem do środka ulicy, faszyści otworzyli ogień Nie zważając na grożące niebezpieczeństwo, kontynuowałem swoją drogę do oznaczonego celu już ostrożniej – ryzykowałem nie tylko swoim życiem ale także życiem moich współtowarzyszy, którzy już do mnie dołączyli.
Spotkanie odbyło się w pasie neutralnym. Działo się to na skrzyżowaniu ulic Powstańców Śląskich i Lwowskiej. I tu niemieccy parlamentariusze pogwałcili konwencję genewską, która określa, iż w tego rodzaju rozmowach mogą brać udział osoby bez broni. Po mojej uwadze na ten temat Niemcy powyciągali z kabur swoje pistolety Parabellum i wręczyli je mnie, przepraszając za swoje zapominalstwo. Demonstracyjnie wyrzuciłem tę broń natychmiast w gruzy, po czym zaczęliśmy mówić o warunkach kapitulacji. Dowództwo radzieckie żądało natychmiastowej kapitulacji, a faszyści prosili o odłożenie jej o dobę. Strona radziecka odrzuciła tę prośbę. (…)”
Strona niemiecka z opaskami na oczach została zaprowadzona do sztabu pułku przy ulicy Kamiennej 46. Następnie odprowadzono do pasa neutralnego. Do wręczenia warunków kapitulacji pozostało niewiele czasu. Na przekazanie dokumentów umówiono się o godzinie 14. Podczas gdy parlamentariusze obu stron rozmawiali w pasie neutralnym
„(…) Zarówno nasi jak i niemieccy żołnierze wyszli z okopów, piwnic i innych kryjówek, porozsiadali się na gruzach domów (a wszystko to na pierwszej linii), palili, przekrzykiwali się, kto jak mógł, jak gdyby nigdy nie byli wrogami.(…)”
Chwilę po tym niemieccy oficerowie w drodze powrotnej najechali na minę. Pierwszej pomocy udzielili im Rosjanie. Niestety to nie koniec, podczas reanimacji w kierunku zgromadzonych żołnierzy których z żołnierzy radzieckich omyłkowo uruchomił miotacz ognia. Do akcji zaangażowało się SS które chciało wykorzystać sytuację, w tym samym momencie włączyli się także żołnierze Wehrmachtu którzy stanowili ochronę Rosjan.
Ostatecznie godzina przekazania pisemnej zgody na kapitulację została przesunięta o godzinę, na 15. Do spotkania doszło około 15.30. Strona niemiecka wyraziła zgodę na kapitulację która sprawiała wrażenie honorowej.
1. Wszystkie wojska pozostające pod dowództwem generała Niehoffa zaprzestaną działań wojennych w dniu 6 maja o godz. 14 czasu moskiewskiego (tj. 13 czasu miejscowego)
2. Składy jednostek, broń, wszelkie środki bojowe, transportowe i urządzenia techniczne przekazane zostaną w stanie nie uszkodzonym.
3. Komendantowi, jego oficerom i żołnierzom, którzy zaniechali oporu, zagwarantowane zostaje życie, żywność, pozostawienie własności osobistej i odznaczeń, a po zakończeniu wojny – powrót do ojczyzny. Całemu korpusowi oficerskiemu zezwala się na noszenie białej broni.
4. Wszystkim rannym i chorym udzielona zostanie natychmiastowa pomoc lekarska środkami radzieckimi.
5. Komendantowi i innym generałom pozostawia się do dyspozycji samochody osobowe wraz z obsługą, jak i odpowiednią obsługę w czasie niewoli.
Piwnicami i okopami Rosjanie na zaproszenie Niehoffa udali się do Biblioteki Uniwersyteckiej na Pisaku. Tam biskup sufragan Ferche i pastor Horning (o czym Jachajew nie wspomina) zostali poinformowany przez Niehoffa o kapitulacji.
„(…) Zgodnie z poleceniem generała Głuzdowskiego, wracając zabraliśmy ze sobą w dwóch samochodach Niehoffa, 10 pułkowników, wszystkie ważniejsze dokumenty sztabowe, a szczególnie mapy pól minowych. Dowódcę Festung Breslau zawieziono do sztabu 22 Korpusu, mieszczącego się willi Colonia, gdzie podpisał uzgodnione poprzednio przez parlamentariuszy warunki kapitulacji. W willi Colonia przebywał generał Niehoff jeszcze przez cały tydzień. Generał Głuzdowski miał o to pretensje do generała Zacharowa.(…)”
Będąc już w willi Colonia Niehoff zgłosił poprawkę która została ujęta aneksem do warunków kapitulacji. Chodziło o żołnierzy SS, którzy cieszyli specjalną niesławą.
Ustalono również, że pozostający w mieście obrońcy będą się grupować już rozbrojeni w wyznaczonych miejscach. I tak:
a. Grupa południowa – na placu Powstańców Śląskich
b. Grupa zachodnia – w Szczepanowie
c. Grupa północna – w Rogożu
d. Generałowie i oficerowie w Strzeszowie
e. Sztab komendanta na placu Powstańców Śląskich
Wieczorem po podpisaniu o godzinie 18.20 kapitulacji obie strony spotkały się na bankiecie zorganizowanym przez Rosjan w gmachu byłego niemieckiego okręgu wojskowego na Krzykach. Raut na cześć pokonanych i zwycięzców wspominał Verton:
„(…) Rosjanie nie mogli się oprzeć pokusie. Zbyt wiele by sobie odmówili. Tak oto generał Niehoff i jego sztab zostali zaproszeni na uroczysty obiad. Zwycięzcy i pokonani usiedli przy jednym stole, nakrytym ty co najlepsze. To była ostentacyjna wystawność. Świece migotały ponad górami zimnych specjałów łącznie z kawiorem, mięsem, vol-au-vents, zaś wódka przelewała się. Jej buteli stały tuzinami między talerzami.(…)”
Tak by się mogła skończyć ta opowieść, jednak rzeczywistość aż nadto przypominała zarówno Królewiec jak i Berlin. Niehoff nie trafił po wojnie do ojczyzny tylko na 10 lat do ZSRR gdzie siedział w więzieniu. Ludność cywilna miasta musiała sprostać pijanym żołnierzom Armii Czerwonej. Jednak najgorszy był los kobiet, gwałconych po kilkadziesiąt razy . Wiele z nich wybrało ucieczkę, popełniając samobójstwo. Stalin, ojczulek narodu usankcjonował, rozgrzeszył i usprawiedliwił swoją dzicz. W imię walki z faszyzmem pozbawiono tysiące niewinnych ludzi godności. Pijani czerwonoarmiści nie wybrzydzali.
„(…)Prałat Lange, kurator „Domu Dobrego Pasterza” donosił, ze 7 maja grupa Rosjan przedostała się przez uszkodzoną ścianę do klasztoru Kaiserstrasse, gdzie znajdowały się dwie starsze wiekiem siostry zakonne. Jedna z nich uciekła, ale ta druga nawet się nie starała, sądząc, że jej podeszły wiek uchroni ją przed każdą fizyczną zniewagą. Siostra Felizita została obezwładniona przez grupę, zastrzelona i zgwałcona.”Pochowaliśmy ją w ogrodzie klasztornym. Miała 81 lat(…)”
Koleje losu bohaterów Festung Breslau, postaci które na trwałe zapisały się w naszej kronice są przeróżne. Niehoff po 10 latach wrócił do RFN, podobnie jak Ahlfen ciesząc się spokojną starością. Hendrikowi Vertonowi – ochotnikowi do Waffen SS udało się przeżyć wojnę i wrócić do normalnego życia, mało tego doskonale wspomina spotkania z innym SS-manem Otto Skorzennym znanym głównie z uwolnienia Mussoliniego z aresztu domowego.
Jednak bardziej od dalszych losów oprawców ciekawsze są losy anonimowych Breslauerów wypędzonych ze swoich domów wkrótce po zakończeniu działań wojennych. Ciekawsze są losy nowo przybyłych osiedleńców którzy w konfrontacji z technologią której nie rozumieli po prostu ją niszczyli szczególnie w dolnośląskich wsiach i miejscowościach. Jednak jest to temat na zupełnie inną opowieść.[tom]

4 komentarze:

  1. szkoda ze to juz ostatnia czesc tej kroniki , przyzwyczailem sie do niej czytajac kolejne dni
    udalo wam sie podac wiadomosci z kilkudziesieciu ksiazek jednoczesnie , tworzac cos w rodzaju pigolki obrony festung breslau
    bardzo chcialbym aby nie byl to koniec i na samym festung breslau sie to nie skonczylo , jest kilka pozycji literatury opisujacych pionierskie miesiace wroclawia , potem wystawa ziem odzyskanych , odbudowa miasta i przemyslu az do dnia dzisiejszego
    moj wroclaw ktory zapamietalem zatrzymal sie w roku 2010 w ktorym opuscilem kraj
    pozdrawiam was serdecznie i dziekuje za te kronike
    marecki

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro jeszcze epilog który umieści Tadek. Z całą pewnością nie jest to koniec opowieści o Wrocławiu który jest kontynuacją Breslau. Przygotowujemy nowy cykl który już teraz wydaje się bardzo interesujący. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa[tom]

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam z niecierpliwoscia maniaka wroclawia :) przez te kilka tygodni tak gdzies od polowy lutego bo wtedy znalazlem waszego linka , bylem z wami codziennie i czekalem na kolejna odslone dnia i teraz tez bede codziennie zagladal i czekal na nowy cykl
    jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i dziekuje za kronike dni oblezenia !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ktoś się pośpieszył omawiając detal z 6.V.1945 pomylił gauleitera NSDAP FRanka z Hankem.
    ten błęd powinien być wyjaśniony albo całkowicie usunięty. Osobiście żadna opowieść nt. śmierci Karla Hanke jakoś nie przemawia prawdą. Ja, nadal utrzymuję, że dzięki sprytnej kryjówce w wagonie przedostał się do Austrii albo 2.dotarł do Tyrolu jednym samolotem razem z fldm Schornerem. Ostatecznie to właśnie oni byli głównymi figurami pokonanej armii niemieckiej i mogli to zrobić.
    przypuszczam także, że z tych dwóch więcej szczęścia miał młynarz i gauleiter Hanke, który ostatecznie znalażł się w bezpiecznej Argentynie. Slaffth

    OdpowiedzUsuń