niedziela, 5 kwietnia 2015

5 kwietnia, czwartek. "Wystąpiły objawy paniki"

Na froncie wojny europejskiej - dzisiaj Armia Czerwona zdobyła Bratysławę, a Wehrmacht wycofał się z Węgier, kraj ten był ostatnim sojusznikiem III Rzeszy. Dziś o godzinie 21.00 z koszar wyruszył batalion polskiego KBW z zadaniem zlikwidowania sztabu UPA w nikomu nie znanej wsi Gorajec. Jutro z samego rana okaże się, że wywiad, jak to na wojnie często się zdarza, mylił się i UPA we wsi nie ma. Według ustaleń śledztwa IPN to co się później stało - wymordowanie ponad 170 ukraińskich mieszkańców wsi, w tym kobiet i dzieci, było zbrodnią dokonaną z premedytacją i przeprowadzoną wspólnie z miejscowymi Polakami, ale bez rozkazu.

Natomiast na froncie wrocławskim wydaje się, że wróg został chwilowo zatrzymany, impet nieprzyjacielskiego natarcia osłabł, było wprawdzie kilka niebezpiecznych kierunków a straty były ogromne. Ale każdego dnia zdobycze sowieckie były coraz mniejsze i na coraz węższych odcinkach. Tak z pewnością wyglądało to w propagandzie twierdzy. Jej komendant generał Hermann Niehoff, napisał na zakończenie dzisiejszego dnia, w nocy następujący radiogram:

Tajna sprawa dowodzenia Nr 4276/45 Kdow
Dowódca Twierdzy Wrocław melduje w nocy z 5/6 4. 45. do Grupy Armii Środek
Na zachodnim odcinku frontu nieustające ciągle ponawiane, ataki piechoty i czołgów nieprzyjaciela z najwyższym zużyciem amunicji. Siła własnego oporu jest, w wyniku przemęczenia, ognia i falowych nalotów lotniczych, na wyczerpaniu. Nieprzyjacielskie włamania są ryglowane tylko z największym trudem. Wystąpiły objawy paniki, zwłaszcza w Volkssturmie. ludność cywilna licząca około 140 000 głów, stłoczona jest w ciasnych nie wystarczających do pomieszczenia wszystkich piwnicach i ogarnięta rozpaczą. Proszę o odsiecz w najbliższym czasie lub o decyzję - czy się przebijać przez linie przeciwnika, czy też bronić się do końca? Co zrobić z ludnością cywilną?
Niehoff generał piechoty


Hermann Niehoff przypomina w ten sposob o obietnicy dowódcy Grupy Armii Środek Ferdinanda Schörnera, który właśnie dziś został mianowany feldmarszałkiem. Niehoff razem z nominacją na komendanta twierdzy Wrocław został powiadomiony, że jeśli utrzyma Wrocław przez dwa tygodnie, to Schörner zmontuje odsiecz i "poda mu rękę". Minął miesiąc. Jak wkrótce zobczymy na tą odsiecz wrocławianie jeszcze długo będą czekać.

Po raz kolejny natrafiamy na wydarzenie ważne, ale jakby pozbawione daty, co więcej każdy z opisujących dodaje pewne szczegóły, ale nikomu nie chce się tego omówić dokładnie. Tym wydarzeniem jest przeniesienie siedziby komendanta do piwnic Biblioteki Uniwersyteckiej na Piasku (dawny klasztor augustianów), które opisywaliśmy we wpisie 14 marca, środa. "spłonęły w niewyjaśnionych okolicznościach". Data podana jest według zacytowanej informacji z książki Ryszarda Majewskiego "Wrocław godzina zero" (s 145) - 14 marca. To samo wydarzenie opisują Hargreaves i Hornig ale bez daty, daty nie określa również Teresa Kulak, ogólnie pisząc, że "dziesiątki kobiet i dziewcząt przenosiły je [zbiory biblioteczne] w marcu 1945 r." Tymczasem w artykule opublikowanym w "Festung Breslau 1945 Historia i Pamięć" Kowalińska, Młynarski, Rospara "Losy ruchomego mienia kulturalnego, artystycznego i archiwalnego Uniwersytetu Wrocławskiego jest informacja "Na przełomie lutego i marca po raz kolejny zmieniono lokalizację kwatery głównej przenosząc ją z podziemia Wzgórza Partyzantów do liczących ponad 300 lat podziemi Biblioteki na Piasku. Ze względu na planowane przeniesienie tam kwatery Niehoffa, początkowo planowano zburzyć budynek Biblioteki, tak aby gruba warstwa gruzu zabezpieczała podziemie przed atakiem bombowym". Jak wiemy nowa siedziba została wyznaczona rzeczywiście dość wcześnie, choć Ahlfen nie wspomina dokładnie kiedy ale było to już w lutym, o budynku poklasztornym pisze "Przygotowania w zakresie łączności rozpoczęto przezornie już pod koniec lutego. Były one bardzo rozległe ponieważ przewody telekomunikacyjne w centrum miasta zostały w znacznej części zniszczone" i stąd może pochodzić przypisywanie przeniesienia siedziby na przełom lutego i marca, po prostu rozpoczęto prace przygotowawcze. Jednakże Walter Laßmann (s 69) pisze "18 marca rozniosła się wieść, że budynek Biblioteki zostanie w najbliższym czasie wraz ze wszystkimi jej cennymi zasobami wysadzony w powietrze. Jego ruiny miały stanowić osłonę przyszłego stanowiska dowodzenia komendanta przed bombardowaniami. Tylko z wielkim trudem udało się dyrekcji Biblioteki uzyskać zgodę na przeniesienie części zbiorów do leżącego po drugiej stronie ulicy kościoła św. Anny. A było to 550 000 tomów. Przez kilka tygodni od 20 marca, ekipa złożona z mężczyzn, kobiet i dzieci pracowała przy przenosinach. Kościół św Anny spłonął jednak 11 maja, cztery dni po kapitulacji. Po przeniesionych do niego górach książek pozostała jedynie góra popiołu". a we wpisie datowanym na sobotę 14 kwietnia: "Dzisiaj generał Niehoff przeniósł swoją kwaterę dowodzenia ze Wzgórza Partyzantów na Wyspę Piaskową, do piwnic Biblioteki Uniwersyteckiej, która z miejsca staje się ulubionym celem rosyjskich lotników". Jeśli dodać do tego wzmiankę samego Niehoffa "Konieczne w ostatniej fazie przeniesienie stanowiska bojowego ze Wzgórza Partyzantów do podziemi Biblioteki Uniwersyteckiej nastąpiło na początku kwietnia" dostajemy obraz zamieszania. I jeszcze była gdzieś informacja (muszę znaleźć źródło) że przenosiny siedziby zostały wymuszone tym, że podczas bitwy wielkanocnej do niewoli sowieckiej dostała się znaczna liczba żołnierzy niemieckich i wielu z nich składało zeznania wskazujące na siedzibę Niehoffa na Wzgórzu Partyzantów. Tak wygląda cały ten obraz zamieszania. Prawdopodobnie Majewski po prostu zrobił literówkę i miał być 14 kwietnia kiedy to zakończono przenosiny stanowiska dowódcy, sam zaś Niehoff przeniósł się tam kilka dni po bitwie wielkanocnej. Tak to wygląda kiedy porównamy wszystkie źródła i uzyskamy jakiś sensowny obraz, ale nadal to są przypuszczenia oparte na kalkulacjach. Oczywiste jest, że przeniesienie siedziby dowództwa oblężonej twierdzy nie jest wydarzeniem jawnie odbywającym się w przestrzeni publicznej, ale niestety ciągle nie ma kompletnego kalendarium oblężenia, w którym byłyby opisane najważniejsze wydarzenia czyli gdzie toczyły się walki i z jakim rezultatem, ilu ludzi zginęło, jakie działania podjęły obie strony, jak wyglądał transport lotniczy itd. Do pewnego stopnia nasza kronika miała mieć taki charakter, ale jak widać z powyższego wymagałoby to uprzedniego, wielomiesięcznego przygotowania, a i nawet to w pewnej części byłyby przypuszczenia i szacunki. Tak się jednak składa, że naszą kronikę piszemy na bieżąco, z dnia na dzień, walcząc i o znalezienie czasu na wgłębienie się w lektury jak i napisanie tekstu.

Popowice - osiedle, którego już nie ma
Inną rzeczą wymagającą wyjaśnienia było powtarzające się w kilku relacjach spostrzeżenie, że Wrocław bombardowany był w Wielkanoc przez samoloty z niemieckimi znakami, które zrzucały niemieckie bomby. Co do samych bomb, to owszem Armia Czerwona posiadała ogromne zasoby zdobycznego sprzętu wojennego i może lotnicy sowieccy zrzucali niemieckie bomby jeśli ich samoloty były do tego przystosowane, ale równie dobrze mogło to być czyjeś spostrzeżenie szybko powielone w panice, łatwo było temu dać wiary w sytuacji w jakiej znaleźli się wrocławianie. Natomiast jeśli chodzi o samoloty, czy to produkcji niemieckiej, czy nawet z niemieckimi znakami (dlaczego mieliby ich nie przemalować?) to już jest raczej pozbawione sensu. Przede wszystkim w strefie wojny latanie w samolocie wroga przy własnej przewadze w powietrzu jest zbyt niebezpieczne. Żeby dokonywać nalotów niemieckimi samolotami sowieci musieliby wyłączyć własną obronę przeciwlotniczą. Przede wszystkim jednak nie mieli żadnego powodu, żeby to robić. 2 Armia Lotnicza czyli lotnictwo 1 Frontu Ukraińskiego miała dość własnych zasobów żeby dokonać takiego bombardowania. Więcej na ten temat będzie w osobnym artykule. 2 AL miała trzy rodzaje bombowców: Pe-2, pochodzące z lend-leasu North American B-25 Mitchell, oraz również amerykańskie produkowany na licencji Douglas DC-3 pod nazwą Li-2. Co do ich liczby, udźwigu i jednostek w skład których wchodziły o tym przy innej okazji. Teraz zaś koniecznie trzeba poruszyć temat pamiętnika księdza Peikerta - jego wspomnienie z nalotu jest ostatnim większym fragmentem dotyczącym konkretnego dnia. Towarzyszył nam od początku naszej kroniki i właśnie wczoraj go pożegnaliśmy. Wiele razy jeszcze powróci, jest zbyt ważną postacią, ale jego kronikę przestaliśmy cytować. Jest - jak mogliśmy to wiele razy zauważyć - uważnym obserwatorem, rzetelnym i dokładnym, nie ukrywa własnych opinii ale nie miesza ich z opisem sytuacji. Czasem mogliśmy odnieść wrażenie, że jego pamiętnik jest rodzajem ucieczki, że zostawiał tam zdania, których nie mógł powiedzieć, bo było to zbyt niebezpieczne. Relacja księdza Peikerta jest pierwszą wydaną w Polsce pracą tego typu i zarówno jej jakość jak i szeroka znajomość stawiają ją w szczególnym miejscu wśród prac poświęconych bitwie o Wrocław. Tym bardziej jest dziwne i godne pożałowania, że do dziś mamy do czynienia tylko z okrojoną i ocenzurowana wersją tekstu. Jest to dokładnie to co zostało wydane ponad 60 lat temu w 1963. Ernst Hornig znał tą książkę i słusznie podnosił zastrzeżenia co do jej autentyczności i kompletności. Najwyższa już jest pora na pełne i krytyczne wydanie relacji Peikerta. Z tekstu Peikerta korzystali autorzy legendarnego już opracowania historii bitwy, Jońca i Konieczny "Upadek Festung Breslau" (w bibliografii jako Archiwum Archidiecezjalne Wrocław, OA Breslau, St Mauritius 51, 24. Personal-Akten der Erzpr. Paul Peikert, Pfarrer bei St. Mauritius zu Breslau) wydanego rok wcześniej, może to się odnosi do pełnej wersji tekstu. Przy okazji bombardowania wielkanocnego podają fragment relacji niejakiego księdza B., którego w książce brak: "Obserwowano jednakże, że również własna soldateska pomagała w rozpętaniu pożarów, aby w ten sposób niepostrzeżenie zdobyć pożądane pozycje wojskowe do obrony. Tak się stało w otoczeniu kościoła św. Maurycego". Cytują również fragment listu Peikerta z 19 lipca 1945 (nieobecny w książce): "Wywołało ją bezsensowne zniszczenie całych części miast przez nasz Wehrmacht. Tak podpalone zostały przez nasz Wehrmacht cenne dzielnice mieszkaniowe południa i zachodu oraz cały wschód miasta. Pożar wielkanocny był w ten sposób dziełem naszych własnych samolotów. 85% zniszczonego Wrocławia trzeba zaliczyć na poczet naszego Wehrmachtu". Dalej autorzy wyciągają te relacje o niemieckich samolotach zdając się sugerować, że może Luftwaffe brała udział w bombardowaniu, co jest przypuszczeniem absurdalnym zarówno ze względu na możliwości techniczne jak i sam pomysł.

Hugo Hartung wczoraj opisuje wczoraj bardzo podobną historię do pamiętnej wiosny obserwowanej tylko z ubikacji szpitalnej: "Najpiękniejszą porą dnia jest dla mnie zawsze poranek, gdy przynoszę z podwórkowej studni wodę w naszej jedynej blaszanej misce i mogę się na dworze ogolić przed kawałkiem lustra. Wydarzeniem staje się również wyprawa do WC, mimo że od dawna nie ma tam wody w spłuczce. Przez małe okienko widać stamtąd bowiem gęsto okwiecone gałęzie wiśni". Po szoku wszechobecnej zagłady celebracja zwyczajnych czynności dnia staje się reakcją obronną. Okazuje się, że jest przed czym, bowiem dziś: "Zwołano wszystkich na smutny ceremoniał w podwórzu. W myśl rozporządzenia żołnierze powinni stawić się nań w pełnym rynsztunku bojowym. Jednak przepisowe wyposażenie wystarcza tylko dla pierwszego rzędu ustawionych w czworobok mężczyzn. Kobiety z domu od ulicy zbierają się przy pompie i z ciekawością słuchają komunikatu który odczytuje sierżant. Młody żołnierz z naszego batalionu, którego wielu kolegów znało i lubiło, trafił wczoraj za plądrowanie przed sąd wojenny. Wyrok śmierci został wykonany natychmiast po procesie. Obwieszczenie głosi, że w jednej z południowych dzielnic miasta razem z ojcem wyniósł z willi przeznaczonej do wysadzenia dwa materace, które mógł wykorzystać do urządzenia swojego nowego mieszkania. Był odznaczony Żelaznym Krzyżem za męstwo w walce z wrogiem. Zaraz po tym straszliwym komunikacie, którego ludzie wysłuchali z obojętnym wyrazem twarzy, z szeregu musi wystąpić pewien kapral z naszej kompanii. Zostaje zdegradowany z powodu "tchórzostwa w obliczu wroga". Widok człowieka, któremu drżą usta, gdy z jego munduru zrywane są galony, dotyka mnie do żywego. Ma przejść do batalionu karnego, co w zasadzie niewiele się różni od wyroku śmierci". Proszę zwrócić uwagę na bezwzględność prawa twierdzy, willa była przeznaczona do wyburzenia, materace uległyby zniszczeniu. Ale ciągle jest to plądrowanie, wiemy że wszyscy wrocławianie plądrowali nieustannie, nie było innego wyjścia. To co mieli własnego, uległo zniszczeniu lub zostało utracone. Musieli brać to co mogli znaleźć, wokół nich ginęli ludzie, po bombardowaniu były całe obszary miasta gdzie nie było komu zbierać trupów. Martwi ludzie leżeli na ulicy. W tym trwającym od tygodniu koszmarze dylemat związany z przywłaszczeniem rzeczy de facto pozbawionej właściciela jest absurdalnym luksusem. Ale za każdym razem można ponieść konsekwencje ponieważ jest to zakazane. Nieliczni zostali na takim przywłaszczeniu schwytani i musieli ponieść absurdalną karę. Twierdza chwytaniu się za wszelką cenę rygoru prawa posunęła się do tego, że zabiła własnego żołnierza i ryzykowała morale całego oddziału.

Wczoraj, 4 kwietnia odbyło się w spotkanie w siedzibie Polskiego Związku Zachodniego w Krakowie dotyczące przejęcia zakładów naukowych i gospodarczych we Wrocławiu i wyznaczeniu ostatecznego składu grupy pionierskiej dra Drobnera. Zespół Drobnera współpracuje z przedstawicielami 1 Frontu Ukraińskiego.

Również wczoraj 2 Armia LWP szykująca się do szturmu Wrocławia otrzymała ze sztabu Frontu rozkaz zluzowania 13. Armii na odcinku Zgorzelec - Żagań. Jeszcze tego dnia ostatnie oddziały Armii przybywał na dopiero co wyznaczony rejon zgrupowania w Trzebnicy. Teraz cała Armia wykonała zwrot i ruszyła w kierunku zachodnim. Dziś po całonocnym marszu o 6.30 rozlokowali się w rejonie Wińsko - Środa Śląska - Brzeg Dolny.

Wstrząsającą relację księdza Waltera Laßmanna z bombardowania wielkanocnego przytoczymy - z braku czasu - później. [td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz