poniedziałek, 4 maja 2015

4 maja, piątek


4 maja, piątek
Dynamika zmian postępujących w kończącej się wojnie została dzisiaj zwielokrotniona. Berlin, wyśniona przez nazistów Germania która miała stać się nowym Rzymem, centrum wszechświata ogłosiła już kapitulację. Pod naporem bezkresnej fali przybyłej ze wschodu oraz w obliczu zagrożenia z zachodu, bez wodza, po cichu poddała się. Kończąc epokę buty i władzy która przy wsparciu aparatu opresji sprowadziła ludzi do funkcji marionetek, drugoplanowych aktorów w dramacie szaleństwa.
Jedną z głównych ról w przedstawieniu odgrywał Hans Frank który po ucieczce z Krakowa schował się w Bawarii w niewielkiej miejscowości Neuhaus am Schiersee, gdzie powołał filię Generalnego Gubernatorstwa. Dzisiaj dokładnie w tym miejscu został aresztowany przez oficera amerykańskiego Waltera Steina. Frank w wieku 46 lat został skazany na karę śmierci którą wykonano 16 października 1946.  po procesie w Norymbergi
Dzisiaj w polowej kwaterze Bernarda Mongomerego, naczelnego dowódcy wojsk brytyjskich pojawił się admirał Hans-Georg von Friedeburg. Na rozkaz Döenitza przybył poddać III Rzeszę. Podpisał kapitulację północno-zachodnich Niemiec, Danii i Holandii. Był to gest bardzo wymowny, bez splendoru i obecności najważniejszych dowódców, trochę wstydliwy akt uznania wyższości aliantów. Kolejne dni przyniosły doprecyzowanie, dookreślenie warunków oddania władzy w kraju który przez sześć lat nie pytał nikogo o zgodę. Poddana została Holandia kraj rodzinny ochotnika do Waffen SS Hendrika Vertona, który w tym czasie znajdował się w ośrodku medycznym nieopodal Hotelu Monopol w sercu Festung Breslau. Twierdza wciąż pozostawała w rękach Niemców, jednak 4 maja najwyraźniej coś pękło.
„(…) Byłem zdumiony i zakłopotany, gdy pewnego dnia mogłem, z niedowierzaniem, przyglądać się jak samochód z siedzącymi oficerami niemieckimi i rosyjskimi krążył wokół wałów nad fosą miejską. Myślałem, ze to być może negocjatorzy. Teraz nie miałem wątpliwości – koniec walk był bardzo bliski i szybko skierowałem się z powrotem do centrum medycznego. Tam dowiedziałem się że 5 maja o godzinie 2 w nocy czasu moskiewskiego nastąpi kapitulacja miasta Breslau. Nie sądzę abym musiał opisywać atmosferę wśród rannych znajdujących się w piwnicy. Niektórzy nie chcieli w to uwierzyć, wilu płakało. Zalewali się łzami po wielu miesiącach napięcia i nie wstydzili się tego. Czy to wszystko nie zdało się na nic? Przeminą lata oddawania życia i kończyn na froncie, niedoborów, niedostatków i poświęceń, cierpień, nalotów? Staliśmy w obliczu beznadziejnej perspektywy przebywania w obozie jenieckim. Jak długo? To przygniatało nas wszystkich, a ja poczułem się zgorzkniały, odrzucony, zbuntowany.(…)”
Wieści i te dobre i te złe szybko się roznoszą. Wrocław już od dawna był tykającą bombą zegarową, gotową do odpalenia w nerwowym oczekiwaniu. Brakowało już wszystkiego, broni, amunicji, żywności i bezpiecznego schronienia. Naloty Armii Czerwonej po zdobyciu stolicy zwielokrotniły się, podobnie jak ostrzał artyleryjski. Bezcelowość dalszej walki dotykała coraz częściej prostych żołnierzy, ale również oficerów, nie wspominając o ludności cywilnej której los w pierwszych dniach maja był beznadziejny. Nastroje były bardzo wyczuwalne i z pewnością narastająca apatia musiała być relacjonowana Hankemu i Herzogowi. Aby pomóc w podjęciu decyzji komendantowi twierdzy, dzisiaj chwilę po sobie miały miejsce dwa kluczowe wydarzenia.
Z jednej strony artyleria rosyjska zaprzestała ostrzału i wysłała radiowe komunikaty o proponowanych warunkach kapitulacji. Z drugiej generała Niehoffa odwiedziła dzisiaj delegacja duchowieństwa wrocławskiego.
Niecodzienna reprezentacja emisariuszy zdrowego rozsądku, którzy pomimo ogromnego zagrożenia zakwalifikowania jako defetystów dotarła do sztabu chwilę po pierwszych radzieckich komunikatach. Przewodził im z ramienia kościoła ewangelickiego prof. dr Konrad urzędujący dziekan miasta. Przybył w towarzystwie Horninga proboszcza parafii św. Barbary. W dowództwie twierdzy Niehoffa w Biliotece Uniwersyteckiej na Piasku byli obecni także duchowni kościoła rzymskokatolickiego: biskup sufragan Ferche i urzędujący generalny wikariusz, kapitularz katedralny Kramer. Po wcześniejszych ustaleniach  kto w imieniu wszystkich będzie przemawiał głos zabrał Horning.
Komendant przyjął duchownych w obecności adiutanta i szefa sztabu. W dwudziestominutowym przemówieniu Horning jako reprezentant całego wrocławskiego społeczeństwa stał się adwokatem głównie ludności cywilnej. Podstawową kwestią stały się warunki wegetacji Wrocławian według których dalsza obrona miasta jest nieodpowiedzialna, szczególnie w obecnej sytuacji militarnej. Według lokatorów ciasnych zapleśniałych piwnic jak również duchowieństwa stawianie dalszego oporu wiązało by się z zagrożeniem generalnego szturmu na Wrocław. Zdaniem Horninga doprowadziło by to do rozpaczy w oblężonym mieście. Biorąc pod uwagę, że straty codziennie wzrastały o około 1000 osób, a 6000 żołnierzy znajdowało się w szpitalach dalsze trwanie w oporze ostatecznie będzie się wiązało z tym, że Niehoff jak to określił Horning:
„(…) Za decyzję jaką poweźmie będzie się musiał kiedyś odpowiadać przed wiecznym Sędzią.(…)”
Komendant przyjął słowa ze spokojem i w obarczonej poufnością odpowiedzi wskazał kolejne kroki które zamierza zrealizować  wyprowadzając wojska z Breslau. Rozpoczęła się dyskusja w której argumentem podniesionym przez Horninga była niechybna klęska tych w imieniu których przyszli.
„(…)W przypadku próby przebicia zagłada miasta utopiona zostanie w morzu krwi.(…)”
Niehoff nie odpowiedział na ostatnie pytanie księży o los ludności cywilnej. Rozmowy zostały przerwane bez wypracowanego porozumienia. W godzinach popołudniowych samochód komendanta ponownie przywiózł Horninga do sztabu. Generał raz jeszcze poprosił o zreferowanie wizji poddania miasta i przytoczenia argumentacji takiej decyzji. Tym razem słuchaczami byli dowódcy pułków. Większość, z wyjątkiem SS-manów przyjęło plan duchownego z aprobatą. Zarówno Horning jak i pozostali duchowni nie dostali jednoznacznej odpowiedzi. Jednak to właśnie dzisiaj generał Niehoff podjął decyzję. Źródła radzieckie potwierdzają dzisiejsze próby nawiązania kontaktu w sprawie kapitulacji twierdzy ze stroną rosjską. Wzmiankę o tym można odnaleźć także w pamiętnikach komendantów twierdzy:
„(…) 4 maja, gdy zapadła decyzja komendanta twierdzy o kapitulacji, odwiedzili go najwyżsi hierarchowie duchowieństwa(…)W żaden sposób nie ingerując w decyzje dowództwa, poprosili i zbadanie sytuacji również pod kątem ludzkim. Generała Niehoffa, tak samo jak jego poprzedników, ze strony duchowieństwa nigdy nie spotkały jakiekolwiek zarzuty lub protesty. Stał z wdzięcznością naprzeciw tych szacownych przedstawicieli kościołów, które teraz, w całej biedzie oblężenia służyły ofiarną pomocą, szczególnie w zakresie opieki nad rannymi, i łagodziły skutki nędzy. Generałowi Niehoffowi nie wolno było wprawdzie jeszcze ujawnić swej decyzji, lecz sformułowanie jego odpowiedzi wskazywało na obraną już drogę. Ostatnim gościem był gauleiter Hanke, który po bezskutecznych groźbach w związku z zamiarem kapitulacji prosił teraz o radę i pomoc w swym aktualnym położeniu. Chcę żyć!(…)”
Na ile prawdą jest zmiana stanowiska nerona Hankego nie wiadomo. Pewnym jest, że tajna  grupa dywersyjna antyfaszystów przybyłych z Krakowa, dzisiaj przedostała się do Żernik, gdzie przygotowywała się do jutrzejszej akcji.[tom]




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz