niedziela, 3 maja 2015

3 maja, czwartek. "Nie wahaj się. Nie poddawaj. Zabij"

Wczoraj w godzinach rannych zdobyty został budynek Kancelarii Rzeszy, a generał Wielding poddał swój LVI Korpus, a właściwie jego resztki, generał Czujkow zapytał Wieldinga gdzie jest Krebs, na co ten odpowiedział, że nie wie, ostatni raz widział go wczoraj ale chyba popełnił samobójstwo. Tak wyglądała kapitulacja Berlina. Stolica III Rzeszy była w rękach Stalina. Pierwszą rzeczą jaką zrobili sowieci było odnalezienie bunkra Hitlera i jego zwłok. Nie było to łatwe, bo ci którzy znali dokładną lokalizację właśnie uciekali. Ale pytając napotkanych ludzi i przeszukując Kancelarię Rzeszy jak to pisze Ryan "w labiryncie piwnic i korytarzy" w końcu znaleźli do niego wejście. Znaleźli tam ciała generałów Krebsa i Burgdorfa oraz nadpalone ciała Josepha i Magdy Goebbels wraz ze zwłokami ich sześciorga dzieci. Nie znaleziono Hitlera. Po przeszukaniach okolicy odnaleziono częściowo spalone ciało mężczyzny w płytkim grobie, ale nie było pewności czy to on. Potem jednak znaleziono jeszcze jedno ciało również w mundurze, ale ten drugi mężczyzna choć podobny do Hitlera miał pocerowane skarpetki. Zebrani świadkowie nie potrafili rozpoznać, którym z zabitych jest Hitler. Wobec tych wątpliwości kilka dni później generał Wasilij Sokołowski nakazał oględziny stomatologiczne. Znaleziono i sprowadzono Fritza Echtmanna i Kathe Heusermann, techników dentystycznych doktora Blaschkego, który był dentystą Hitlera. Echtmann otrzymał polecenie narysowania szkicu uzębienia Hitlera i stwierdzono zgodność, a Heusermann pokazano szczękę i mostki. Rozpoznała je z łatwością bo sama je wykonała. Wszystkie szczegóły dotyczące identyfikacji ciała Hitlera ujawnił w wydanej w 1968 roku "Śmierci Adolfa Hitlera" Lew Bezymeński lekarz, który brał w niej udział.

Treptow, Pomnik Żołnierzy Radzieckich
Miasto zostało wydane władzy żołnierskiej czerni. Jak już pisaliśmy w tym czasie z niewiele ponad dwóch i pół miliona ludności cywilnej w Berlinie, było dwa miliony kobiet. Gwałty za linią frontu są codziennością każdej wojny, dramatem pomijanym w opisie wydarzeń wojennych, nieobecnym w filmach i podręcznikach historii. Gunter Grass zapytany dlaczego opisuje okrucieństwa jakich dopuszczała się Armia Czerwona w zdobytym Gdańsku odparł: "bo miały miejsce". Kobiety wiedziały co je czeka. Ukrywały się, brudziły twarz, maskowały urodę. Relacje są bardzo do siebie podobne. Oddziały frontowe zachowywały się wobec ludności cywilnej bez zarzutu. Czasem dochodziło do rabunków, brutalnych przeszukań i sytuacja była niebezpieczna jeśli znaleźli broń lub porzucone mundury. Ale była to strefa wojny. Najgorsze przychodziło kiedy linia frontu posuwała się o kolejne kilometry a za nią nadchodziła druga linia. Żołnierze nierzadko pozbawieni dowództwa, niejednolicie umundurowani i uzbrojeni, z niewiadomo jakich jednostek, dziesiątki tysięcy sałdatów, nad którymi nie mogła zapanować żandarmeria szli masą i zaprowadzali swój porządek. Najczęściej pijani, szukali zegarków, kosztowności i kobiet. Niewiele można było przed nimi ukryć. W Treptower Park w czwartą rocznicę zakończenia wojny odsłonięto Pomnik Żołnierzy Radzieckich, dwunastometrowy monument przedstawia żołnierza Armii Czerwonej trzymającego dziewczynkę i depczącego swastykę. Nazywany bywa Pomnikiem Nieznanego Gwałciciela, jak oceniają historycy zwycięzcy żołnierze Stalina zgwałcili około 2 milionów kobiet w całych Niemczech z tego ponad sto tysięcy w samym Berlinie. Niektóre kobiety gwałcone były kilkadziesiąt razy, około ćwierć miliona zmarło w wyniku obrażeń, z tego w samym Berlinie 10 tysięcy. Żołnierze Armii Czerwonej mieli na to przyzwolenie ze strony swoich władz, skarżącemu się na okrucieństwa w Jugosławii Miłowanowi Dzilasowi, który był wówczas szefem misji wojskowej w Moskwie Stalin odrzekł: "czy nie rozumiecie tego, że żołnierz, który przeszedł tysiące kilometrów przez krew i ogień, chce się trochę zabawić z kobietami i pobaraszkować z nimi?". Wyjątkowo brutalnie były traktowane kobiety w mundurach, praktycznie nie miały szans dostać się do niewoli. Na Niemcy spadł ogień okrucieństwa i zemsta za wszystko to czego dokonał Wehrmacht w licznych rozpętanych przez Hitlera wojnach, wszystko to czego dokonał żołnierz niemiecki, szczególnie na froncie wschodnim, a o czym nie chcieli wiedzieć dobrzy Niemcy znoszący cierpliwie ciężar wojny. Teraz tylko cierpliwość im pozostała, bo na to co ich spotkało nie mogli się nikomu skarżyć. Zbrodniarze w mundurach Armii Czerwonej byli anonimowi i nieuchwytni. Częściowo za okrucieństwa odpowiedzialna była propaganda, której zadaniem było zmotywowanie żołnierza do walki - znaczący udział miał tu Ilia Erenburg, którego wściekłe filipiki prasa publikowała na pierwszych stronach - charakterystyczny jest przykład z krytycznego momentu wojny, z lipca 1942: "Nie liczcie dni, nie liczcie kilometrów. Liczcie tylko Niemców, których zabiliście. Zabij Niemca - to twojej matki modlitwa. Zabij Niemca - to wezwanie rosyjskiej ziemi. Nie wahaj się. Nie poddawaj. Zabij". Już w kwietniu 1945 Erenburg popadł w niełaskę i zaczęto publikować artykuły, przekonujące, że to nie Niemcy są wrogiem a hitleryzm.

1 Armia LWP, która miała o wiele więcej szczęścia co do dowódców niż nieszczęsna 2 Armia, po zawieszeniu polskich flag w Berlinie wczoraj dotarła do Łaby, a polska 1 Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka opanowała rejon Westerstede. W Zatoce Lubeckiej samoloty RAF zatopiły kilka statków: SS Cap Arcona, Thielbek i SS Deutschland. W dwóch pierwszych byli więźniowie z obozów koncentracyjnych umieszczeni na statkach po Marszach Śmierci, statki miały zostać zatopione na głębokim morzu aby ukryć zbrodnię. 2 maja marynarze otrzymali ultimatum: biała flaga lub bombardowanie, wiedzieli jednocześnie że jeżeli wywieszą białą flagę zostaną zaatakowani przez własną marynarkę wojenną. 3 maja 3 dywizjony RAF zaatakowały statki, które nie wywiesiły białych flag. Część z ocalałych usiłowała dopłynąć do brzegu, ale tam strzelało do nich SS. Zginęło prawie 8 tysięcy osób.

Nikt nie wątpił w śmierć Hitlera, informację o niej podała ostatnia działająca oficjalna rozgłośnia hitlerowska w Hamburgu. Śmierć Führera miała dla oporu niemieckiego decydujące znaczenie. Jak już kiedyś pisaliśmy Wehrmacht powstał w 1935 w miejsce Reichswery w efekcie nowej ustawy o poborze powszechnym i już wkrótce wszyscy żołnierze niemieccy składali następującą przysięgę: "Składam wobec Boga tę świętą przysięgę iż wodzowi Niemieckiej Rzeszy i Narodu Adolfowi Hitlerowi, naczelnemu dowódcy sił zbrojnych, bezwzględnie będę posłuszny i jako dzielny żołnierz gotowy będę za tę przysięgę w każdej chwili życie swoje poświęcić". Była to osobista przysięga wierności wobec konkretnego człowieka, która z Wehrmachtu tworzyła pozbawione jakiejkolwiek kontroli narzędzie woli tyrana. Jego śmierć wyzwalała żołnierzy z osobistego poddaństwa. Ale znajdowali się już w innej pułapce stworzonej przez Hitlera, który od dawna odsuwał do rezerwy dowódców, którzy byli zbyt samodzielni, którzy nie byli dostatecznie fanatyczni, w ten sposób w wyniku selekcji negatywnej po śmierci Hitlera rozkazy wydawali dowódcy wierni Partii tacy jak feldmarszałek Ferdinand Schörner.

W tym miejscu jest pora by rozważyć przyczyny, dla których wciąż nie poddał się Wrocław. Od dawna nie mogło być żadnych nadziei na odsiecz Schörnera i wyrwanie się z oblężenia, to wiemy dziś, ale zamknięci w twierdzy ludzie z powodów psychologicznych żyli tą nadzieją aż do końca kwietnia, wielu już słyszało chrzęst gąsienic, krążyły niesamowite plotki. Równie absurdalne było przypuszczenie, że stawiając opór można sobie wywalczyć lepsze warunki pokoju, lepsze traktowanie w sowieckiej niewoli. Sowiecka 6 Armia nie miała, żadnych powodów ani kompetencji aby dawać takie gwarancje, a jeszcze mniejsze chęci czy możliwości by ich dotrzymać. Decydująca o wszystkim elita oficerów nie mogła sobie wywalczyć honorowego traktowania, dopóki walczyli byli śmiertelnym wrogiem, jakby się poddali byli tylko jeńcami, pomiędzy jednym a drugim nie było żadnego pola manewru. Do pewnego momentu mógł ich odstraszać przykład komendanta twierdzy Królewiec, który za kapitulację został skazany na śmierć, on sam był co prawda poza zasięgiem hitlerowskiego wymiaru sprawiedliwości, ale jego rodzina, która została aresztowana, już nie. To był odstraszający przykład. Po śmierci Hitlera przestało to być argumentem, bo zapanował zbyt wielki chaos. Nad przyczynami dalszego oporu zastanawia się Ernst Horning: "Z jakiego powodu militarne dowództwo Wrocławia nie chce po prostu dostosować swoich decyzji do zaistniałej sytuacji? Jest tylko jedno wyjaśnienie tej wrogiej już wręcz wobec narodu postawy: przymus i ucieczka! We Wrocławiu podobnie jak i wszędzie indziej wielu ważnych funkcjonariuszy partyjnych było włączonych do dowództwa wojskowego. Oni właśnie mieli interes w tym aby wojna trwała jak najdłużej, ponieważ bali się odpowiedzialności przed narodem. Ta właśnie klika podtrzymuje aparat terroru i nie pozwala dojść do głosu rozsądkowi i sumieniu. Z tego powodu rozpowszechniano wiadomość, że komendant Twierdzy Królewiec, Lasch, został skazany na szubienicę za zbyt wczesne poddanie twierdzy. wyrok ten co prawda nie dosięgnie go osobiście, ale za to miał odgrywać rolę bata na jemu podobnych i działać odstraszająco. Nasza "Festungzeitung" (wcześniej "Schlesische Zeitung") zawsze dokładnie drukowała propagandę Goebbelsa, również informacje o wymierzonych karach, rozstrzelaniach osób wojskowych i cywilnych, aby zdusić w zarodku jakikolwiek odruch politycznego sprzeciwu. Na specjalny rozkaz Hitlera każda próba nakłonienia przez ludność cywilną komendanta twierdzy do poddania się podlegała karze. Stąd też tragedia tej twierdzy musiała trwać dalej". Informacje o wyrokach śmierci, wydanych i wykonanych przestano zamieszczać w prasie już w drugiej połowie marca, okazało się że nie pełnią funkcji odstraszającej, a ich ilość jest sprzeczna z linią propagandy, która zachwalała bohaterstwo i jedność wrocławian w godzinie próby. Co nie znaczy, że przestano zabijać ludzi z byle powodu, typowy jest opisywany przez nas przypadek rozstrzelania odznaczonego Żelaznym Krzyżem żołnierza, który zabrał sobie materac z domu przeznaczonego do wyburzenia. Główną siedzibą gestapo było więzienie na Kleczkowskiej i egzekucje wykonywano tam do ostatnich dni. Są informacje, że zabito przywódczynie protestów jakie miały miejsce pod koniec kwietnia, aczkolwiek na tym etapie wojny zamieszanie było tak wielkie, że niewiele wiadomo na pewno.

Wydaje się, że wyjaśnienie dalszego trwania w oporze nawet w pierwszych dniach maja jest proste. Wojnę prowadziło mocno zideologizowane, podporządkowane Partii wojsko. Wrocław miał straszliwego pecha dostając z Berlina Gauleitera Hankego. Traktował on swoje zadanie w stolicy Dolnego Śląska jak zesłanie na prowincję i robił wszystko, żeby zasłużyć sobie na powrót na berlińskie salony. To, że Hitler już nie żył, że Berlin był zniszczony i poddał się nie miało znaczenia. Fanatyzm nie rozlicza się z faktami. Dowódcą wojskowym był komendant Hermann Niehoff, do końca posłuszny swojemu przełożonemu, którym był - i to kolejne nieszczęście Wrocławia - feldmarszałek Ferdinand Schörner, znany tak samo z bezwzględności wobec swoich żołnierzy jak i bezgranicznego posłuszeństwa wobec Partii. W Berlinie miał opinię narodowo-socjalistycznego oficera i to do tego stopnia, że w testamencie Hitlera został wyznaczony głównodowodzącym sił lądowych. Oficjalnie pełnił tę funkcję do 7 maja, chociaż siły lądowe nie tylko nie stanowiły wówczas jednolitej formacji, ale nawet nie miały już własnego sztabu. Jedyną jednostką jaką realnie dowodził była topniejąca z każdym dniem Grupa Armii Środek. Te ostatnie dni we Wrocławia były więc serią surrealistycznych awansów godnych dramatu Witkacego. Generał Greims dowódca 6 Luftflotte odpowiedzialnej za zaopatrzenie twierdzy Wrocław został awansowany na feldmarszałka i został dowódcą Luftwaffe po tym jak Göring zdradził, a Luftwaffe już nie istniało. Generał Schörner został awansowany na feldmarszałka i został dowódcą sił lądowych, które już nie miały sztabu i z którymi już nie miał żadnej łączności. Gauleiter Karl Hanke przywódca partyjny Wrocławia dostał najwyższe odznaczenie partyjnopaństwowe a po zdradzie Himmlera został awansowany na dowódcę SS i Policji, kiedy policja już nie istniała, a SS składała się z pojedynczych oddziałów nie posiadających żadnej łączności.

Dalsze trwanie twierdzy wynikało z - paradoksalnie - dobrej sytuacji na froncie. Na północy poza sporadycznymi przypadkami przenikania patroli nie było żadnych walk. Sytuacja na południu została opanowana, sowieci utknęli w gruzach, dwie-trzy ulice od nasypu kolejowego i już od miesiąca nie zaszły tam żadne zmiany. Najpoważniejsza sytuacja była na zachodzie, od początku kwietnia 6 Armia wdarła się głęboko i przekroczyła linię nasypu kolejowego. Ale była już tak wycieńczona walką, że po odebraniu zasobów potrzebnych do operacji berlińskiej przestała skutecznie atakować. Dochodzi do tego czynnik ludzki, żołnierze nie widzieli już żadnego sensu w walce nie ma żadnego wojskowego, ani politycznego znaczenia. Wrocław od początku był pobocznym i drugorzędnym celem na drodze do Berlina i takim pozostał. Teraz kiedy Berlin padł, wzięcie Wrocławia było kwestią czasu. Oczywiste było, że zwolnione po zdobyciu Berlina zasoby wojny powrócą do Wrocławia i jeżeli miasto samo się nie podda zostanie zniszczone samym tylko ogniem artylerii i lotnictwa. Upadek Berlina budził we Wrocławiu obawy przed kolejną ofensywą. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że to już ostatnie dni, jak pisze 2 maja Hugo Hartung: "bez względu na to co się teraz dzieje, wszyscy mówią, że są to ostatnie chwile tego kataklizmu. Wojna w zawrotnym tempie dobiega końca. Znowu nasilą się walki w naszym mieście". Przypuszczenie, że sytuacja na froncie ulegnie już wkrótce pogorszeniu było powszechne. Jak pisze Walter Laßmann: "Berlin jest już cały w rękach Armii Czerwonej. Ale Niehoff nadal chce bronić twierdzy. Rosjanie grożą zmasowanym atakiem, jeżeli miasto nie zostanie szybko poddane. Strach mieszkańców rośnie z godziny na godzinę. Lęk przeradza się w swego rodzaju masową psychozę. Udręczeni ludzie słusznie pytają: czy po tym jak twardo wytrzymaliśmy przez te wszystkie tygodnie i miesiące, po tym jak Hitler i Goebbels osądzili się sami i Berlin upadł, czy teraz gdy kontynuacja oporu stała się bezcelowa, wciąż jeszcze mamy ginąć pod bombami? Aż nadto zrozumiałe jest iż znajdujemy się na skraju wielkiego zwątpienia. Z tej niedoli rodzi się wreszcie postanowienie aby położyć na szali wszystko i zapobiec dalszemu rozlewowi krwi i dalszym zniszczeniom. Zapada decyzja aby delegacja obydwu wyznań stawiła się u komendanta twierdzy i skłoniła go do poddania miasta". [td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz