środa, 29 kwietnia 2015

29 kwietnia, niedziela. "najczarniejszy dzień"

Tego dnia dwie wiadomości dobiły Hitlera. Dowiedział się o schwytaniu i rozstrzelaniu Benito Mussoliniego. Komunistyczni partyzanci pod dowództwem jakiegoś nieznanego watażki rozstrzelali go, żeby nie dostał się w ręce Amerykanów; rozstrzelali jego, jego kochankę i piętnastu współpracowników, a potem wszystkich powiesili za nogi jak jakieś upolowane zwierzęta na placu w Mediolanie. W dużej mierze Mussolini był jego nauczycielem, na pewnym etapie mentorem. Tego samego dotarła wiadomość, że Heinrich Himmler, "meine treue Heinrich" (mój wierny Henryk), jak o nim mówił Hitler, jego najlepszy człowiek, samodzielnie, bez jego wiedzy podjął negocjację z aliantami oferując kapitulację. Hitler doskonale wiedział, że nie istniał żaden zaufany telefon z którego Himmler mógł skorzystać do nawiązania łączności. Jeżeli teraz o tym powiedzieli alianci, to znaczy, że rozważyli tę propozycję zanim ją odrzucili, że dostali ją za pośrednictwem zaufanego łącznika, że Himmler znalazł takiego łącznika. To wszystko wymagało czasu, musiało trwać wiele dni, kto wie, może tygodni. Przez cały ten czas Himmler był w pobliżu, wierny i gotowy do usług, a jednocześnie szukający własnej drogi do jego śmiertelnych wrogów. Te wiadomości dobiły go dosłownie. Bez wątpienia to siebie zobaczył wiszącego na haku, a obok Evę Braun. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa "był blady, miał zapuchnięte oczy i wyglądał jakby stracił wszystko". Jak to ujęła Ewa Braun "Tego wieczoru wypłaczemy sobie oczy". Od kilku dni mówił o samobójstwie. Teraz wiedział, że jeżeli nie zrobi tego teraz już wkrótce będzie za późno. Dwaj z jego najbardziej zaufanych ludzi Göring i Himmler przeszli na drugą stronę ratując swoją bezwartościową skórę. Przecież powinni wiedzieć, że nie przedstawiają dla aliantów żadnej wartości wykraczającej poza demonstracyjny proces. Prawdopodobnie nie tylko oni. Każdy ratował się jak mógł. Pozostały tylko potakujące kreatury takie jak Jodl i Keitel. Bunkier pustoszał, opuścili go i wyrzekli się go mężczyźni, pozostały wierne kobiety. Wiemy przynajmniej o trzech. Pierwszą i najważniejszą była oczywiście Ewa Braun, nieoficjalna towarzyszka życia Führera, młodsza od niego 23 lata, w 1945 miała dokładnie 33 lata i była w związku z Hitlerem od 13 lat. Była to ścisła tajemnica państwowa, o ich związki wiedziało niewielkie grono najbliższych współpracowników i związani przysięgą żołnierze ochrony. Hitler oficjalnie był ożeniony z Ojczyzną, należał do całego narodu. Częścią magii jaką wywierał na zahipnotyzowane tłumy była ekscytacja kobiet niemieckich, manipulowanie tłumem byłoby o wiele trudniejsze gdyby posiadał jakieś życie osobiste, kobieta u boku odrywałaby uwagę od niego. Hitler był celebrytą zazdrosnej, niepozwalającej na nic poza nim miłości, uwodził bo był niezdobyty. Jak to ujął Henry Kissinger (co za nazwisko w tym kontekście!) "władza jest największym afrodyzjakiem", lista kobiet które uwiódł i powiódł za sobą Hitler jest długa. Choćby Cosima Wagner, córka Franza Liszta i druga żona Richarda Wagnera. Również Leni Riefenstahl, genialny filmowiec, była pod jego wpływem i dopiero masakra w Końskich wyrwała ją z tego zauroczenia. Ale to było otrzeźwienie niestety dostępne tylko dla nielicznych. Być może kobietą, która dla Hitlera poświęciła najwięcej była druga z nich Magdalena Ritschel, według niektórych zauroczona nim do tego stopnia, że wyszła za mąż za gauleitera Berlina by być bliżej Führera i dlatego znana jest bardziej jako Magda Goebbels. Niezależnie od tego czy to prawda, czy nie, już wkrótce dokona największego poświęcenia z możliwych by ani ona ani jej dzieci nie musiały zaznać życia w świecie bez Hitlera. Cosima zmarła w 1930 w wieku 93 lat, Leni odkąd ujrzała niemieckich żołnierzy rozstrzeliwujących polskich zakładników nie miała nic wspólnego z Hitlerem. Ale w bunkrze była do końca wierna Ewa Braun, która łamiąc zakaz przybyła 15 kwietnia, była oczywiście Magda Goebbels z mężem i dziećmi sprowadzonymi do bunkra 22 kwietnia. Dwa dni temu, 26 kwietnia przybyła jeszcze jedna, trzecia walkiria przegranej sprawy. Pisaliśmy już o niej. To Hanna Reitsch, Ślązaczka, urodzona w Jeleniej Górze (Hirschberg), która pierwsze doświadczenia lotnicze zdobywała na Górze Szybowcowej, doskonały pilot oblatywacz. Pilotując lekki samolot obserwacyjny Fieseler Fi 156 Storch dokonała niemal samobójczej misji. Sowieci byli w centrum Berlina, a jej udało się przelecieć nad kontrolowaną przez nich przestrzenią powietrzną, nad miastem gdzie strzelali do wszystkiego z tysięcy luf, nad zabójczym ogniem i dokonała mistrzowskiego manewru lądując na zaimprowizowanym lotnisku na Tiergarten koło Bramy Brandenburskiej. Przyleciał z nią Robert Ritter von Greim do 24 kwietnia dowódca Luftflotte 6, której zadaniem było m. in. zaopatrywanie twierdzy Wrocław. Teraz odebrał bezpośrednio od Hitlera awans na feldmarszałka i dostał dowództwo nad nieistniejącą już Luftwaffe, w miejsce zdymisjonowanego za zdradę Göringa. Oboje przybyli by przekonać Hitlera do ucieczki. Hanna bez chwili wahania ryzykowała życie by w tych ostatnich chwilach być przy swoim uwielbianym przywódcy. Skoro odmówił ucieczki gotowa była popełnić samobójstwo razem z nim. Ale oboje otrzymali wyraźne rozkazy, mieli opuścić Berlin i schwytać zdrajcę Himmlera. Jak powiedziała później Hanna, składając zeznania był to "najczarniejszy dzień, kiedy nie mogliśmy umrzeć u boku naszego Führera" rozpłakała się "powinniśmy uklęknąć z szacunkiem i oddać hołd świątyni ojczyzny", zapytana przez przesłuchujących co ma na myśli odrzekła zdumiona "jak to, przecież bunkier Hitlera". Greim został schwytany przez aliantów i kiedy dowiedział się, że jest przeznaczony do wymiany, tzn zostanie przekazany sowietom, 24 maja popełnił samobójstwo.

Jakkolwiek sytuacja nie wydawałaby się przegrana, nawet w wigilię samobójstwa, nawet kiedy nie ma już nic do przegrania, ciągle jeszcze można wymierzać sprawiedliwość. Himmler był poza zasięgiem. Ale jego oficer łącznikowy był w Berlinie, jeszcze niedawno był w bunkrze. Gruppenfuhrer SS Hermann Fegeleien, mąż siostry Ewy Braun, niedoszły szwagier Hitlera został schwytany w domu gdy przebierał się w cywilne ubranie i szykował się do ucieczki z Berlina. W każdym razie tak twierdzili żołnierze, którzy go zatrzymali. Jeszcze tego dnia z wyroku sądu wojskowego został skazany na śmierć i rozstrzelany, jego żona przebywająca w Berghof, odmówiła wstawienia się za nim, choć był ojcem jej dziecka. Siostry Braun to kolejny temat, który z braku czasu pozostał przez nas nieruszony. Była jeszcze trzecia, najstarsza siostra Ilse, która nie miała nic wspólnego z polityką. Nie należała do kręgu Hitlera, nie była w NSDAP. W 1941 po raz drugi wyszła za mąż i przyjechała do Wrocławia gdzie pracowała w Schlesische Zeitung, nikt prawdopodobnie nie był świadomy jak blisko jej do Hitlera, nazwisko Braun nigdy nie pojawiło się w mediach. Kochała taniec, brała udział w mistrzostwach tańca towarzyskiego amatorów i osiągała mistrzowskie wyniki. Kiedy wybuchła panika w styczniu 1945, ten jeden raz skorzystała ze swojej uprzywilejowanej pozycji i uciekła w głąb Rzeszy. Umarła w Monachium w 1979 w wieku 70 lat.

Nie wszyscy zostali odesłani z rozkazami. Byli ludzie, którym Hitler pozwolił umrzeć ze sobą. Byli to przede wszystkim Goebbelsowie oraz Ewa Braun. Jak pisze Cornelius Ryan: "Teraz było już jasne dla Hitlera, że koniec jest bliski. O świcie podyktował swój osobisty i polityczny testament, przekazując ster rządów w ręce Karla Doenitza, jako prezydenta, i Josepha Goebbelsa jako kanclerza Rzeszy. Poślubił także Ewę Braun. "Po tej ceremonii - wspomina Gertrud Junge - Hitler i jego świeżo poślubiona żona posiedzieli z godzinę z Goebbelsami, generałem Krebsem i Burgdorfem, doktorem Naumannem i pułkownikiem Luftwaffe, Nicolausem von Below". Gertrud Junge była z nim tylko piętnaście minut, tyle, by "złożyć nowożeńcom najlepsze życzenia". Mówi, że "Hitler rozmawiał o końcu narodowego socjalizmu i o tym, że niełatwo mu się będzie odrodzić. Powiedział "dla mnie śmierć oznacza tylko uwolnienie się od trosk i bardzo ciężkiego życia. Zawiedli mnie najbliżsi przyjaciele. Nie oszczędzono mi zdrady". Była jeszcze jedna decyzja Hitlera, o której Ryan nie napisał, a która jest dla nas szczególnie ważna. Kiedy Himmler zdradził, na jego miejsce w hierarchii zaszczytów został wyznaczony Gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke, fanatycznie wierny i bezwarunkowo posłuszny, wreszcie po wielu latach służby na zesłaniu doczekał się swojej wielkiej chwili. Osiem dni wcześniej, otrzymał najwyższe partyjno-państwowe odznaczenie Order Niemiecki (Deutscher Orden). Ponieważ wielu odznaczonych (w tym dwaj pierwsi: Fritz Todt i Reinhard Heydrich) otrzymało go pośmiertnie lub krótko przed swoją śmiercią nosi nazwę "orderu umrzyków". Wiadomo o jedenastu przyznanych z całą pewnością, z czego siedem było pośmiertnych. Nie jest pewne czy zachował się choć jeden oryginał orderu; ponieważ zachowały się oryginalne matryce wszystkie istniejące egzemplarze są to, jak by to ująć - oryginalne kopie. Jak się wkrótce okaże również i Hanke nie umknął przekleństwa jakie niosło to odznaczenie. Ale zanim to nastąpiło dziś 29 kwietnia otrzymał mianowanie na Reichsführera SS i szefa policji niemieckiej. Był to awans podobny do tego, który spotkał Greima, który został szefem nieistniejącej Luftwaffe. Policja niemiecka już nie istniała, została wcielona do Volkssturmu, resztki SS to były porozrzucane po całej Rzeszy oddziały które walczyły w izolacji. Hanke nie miał żadnej metody żeby przekazać im swoje rozkazy. Zresztą jakie mógł wydać rozkazy?

czołgi 1 Frontu Bialoruskiego na Moście Moltkego
W Berlinie sowieckie czołgi dotarły do centrum Berlina. Elita 1 Frontu Białoruskiego: 150 i 171 Dywizje Strzeleckie będące w składzie 3 Armii Uderzeniowej pod dowództwem generała Kuzniecowa wdarły się przez Most Moltkego i zdobyła przyczółek na lewym brzegu Szprewy w trójkącie obecnej ulicy Willy Brandta, aż po ambasadę szwajcarską i od niej dokładnie na północ do Szprewy. Od Reichstagu dzieliło ich zaledwie 300 metrów. Rozpoczęły się walki o budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Kilka dni temu rozpętała się jeszcze jedna bitwa w Berlinie, pomiędzy 1 Frontem Białoruskim a 1 Frontem Ukraińskim. Generał Czujkow dowódca 8 Armii Gwardyjskiej, najlepszy człowiek marszałka Żukowa, zapewne nie bez jego wiedzy i akceptacji rozkazał swojej lewej flance zagrodzić drogę 3 Armii Pancernej generała Rybałki, najlepszego człowieka marszałka Koniewa. Atakujący od południa dokładnie w kierunku Reichstagu Rybałko nic o tym nie wiedział i 3 Armia nadziała się na oddziały Armii Czerwonej. Rozpętała się bratobójcza walka. Jak to przyznał jeden z dowódców 1 Frontu Ukraińskiego: "Bardziej niż wroga boimy się swoich. W Berlinie nie ma nic bardziej przygnębiającego niż zobaczyć sukces sąsiada". W rezultacie w ciągu dwóch dni 27 i 28 kwietnia większość oddziałów 1 Frontu Ukraińskiego bezpośrednim rozkazem Stawki została wycofana z Berlina, co w odczuciu wszystkich żołnierzy Frontu było niehonorowym odebraniem im triumfu zdobywców Berlina. Marszałek Koniew poniósł klęskę. Do 28 kwietnia obszar broniony przez Niemców ograniczył się do wąskiego pasma 5 na 15 km od Alexanderplatz na wschodzie do Stadionu Olimpijskiego na zachodzie.

Amerykanie zajęli obóz koncentracyjny w Dachau. Jeden z pierwszych, najważniejszy w Niemczech i wzorcowy hitlerowski obóz koncentracyjny. To tu byli kierowani w Marszach Śmierci więźniowie Ravensbrück i wielu innych likwidowanych obozów koncentracyjnych. Zdobycie tego obozu jest symbolicznym końcem działania tego systemu. Więźniowie Dachau nie mieli już dokąd być ewakuowani. Tym razem Amerykanie nie byli tak zaskoczeni tym co zobaczyli, słyszeli o podobnych i wiedzieli co się w nich działo. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i po krótkiej walce, bez sądu rozstrzelali pół tysiąca pracowników obozu, głównie SS-manów. W obozie było 30 tysięcy jeszcze żywych więźniów. Wojska niemieckie we Włoszech skapitulowały.

Wspomnienia z tego dnia księdza Laßmanna i dramatopisarza Hugo Hartunga, chociaż nie tylko przebywali w zupełnie innych miejscach, ale nawet w ogóle się nie znali, łączą się w całość narracyjną do tego stopnia, że można je ustawić obok siebie. Laßmann: "Dzisiaj pochowałem 19-letnią dziewczynę, która na Matejki zabił odłamek bomby. Jej narzeczony sporządził dla niej trumnę, którą z kolegami niósł potem do grobu. Wieczorem nawiedziła nas orzeźwiająca powietrze burza, po której spadł deszcz. Zmusiło to rosyjskie bombowce do postania na ziemi. Ale ich artyleria ostrzeliwuje miasto z dział dużego kalibru"; Hartung: "Na willowych ulicach panuje spokój niedzielnego zmierzchu po tym jak ucichł dzienny zgiełk walk. Zaczyna kwitnąć bez. Wracam z bukietem gałęzi okraszonych białymi, czerwonymi i łososiowymi girlandami. Zatracona wiosna".

ekipa Drobnera na rynku w Kątach Wrocławskich, "Przekrój" nr 3 (29 kwietnia 1945)

fotoreportaż z Wrocławia, "Przekrój" nr 3 (29 kwietnia 1945)


Zupełną zagadką tego dnia jest trzeci już numer "Przekroju" (na który zwrócił nam uwagę jeden z czujnych czytelników, za co dziękujemy) datowany właśnie na 29 kwietnia 1945, dostępny pod tym adresem Przekrój. 1945, nr 3 (29 IV). Znajduje się tam fotoreportaż z przynajmniej dwoma zdjęciami z Wrocławia, jest to relacja z przybycia ekipy dr Bolesława Drobnera do Wrocławia, czasem w podpisie pojawia się nazwa miejscowości: Kęty (Kanthen, przetłumaczone na podobieństwo miejscowości podkrakowskiej, obecnie Kąty Wrocławskie miasto odległe o ok 15 km od granic Wrocławia). W rzeczywistości wszystkie zdjęcia na których są Polacy wykonane są w Kątach Wrocławskich, najwidoczniej Drobner do Wrocławia w ogóle tego dnia nie dojechał. Jako ciekawostkę można zobaczyć zdjęcie z rynku w Kątach Wrocławskich gdzie najbardziej po prawej stoi człowiek w mundurze Wehrmachtu. Otóż bardzo długo, chyba jeszcze do 1946 zarówno milicjanci jak i urzędnicy miejscy używali niemieckich mundurów z założonymi biało-czerwonymi opaskami na ramieniu. Ze wspomnień wynika, że przybyli do Wrocławia dopiero po kapitulacji. Zawartość tego numeru Przekroju jest tematem na osobny artykuł. Na razie tak to zostawmy. Warto jeszcze dodać, że w chwili ukazania się tego numeru od 9 dni w leżącej po drugiej stronie Wrocławia Trzebnicy rezydują już lokalne władze polskie wojewody dolnośląskiego Stanisława Piaskowskiego. Wiadomo, że ekipa Drobnera pierwszy rekonesans odbyła 13 kwietnia o czym pisaliśmy we wpisie 13 kwietnia, piątek. "wydobędzie nas z kleszczy oblężenia", ale dojechali tylko do pl Powstańców Śląskich i jest niemożliwe, żeby wykonali zdjęcia na Tauenzienstraße (może opisana tak ulica jest w Kątach Wrocławskich, przecież do czasu kapitulacji ta ulica we Wrocławiu była w rękach niemieckich, ulica prawdopodobnie jest źle opisana). Mógł to być kolejny nieudany rekonesans, ale dziwne by było, żeby nikt o tym nie wspomniał skoro pojechali sporą gromadą. Jak widać Drobner posiadał przynajmniej 5 samochodów. Piaskowski bardzo długo nie miał żadnego. Z całą pewnością długo nie nawiązali żadnej łączności.

Odnośniki:



[td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz