wtorek, 5 maja 2015

5 maja, sobota. "Zemsta jest naszą cnotą, a nienawiść naszym obowiązkiem"

3 maja bez walki skapitulował Hamburg, miasto gdzie była ostatnia działająca hitlerowska rozgłośnia radiowa (Hamburgsender). Następnego dnia Brytyjczycy zajęli opuszczony pobliski obóz koncentracyjny Neuengamme, z ponad stu tysięcy więźniów ocalała ledwie połowa. Dziś Amerykanie zajęli obóz Mauthausen-Gusen, którego liczba ofiar (tu są bardzo różne szacunki) waha się od ponad stu do nawet 300 tysięcy. 1. Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka zdobyła Wilhelmshaven gdzie skapitulował cały garnizon z bazą Kriegsmarine, w której było 200 okrętów. Wehrmacht skapitulował w południowych Niemczech, Tyrolu, zachodniej (czyli całej która jeszcze nie została zdobyta) Austrii; poddały się także resztki niemieckich wojsk w Danii i Holandii. Wczoraj nieszczęsna 2 Armia LWP, która w zupełnie niepotrzebnej bitwie pod Budziszynem straciła 1/5 do 1/3 ludzi (trudno o rzetelne statystyki, w tak zapomnianej przez późniejszą historię bitwie) i połowę sprzętu, została skierowana do udziału w następnej operacji - praskiej. W Pradze wybuchło powstanie. Adolf Hitler nie żyje, Wehrmacht nie ma sztabu generalnego, Berlin został zdobyty - a wojna trwa nadal. Kiedy skończy się to szaleństwo?

Sprecyzujmy pytanie - kiedy skończy się szaleństwo we Wrocławiu? Obrońcy zamknięci w twierdzy i pozbawieni rzetelnego i wiarygodnego dla wszystkich źródła informacji mogli się mylić co do szczegółów oceny sytuacji, ale ogólna wiedza jaką posiadali powinna wystarczyć. Sytuacja była beznadziejna od początku a możliwości oporu nie wynikały z siły własnej, ich przyczyną była słabość wroga. Do czasu rozłożenia się nacierających sił sowieckich na rubieży odrzańskiej Wrocław był rzeczywiście, w praktycznym znaczeniu tego określenia, twierdzą nie do zdobycia. Ale skoro tylko Armii Czerwonej udało się zdobyć przyczółki na wschód i na zachód od Wrocławia i w końcu okrążyć miasto pozycja była stracona. Wrocław posiadając te siły i brak przygotowania fortyfikacyjnego nie nadawał się do obrony okrężnej. Na dobrą sprawę nie było żadnych powodów by taką obronę prowadzić. Jedynym powodem była fikcja hitlerowskich twierdz. Dlatego bronił się do pierwszego kwietnia Głogów. Dlatego do dziś broni się Wrocław. Historia potoczyłaby się inaczej gdyby sowieci zaangażowali do ataku na Wrocław odpowiednie siły, ale - jak się później okazało - niedoszacowali siły obrońców i to dwukrotnie, ponadto nie wzięli pod uwagę sprawności jaką wykaże pospolite ruszenie Volkssturm w walce w ruinach. Jedyną przyczyną dla której Wrocław wciąż nie został zdobyty był fakt, że do ataku została wyznaczona słaba armia i kiepski dowódca. Odpowiedzią na pytanie dlaczego tak się stało może być ogólna słabość sił sowieckich na tym etapie wojny. Koniew w końcu zdał sobie sprawę ze strategicznego znaczenia pozycji wrocławskiej dla sytuacji na Dolnym Śląsku i wysłał tam polską 2 Armię, której siła ludzka dwukrotnie przekraczała wszystko czym dysponowała sowiecka 6 Armia. Taka też była ocena Stawki która przesunęła 2 Armię z sił 1 Frontu Białoruskiego w skład 1 Frontu Ukraińskiego. Ale w przeddzień polskiego ataku na Wrocław nastąpiła generalna zmiana planów sowieckich i 2 Armię odesłano nad Nysę Łużycką z zadaniem osłonowym dla operacji berlińskiej. Rozpaczliwą i tragiczną dla miasta ofensywę z początku kwietnia musiała prowadzić osłabiona 6 Armia własnymi siłami, załamanie się tego ataku było nieuniknione, tym bardziej że i tak już wykrwawionej 6 Armii odbierano zasoby wojny na potrzeby operacji berlińskiej. Teraz siły 1 Frontu Ukraińskiego koncentrowały się na operacji praskiej, więc Wrocław zyskał jeszcze kilka dni. Ale nawet gdyby sztab o tym wiedział, to znał przecież ogólną sytuację a była ona nieubłagana. Kiedy operacja praska się zakończy Koniew rzuci wszystkie siły na Wrocław i zmiecie go z powierzchni ziemi grzebiąc obrońców w gruzach. Zostawi kilka fabryk które można było wywieźć, a resztę zmieli ogniem artylerii, bo nic w tym mieście nie przedstawiało już dla niego takiej wartości by miał ryzykować życiem chociaż jednego żołnierza. I właśnie świadomość takiej możliwości rozwoju sytuacji skłoniła wrocławian do złożenia petycji.

Prównajmy samą skalę różnicy pomiędzy operacją berlińską a oblężeniem Wrocławia wg podstawowego kryterium: Berlin został okrążony 24 kwietnia, poddał się 2 maja. Daje to 10 dni niesłychanie krwawych i niszczących walk. Straty Armii Czerwonej są trudne do oszacowania, od 80 do 150 tysięcy żołnierzy. Poległych. Kiedy Bradley oceniał możliwe straty alianckie podczas zdobywania Berlina na 150 tysięcy żołnierzy miał na myśli zabitych, rannych i zaginionych łącznie. Tymczasem oblężenie Wrocławia trwało 81 dni, jak zwykle straty sowieckie nie są znane dokładnie, ale przyjmijmy najczęsciej pojawiającą się liczbę 7 tysięcy zabitych. Jeżeli dla Berlina przyjmiemy ostrożną liczbę 100 tysięcy zabitych daje to w efekcie różnicę 10 tysięcy do 86 zabitych w stratach dziennych operacji. Ponad stukrotna róznica. To daje pojęcie o tym co mogło spaść na Wrocław jeśli dalej będzie się bronił. Pierwszą zapowiedzią tego co się stanie był nasilony ostrzał artyleryjski i pierwsze od dawna poważne bombardowanie. W przerwach nadawane były komunikaty z warunkami kapitulacji.

Wczorajsza wizyta przedstawicieli niczego w istocie nie zmieniła. Jej uczestnicy mogli dzięki niej wystawić komendantowi Niehoffowi laurkę "wysłuchał nas i nie zabił". Według prawa, rzeczywiście miał prawo, a nawet obowiązek każdego defetystę oddać w ręce gestapo. A naleganie czy nawet proponowanie kapitulacji to był defetyzm. Decyzja o trwaniu w obronie była nadal w mocy. Wydarzenia tego dnia opisuje Jacek Solarz: "Niehoff nie dał się przekonać. Powołując się na patriotyzm i honor niemieckiego żołnierza stwierdził, że nie może złożyć broni. Jego pogląd na popołudniowej odprawie dowódców poszczególnych pułków broniących twierdzy poparli dowódcy jednostek SS. Następnego dnia w komendanturze odbyła się kolejna narada. Prócz Niehoffa wzięli w niej udział dowódca 609. Dywizji generał Ruff, z ramienia Luftwaffe pułkownik von Friedeburg, podpułkownik Mohr, major Lindeschmidt, dowódca Volkssturmu SA-Obergruppenfuhrer Herzog, adiutant komendanta porucznik Fischer, główny kwatermistrz major Fuchs oraz szef sztabu pułkownik Tiesler. Niehoff przedstawił obecnym rozkaz marszałka Schörnera o obronie miasta do ostatniego człowieka i naboju, równocześnie jednak po raz pierwszy poddał pod dyskusję i rozwagę zamiar trwania na zajmowanych pozycjach. Tajemnicą zapewne już na zawsze pozostanie powód, który skłonił Niehoffa do zmiany zdania. Czy było to w końcu realne spojrzenie na sytuację umierającego miasta, czy też niejasne dyspozycje od przełożonych. Różne były reakcja podkomendnych Niehoffa. Jedni (Ruff, Herzog) chcieli walczyć do końca, łudząc się, że wraz z nadejściem wojsk angloamerykańskich wezmą udział w wojnie przeciwko Rosjanom, inni nie wdawali się w polemikę mając po prostu dość wojny. Właśnie wtedy podczas tej narady, nadszedł dalekopis z rozkazem dowództwa 17 Armii, której bezpośrednio podlegał garnizon twierdzy, wyrażający zgodę jej dowódcy, generała Hasse, na kapitulację garnizonu Twierdzy "Wrocław". Gdy wydawało się, że dalekopis rozstrzygnął spór, na naradzie pojawił się Gauleiter Hanke i próbował odwieść Niehoffa od podjętej decyzji o kapitulacji. Imał się różnych sposobów w tym także gróźb, ale nic nie osiągnął. Wtedy widząc, że nie przekona generała poprosił go o pomoc w opuszczeniu miasta".

"Walka i Zwycięstwo" Ernst Segers 1905, alegoria bismarkowska w powojennym Wrocławiu pozbawiona Bismarcka, Plac Królewski, na którym stoi po wojnie przemianowano na pl 1 Maja

Depesza generała Hasse brzmiała patetycznie i absurdalnie: "Flagi Niemiec opadają powoli, w dumnym smutku, oddając hołd wytrwałości dzielnych obrońców i cywilnych mieszkańców Wrocławia", Podpisano: generał Wilhelm Hasse 17 Armia. Niehoff pisze we wspomnieniach, że już kilka dni wcześniej dzwonił do marszałka Schörnera mówiąc, że bierze pod uwagę kapitulację, ale odpowiedzią było jedynie, jak pisze, to że w "niezrozumiałej reakcji", Schörner żądał by twierdza walczyła do ostatniego żołnierza i ostatniej kuli, gdyż dopiero wtedy zostanie oswobodzona. Niehoff pisze też, że decyzja o kapitulacji została podjęta już 4 maja. Czemu zatem czekano aż do depeszy Hassego? Komendant Niehoff oznajmił na ostatnim spotkaniu sztabu: "Panowie, wezwałem was tutaj razem na ostatni apel. To co osiągnęliście wy, wasi ludzie i ludność cywilna, nie wymaga żadnych słów Pewnego dnia historia wyda swój osąd w tej sprawie. Hitler nie żyje. Berlin padł. Alianci ze Wschodu i Zachodu podali sobie dłonie w sercu Niemiec. Nie ma już żadnego powodu żeby kontynuować bitwę o Wrocław. Jakiekolwiek dalsze poświęcenie byłoby zbrodnią. Postanowiłem zakończyć walkę i zaproponować wrogowi kapitulacje miasta orz garnizonu na honorowych warunkach. Wystrzeliliśmy nasz ostatni nabój. Wypełniliśmy obowiązek jak nakazywało prawo". Dowódca Volkssturmu Otto Herzog wyłamał się z posłuszeństwa wobec komendanta i nie uznał decyzji o kapitulacji mówiąc że za kilka tygodni wybuchnie wojna amerykańsko-sowiecka i armia niemiecka znów stanie do walki. Opuścił kwaterę dowództwa a jego dalszy los jest nieznany. Niehoff pisze, że popełnił samobójstwo.

W ostatnich godzinach wojny doszło do niecodziennej operacji wojskowej. Sprowadzony wczoraj do Wrocławia oddział tzw "niemieckich antyfaszystów" usiłował dokonać wyłomu w linii frontu udając niemiecki Wehrmacht. Sowietom udało się wśród wziętych do niewoli żołnierzy niemieckich sformować trzon zależnych od nich władz przyszłego państwa niemieckiego - Narodowy Komitet Wolne Niemcy (Nationalkomitee Freies Deutschland; NKFD), nazywany czasem skrótowo Wolne Niemcy. Jego zbrojną formacją był Związek Oficerów Niemieckich. Wolne Niemcy tworzyło około pół setki byłych żołnierzy Wehrmachtu przekonanych o nieuchronnej klęsce nazistowskich Niemiec, część z nich była komunistami. Ta powstała w lipcu 1943 organizacja przypominała istniejący od marca tego samego roku Związek Patriotów Polskich (ZPP), nota bene ich pismo nazywało się "Wolna Polska", od maja 1943 trwało formowanie 1 Dywizji w Sielcach nad Oką. W ten sposób Stalin tworzył przyszłość obu zależnych od siebie państw: PRL i DDR. Współpraca niemiecko-sowiecka nie była wcale rzeczą nową, jej podstawy tworzył Traktat w Rapallo z 1922, pierwszy traktat międzynarodowy jakie zawarło wówczas w ogóle nieuznawane państwo sowieckie. W latach 30. XX wieku w najlepsze rozwijała się niemiecko-sowiecka współpraca wojskowa, to na rozległych rosyjskich poligonach ćwiczyli manewry żołnierze niemieckich wojsk pancernych, których oficjalnie nie było. Kulminacją tej współpracy był podpisany w gorącym 1939 pakt Ribbentrop-Mołotow, którego rocznicę będziemy obchodzić 23 sierpnia. Wkrótce potem 17 września 1939 sowieci dotrzymali warunków paktu ostatecznie łamiąc opór polski. I aż do 22 czerwca 1941 przyjaźń niemiecko-sowiecka kwitła w wymiarze politycznym, gospodarczym i wojskowym. Dwa lata później już po przesileniu pod Stalingradem organizacja złożona z jeńców wojennych wykuwała nową sojuszniczą przyszłość.

Niewielki oddział należący do Wolnych Niemiec w trzech niewielkich grupach, każda z sowieckim oficerem łącznikowym i radiostacją, w nocy (właściwie to już były pierwsze godziny 6 maja) przekroczył linię frontu w rejonie obecnej ulicy Młodych Techników z zadaniem zniszczenia sztabu pułku SS broniącego zachodniej części Wrocławia. Niemieckie mundury i rdzenny niemiecki nie wystarczyły. Nie znali hasła więc mówili że są zagubionym oddziałem, który szuka swojej pozycji. Po początkowym powodzeniu grupa dowódcy oddziału majora Viedta została zdekonspirowana, rozpętała się strzelanina i wobec tego wszystkie trzy pododdziały wycofały się właściwie bez strat - jedyną ofiarą śmiertelną po stronie atakujących był sam dowódca porucznik Horst Viedt. Dwie rzeczy zwracają tu naszą uwagę, po pierwsze stosowane często określenie "antyfaszyści" - jest to konstrukt propagandy, która w ten sposób wszystkich wrogów zapakowała do jednego wygodnego worka, faszyzm był ustrojem politycznym Narodowej Partii Faszystowskiej (Partito Nazionale Fascista, PNF) Benito Mussoliniego. Hitlerowcy nigdy wobec siebie nie używali tego słowa. Na dobrą sprawę nie używali nawet skrótowca: naziści, zawsze mówili narodowy socjalizm. Bardzo trudno wybrać wspólne elementy faszyzmu i nazizmu, które jednocześnie w jakimś stopniu nie pasowałyby do sowieckiego komunizmu. Drugą kwestią jest pytanie, które w tym wypadku powinno się pojawić automatycznie - dlaczego Viedt nie został´w żaden sposób upamiętniony w PRL-owskiej martyrologii bitwy o Wrocław. Generał Iwan Połbin dostał swoją ulicę, Viedt nie dostał nawet tablicy pamiątkowej. Na to pytanie nasuwa się odpowiedź, która wiele mówi o powojennej ideologii Wrocławia, ideologii jako pewnej symbolicznej wizji, a nie zestawu doktryn. Otóż Viedt był co prawda tym dobrym, ale jednak Niemcem. Pamięć niemieckiego Wrocławia została w przestrzeni symbolicznej kompletnie zatarta przez powojenne polskie władze. Nie przypominamy sobie żadnej ulicy wrocławskiej, która ma niemieckiego patrona, nawet z pozoru tak neutralne politycznie i ważne dla kultury postaci jak Goethe czy Brahms (obaj we Wrocławiu byli, więc jest pretekst) są we Wrocławiu nieobecne. To ciąży na Wrocławiu do dziś, ogromne kontrowersje budzi propozycja nadania wzgórzu w Parku Południowym jako patrona dawnego nadburmistrza Wrocławia Georga Bendera, który stworzył Wrocław jako nowoczesne miasto. Dopiero teraz ostrożnie się to zmienia: pomnik Eichendorffa został ustawiony poza przestrzenią publiczną, w Ogrodzie Botanicznym. Karl von Holtei ma skromną tablicę na ul Rzeźniczej. Pomnik Schillera został przywrócony w Parku Szczytnickim. Ale nie mamy we Wrocławiu ulicy Berlińskiej, Frankfurckiej czy Saksońskiej, chociaż reprezentowanych jest wiele krajów świata, także takich z którymi Wrocław nie miał nic wspólnego.

Walter Laßmann opisuje ostatnie dni w następujący sposób, 4 maja: "Na mieście wiadomość o spotkaniu delegacji duchowieństwa z komendantem twierdzy przyjęta została z wielkim zadowoleniem. Po południu w mieszkaniu Horninga zjawił się oficer. Duchowny spodziewał się aresztowania, ale chodziło o coś innego. Otóż generał Niehoff zwołał do siebie naradę dowódców i chciał, ab ks. Horning przemówił teraz do nich. Tak też się stało. Zgromadzeni dowódcy przyklasnęli jego słowom oprócz czterech dowódców SS, którzy zgłosili protest". Horning pisze o tym "Często powtarzana relacja, jakoby dowódcy z SS zaprotestowali natychmiast przeciwko mojemu wystąpieniu, jest o tyle nieścisła że w mojej obecności nie padło [z ich strony] żadne słowo". Dziś natomiast, 5 maja 1945: "Gauleiter Hanke dowiedział się tymczasem o akcji duchownych i podjął przeciwdziałania. Kolejny i ostatni numer "Gazety Frontowej" przyniósł pogróżki przeciwko elementom defetystycznym. - Rosjanie stawiają ostatnie ultimatum, Druzgocące uderzenie spaść ma na miasto 7 maja w poniedziałek. Sam gauleiter chce się trzymać ostatniego hasła Goebbelsa "Zemsta jest naszą cnotą, a nienawiść naszym obowiązkiem". W mieście grozi wybuch paniki". Tego dnia odwiedza również najbardziej zapomniany front tej wojny, znany nam już szpital bonifratrów na ul Traugutta, pisząc, że ponieważ biegną tamtędy rury centralnego ogrzewania i temperatura sięga 40 stopni, umierający leżą nadzy, w powietrzu tak gęstym, że można je kroić, w smrodzie potu, krwi, uryny, karbonu i chloroformu, majacząc i żebrząc "Kolego, masz jeszcze kulkę dla mnie?", martwi wynoszeni są na zewnątrz, a do jeszcze ciepłych łózek kładzeni są następni umierający. Szpital na pl Katedralnym pozbawiony był elektryczności i wody bieżącej, nie było też lekarstw ani środków znieczulających, nie było nawet alkoholu do sterylizacji narzędzi chirurgicznych, operacje przeprowadzano w świetle lamp naftowych, kończyły się bandaże.

Hartung bez emocji opisuje banalne gesty kończące wojnę: "Pułkownik zwołuje apel i oznajmia, że jutro wchodzi w życie kapitulacja Wrocławia. Żegna się podaniem ręki z każdym członkiem żałosnej zdziesiątkowanej kompanii sztabowej. Wieczorem z sowieckich megafonów rozbrzmiewają nad miastem przeplatane muzyką obwieszczenia o warunkach kapitulacji. Tej ciepłej nocy wszędzie wzbijają się w powietrze rakiety i amunicja smugowa. Zwycięskie fajerwerki Rosjan. Architekt wynosi na cmentarz ostatnie krzyże nagrobne, potem zaś pakuje plecak, szykując się do niewoli". [td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz