piątek, 1 maja 2015

1 maja, wtorek. "co będzie z nami?"

1 maja to w hitlerowskich Niemczech Dzień Pracy Narodowej. Ale tym razem nikt nie świętuje, nawet na szczeblu lokalnym. Już 10 dni temu urodziny Hitlera fetowane były w oblężonym Wrocławiu zaledwie skromną akademią. A dziś jak pisze ksiądz Walter Laßmann: "Z samego rana zaskakuje wiadomość, że Mussolini nie żyje. Na temat okoliczności jego śmierci nie można się niczego dowiedzieć. Wszyscy jesteśmy pełni oczekiwania na dalszy rozwój wydarzeń. Każdy jest przekonany o bliskim już końcu. Ale jakim końcu? Widać tego dnia pewne rozluźnienie, nawet nienaturalną swobodę. Mamy 1 maja, a więc tzw. święto narodu niemieckiego. Każdy świętuje na swój sposób. Nasz lekarz dr Franz jest kompletnie pijany i nie nadaje się do niczego. Widać też wielu żołnierzy niepewnie trzymających się na nogach. Dotychczasowe napięcie ulatnia się i zamienia się w pełny luz. Z ulicy dobiegają pijane okrzyki "używajcie życia!" Gdzieś dalej gra akordeon. Umundurowani żołnierze tańczą ze sobą. Widziałem też jednego który na bosaka, ale za to w cylindrze wyczyniał najdziksze łamańce. Ludzie sprawiają wrażenie, jak gdyby jeszcze nietrzeźwi wracali do domów po jakiejś rozpasanej hulance". Tak wyglądało święto pierwszomajowe we Wrocławiu.

Sztandar Zwycięstwa nad Reichstagiem (Знамя Победы над Рейхстагом) - jedno ze słynniejszych zdjęć tej wojny, w prasie sowieckiej wyretuszowano jeden z zegarków oficera Armii Czerwonej; inscenizowane zdjęcie wykonał Jewgienij Chałdej 2 maja 1945 wzorując się na innym również inscenizowanym zdjęciu zatknięcia flagi na Iwo Jimie, ponieważ ze względu na pochodzenie żydowskie opadł w niełaskę tożsamość autora udało się ustalić dopiero w latach 90. XX wieku; w 1995, dwa lata przed śmiercią, spotkał się z Johnem Rosenthalem, autorem zdjęcia z Iwo Jimy

29 kwietnia żołnierze marszałka Żukowa przez Most Moltkego wdarli się do Cytadeli i poszerzali przyczółek. Po zdobyciu budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 30 kwietnia przypuścili atak na Reichstag. Z powodu dymu zmrok zapadł wcześniej niż zwykle i walki zostały wstrzymane. Dziś miała się rozstrzygnąć bitwa o Reichstag. Wyścig o zawieszenie czerwonej flagi na Reichstagu na poziomie Frontów został już rozstrzygnięty. Stawka odesłała wojska marszałka Koniewa. Ale teraz rywalizacja rozgrywała się na poziomie pułków, także pomiędzy wojskami sowieckimi i polskimi. Do walki w centrum Berlina weszły bowiem trzy pierwsze pułki 1 Dywizji Piechoty im Tadeusza Kościuszki. Oczywista była obsesja czerwonoarmistów by zatknąć czerwoną flagę na budynku Reichstagu jeszcze 1 maja w robotnicze święto. Po jednej stronie kilka zmotywowanych do walki, doświadczonych i dobrze wyposażonych pułków sowieckich, po drugiej około tysiąca żołnierzy niemieckich, głównie SS i Hitlerjugend, oraz pododdziały spieszonych marynarzy. Wielokrotnie podczas pisania tej kroniki pisaliśmy o krwawych lub zażartych walkach, ale tego co się rozegrało wtedy wokół budynku Reichstagu nie odda żadne słowo. To była wściekła jatka. Armia Czerwona skoncentrowała cały ogień artyleryjski na budynku i broniących go barykadach, a obrońcy umocnieni, zdesperowani i dobrze zaopatrzeni w broń i amunicję strzelali z góry do atakujących falami czerwonoarmistów zamieniając przestrzeń wokół budynku w pole zagłady. Po wielu godzinach bezlitosnej walki musieli ustąpić i wycofali się przez Szprewę i jest kwestią sporną czy sowietom udało się zawiesić czerwoną flagę na Reichstagu przed północą. Według oficjalnych informacji Armii Czerwonej była godzina 22.50 kiedy czerwona flaga zawisła nad najważniejszym dla atakujących budynkiem Berlina. Marszałek Żukow triumfował.

Jeszcze wczoraj w nocy z 29 na 30 kwietnia Hitler wysłał ostatnią depeszę z pytaniem o sytuację na froncie. Odpowiedź upewniła go, że już pora. Zjadł śniadanie, spaghetti w szarym sosie i jeszcze raz pożegnał się ze wszystkimi. Do Gertrud Junge powiedział: "Teraz to już wszystko zaszło tak daleko, że to już koniec. Do zobaczenia". Ze wszystkimi pożegnała się także Ewa Braun i oboje poszli do apartamentów Hitlera. Pułkownik Otto Gunsche zajął miejsce przed drzwiami, to była jego pora warty. Jak później opisywał: "Była to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek przyszło mi wykonywać. Była godzina 3.30 może 3.40. Starałem się uporać ze swoimi uczuciami. Zdawałem sobie sprawę, że musi popełnić samobójstwo. Innego wyjścia nie było". Ale jeszcze zanim padł strzał nastąpił jak to opisuje Cornelius Ryan: "przykry zgrzyt. Nagle podbiegła do niego Magda Goebbels, jakby oszalała, żądając widzenia się z Hitlerem. Gunschemu nie udało się jej tego wyperswadować, toteż zapukał do pokoju Hitlera. "Führer stał w swoim gabinecie. Ewy nie było w pokoju, ale z łazienki dochodził szum wody. Pomyślałem, że jest tam. Hitlera zirytowało moje nagłe wejście. Zapytałem go czy zechce przyjąć Frau Goebbels. "Nie chcę z nią więcej mówić" - powiedział. Wyszedłem. W pięć minut później usłyszałem strzał". Ciała Hitlera i Braun zawinięte w koce zostały wyniesione na zewnątrz, oblane benzyną i spalone. Erich Kempka wspomina: "byliśmy znowu uwięzieni przez samą obecność zwłok Hitlera" - swąd spalonych ciał rozszedł po systemie wentylacyjnym "Nie mogliśmy się go pozbyć. Śmierdziało jak przypalający się boczek". Wieczorem 30 kwietnia Niemcy wysłali wiadomość na długości radiowej używanej przez Armię Czerwoną prosząc o spotkanie. Omówiono warunki. Poszli generał Krebs i szef sztabu Wendlinga von Dufving. Zostali zawiezieni do willi w Tempelhof. Nikt się nie przedstawiał, głównym rozmówcą ze strony sowieckiej był generał Czujkow, który był tak zaskoczony prośbą o spotkanie, że nie zdążył nawet zebrać własnego sztabu, a co dopiero reprezentacji Frontu. W pierwszym zdaniu Krebs poinformował sowieckich oficerów: "Moim zadaniem jest dostarczyć pismo nadzwyczajnej wagi i o poufnym charakterze. Chciałbym, żeby pan wiedział że jest pierwszym cudzoziemcem, który dowiaduje się, że 30 kwietnia Hitler popełnił samobójstwo". Czujkow był zaskoczony, ale żeby nie dać Niemcom przewagi odrzekł, że wie o tym. Zdumiony Krebs powiedział: "Skąd pan o tym wie? Hitler popełnił samobójstwo zaledwie kilka godzin temu". Potem dodał "29 kwietnia Hitler poślubił Ewę Braun. Ona także popełniła samobójstwo. Ich ciała spalono i pogrzebano. Miało to miejsce w bunkrze Führera". Sowieci byli zaskoczeni, nie wiedzieli nic o bunkrze Hitlera, do tej pory wcale nie byli pewni czy Hitler w ogóle jest w Berlinie. Jeszcze tej nocy marszałek Żukow zadzwonił do Stalina informując go o tym. Krebs nalegał na uznanie grupy oficerów jako swego rodzaju rządu tymczasowego i zawieszenie broni. Na bezpośrednie polecenie Stalina Czujkow postawił warunek bezwarunkowej kapitulacji, wiedział że choć opór sił niemieckich w Berlinie jest poważny nie istnieje dowództwo garnizonu Berlin, że są to izolowane punkty oporu. Tak samo walki w rejonie Berlina zamieniły się w serię potyczek w terenie najczęściej podejmowanych w celu wyrwania się na zachód do niewoli amerykańskiej. Pojedyncze oddziały wciąż walczyły, ale Niemcy zostały pokonane. Rankiem pierwszego maja Krebs wrócił do bunkra, który nagle stał się celem silnego ognia artyleryjskiego. Sowieci nie omieszkali skorzystać z podpowiedzi na temat jego lokalizacji. Wiadomość żądania natychmiastowej i bezwarunkowej kapitulacji wywołała wściekłość Goebbelsa, a wkrótce potem załamanie jego załogi i panikę. 1 maja rano, około godziny 8.30, jak wspomina dr Naumann Magda Goebbels "wstała i wyszła do pokojów dzieci. Po chwili wróciła pobladła i wstrząśnięta". Goebbels natychmiast zaczął się ze wszystkimi żegnać, powoli wyszli na zewnątrz do ogrodu, Magda była "tak wstrząśnięta, że ledwo mogła iść po schodach". Żołnierz SS rozstrzelał ich. Dzieci Goebbelsów znaleziono martwe, tylko Magda mogła je zabić. Goebbels przed śmiercią poprosił adiutanta by ten spalił ciała jego i jego rodziny. Samobójstwo popełnił także szef sztabu OKH generał Krebs, adiutant Hitlera generał Burgdorf, oraz kapitan SS z ochrony bunkra, pozostali usiłowali uciec. O godzinie 22.00, czyli jeszcze zanim czerwona flaga zawisła na Reichstagu przez radio poinformowano, że Hitler nie żyje. Tak wyglądało święto pierwszomajowe w Berlinie.

Powody by świętować mieli więźniowie ostatniego dużego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, kiedy weszły tam wojska sowieckie wciąż żyło 3,5 tys więźniów, poinformowali żołnierzy, że obóz opuściła liczna kolumna Marszu Śmierci, jak się później okazało ponad 24 tysiące więźniów konwojowanych w kierunku północnej Meklemburgii, wszystkich odnalazł i uratował pościg (Ravensbrück - hitlerowskie piekło kobiet).

30 kwietnia przed świtem na lotnisku na pl Grunwaldzkim podczas próby lądowania rozbił się ostatni samolot z 7 tonami amunicji. 1 maja był pierwszym dniem bez zrzutów. Luftwaffe nie istniała. Wiadomość o śmierci Hitlera dotrze do Wrocławia wieczorem, do niektórych dopiero 2 maja. W Polsce tego dnia ukazał się pierwszy numer pierwszego powojennego pisma dla dzieci "Świerszczyk". W nocy z 1 na 2 maja w Krasnosielcu (wieś w województwie mazowieckim) 60-osobowy oddział NSZ pod dowództwem Romana Dziemieszkiewicza pseudo "Pogoda" odbił z aresztu Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego kilkudziesięciu żołnierzy NSZ i AK przeznaczonych do wywózki w sowiety tracąc jednego zabitego i zabijając 9 ubeków. Był to jeden z nielicznych sukcesów w relacjach polsko-sowieckich. Żołnierze podziemnego państwa polskiego nie byli traktowani przez władze okupacyjne dużo lepiej niż jeńcy niemieccy. W tej tajnej, okrutnej i rzadko kiedy dającej się jednoznacznie ocenić wojnie zginą tysiące ludzi. Ofiary nie ograniczą się tylko do zabitych i okaleczonych. Już działają polskie gułagi - Centralne Obozy Pracy utworzone oficjalnie 6 kwietnia 1945. Do końca kwietnia 1945 osadzonych w nich jest już prawie 28 tys ludzi. To więcej niż uwolniono dziś w Ravensbrück. Tak rodzi się nowa, ludowa Polska.

Walter Laßmann pisze jeszcze tego dnia: "Swemu przekonaniu o bezcelowości dalszej obrony Wrocławia i dalszego szafowania życiem ludzkim dali najpierw wyraz mieszkańcy Sępolna. W ostatnich dniach kwietnia tłumy wzburzonych kobiet manifestowały tam z białymi flagami w dłoniach przed lokalami partyjnymi i budynkami wojskowymi, żądając zaprzestania walk. SS aresztowała potem przywódczynie buntu, ale raz rozbudzony duch oporu nie dał się już stłumić". Przypis do tego fragmentu podaje, że liczba protestujących mogła sięgnąć nawet 1500 osób, a do podobnych wystąpień doszło na Biskupinie i w Karłowicach.

Hugo Hartung korzystając z pięknej pogody, nawet nie przejmując się ostrzałem wybiera się w odwiedziny do starych znajomych, m. in. znanego nam już detektywa-rusznikarza. "Gdy zaglądam do izby kaprala-rusznikarza J. zastaję u niego w łóżku kobietę: sklepowy manekin z zastygłym, chłodnym uśmiechem. Zbiór jego małej biblioteczki powiększył się o tomik z listami Lenina. - Czas to ustawiać na półce - mówi J. Biorę książkę do ręki - przetłumaczył ją nasz stary monachijski przyjaciel, A. E. Rutra, którego przed kilkoma laty osadzono w obozie koncentracyjnym". Jest to chyba pierwsza wzmianka o systemie obozów koncentracyjnych na jaką sobie pozwala w swoim pamiętniku Hartung, ciekawe, że dokładnie w dniu kiedy ostatni z nich przestaje istnieć. Dalej pisze: "Wszystko teraz kręci się wokół tego co "potem". W podziemiach opery stacjonował oddział patrolowy ale żaden z funkcjonariuszy nie gorszył się już, że po korytarzach piwnic niosą się głośno niemieckojęzyczne wiadomości radia BBC. Tylko w taki sposób można dowiedzieć się prawdy. Kończą się walki o Berlin. Amerykanie są w Monachium i w Garmisch. Ale co będzie z nami?". W niektórych miejscach we Wrocławiu można ujrzeć pozostałości systemu obrony przeciwlotniczej, schrony już nie istnieją, ale przetrwała część znaków informujących o ich istnieniu m. in. na budynku Uniwersytetu Ekonomicznego. Na tyłach Muzeum Narodowego, od strony Odry mamy w dwóch miejscach napis LSR (Luftschutzraum) oznaczający miejsce schronienia, napis ten oznacza schron przeciwlotniczy, ale w tym okresie z sarkastycznym odruchem humoru Niemcy wyjaśniali ten skrót jako "Lern schnell Russisch" - ucz się szybko rosyjskiego.

Fronzeitung der Festung Breslau donosił: "Dzisiaj nie mamy ani czasu ani możliwości by uczcić nasz 1 maja. [...] Dzisiaj jest to dla nas głównie święto nadziei i pamięci". Wieczorem tego dnia radio niemieckie, ostatnia działająca hitlerowska rozgłośnia radiowa w Hamburgu (Hamburgsender) poinformowało o śmierci Hitlera. Wiadomość ta spadła na wrocławian jak piorun. W piwnicy artylerzysty Klausa Frankego wszyscy stali podekscytowani "No i co teraz, ludzie?" zapytał oficer "Teraz bardziej niż kiedykolwiek, Herr Oberleutenant!" odkrzyknęli. Hans Gottwald leżący w szpitalu na Ruskiej pisze: "Większość z nas początkowo zamarła z przerażenia, ale niektórzy towarzysze także otwarcie wyrażali swój zachwyt", jeden z nich powiedział "Dzięki Bogu, ta świnia już nie żyje". Niestety dla wszystkich reakcje Gauleitera Karla Hanke i feldmarszałka Schörnera były zupełnie inne. 1 maja zginęło około 40 żołnierzy niemieckich i sześciu oficerów Armii Czerwonej, historia milczy na temat liczby poległych sołdatów. Jeszcze kilka dni ludzie będą ginąć na froncie walki, która niczego nie mogła zmienić.

W kwietniu powstaje pierwszy obiekt powojennego Wrocławia - Cmentarz Oficerów Radzieckich we Wrocławiu. W końcowych dniach kwietnia kształtuje się też ostateczna linia frontu: zachodnim skrajem lasu Osobowickiego do przystanku tramwajowego na p[poznańskiej trasie kolejowej i dalej na północny wschód od Polanowic dochodziła do Widawy jej lewym brzegiem do rowu powodziowego, na północny wschód od Swojczyc i do Odry naprzeciwko wyspy Opatowickiej. Na południu zaś w rękach niemieckich przekształcone w silne punkty oporu były Opatowice, Nowy Dom i Bierdzany dalej na zachód linia frontu biegła Oławą, Piękną, Kamienną i na północ od Borowskiej do Lwowskiej i na skrzyżowaniu z Gajowicką ruinami Skwierzyńskiej i Pereca do nasypu średnicowej linii kolejowej w miejscu przecięcia z ulicą Grabiszyńską, dalej do Dworca Świebodzkiego i okolicami ulicy Inowrocławskiej ku Odrze w kierunku Wyspy Mieszczańskiej. W ostatnich dniach wojny nasilono akcję propagandową, wszędzie słychać było gigantofony nawołujące do kapitulacji i oddania się w niewolę, coraz częściej też samoloty zrzucały ulotki zamiast bomb. [td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz