wtorek, 21 kwietnia 2015

21 kwietnia, sobota. "nie martwcie się, nacierajcie dalej"

Berlin 1945
21 kwietnia dokładnie o godzinie 11.30 berlińczycy po raz pierwszy usłyszeli ten charakterystyczny, świdrujący, pochodzący jakby z innego świata dźwięk. Gwałtownie zmieniał wysokość, zamienił się w gwizd i wtedy eksplozja rozerwała się na ulicy pełnej ludzi czekających w kolejce. Strzępy ciał, bryzgająca krew, nieludzkie wrzaski umierających i przerażonych ludzi. Po chwili to samo, znów ten dziwny dźwięk i znów eksplozja. To Armia Czerwona dostarczyła spóźniony prezent na urodziny Hitlera - Berlin znalazł się w zasięgu sowieckiej artylerii. Berlin był miastem bombardowanym od dawna i z upodobaniem. Zaledwie kilka godzin wcześniej kończył się rozpoczęty zgodnie z harmonogramem o godzinie 9.25 amerykański nalot. Był to ostatni z 363 alianckich nalotów przeprowadzanych od czterech miesięcy według precyzyjnego schematu, Anglicy bombardowali miasto w nocy, Amerykanie pojawiali się punktualnie po 9.00, dlatego berlińczycy tak się spieszyli z porannymi zakupami i w drodze do pracy. Nikt o tej porze, niezależnie od utrudnień komunikacyjnych, nie chciał znaleźć się na ulicy. Pomimo ogromu zniszczeń jakoś dawało się z tym żyć, można było przewidzieć porę, obszar który zostanie zbombardowany. Ale ostrzał artyleryjski to było coś zupełnie nowego. Nieprzewidywalny, morderczy, nieprzerwany. Dokładnie tak samo jak we Wrocławiu od tej pory w Berlinie ludzie zamieszkali na stałe w piwnicach. Tłumy zaczęły gromadzić się w metrze. Stolica III Rzeszy znalazła się na linii frontu.

28 marca, dokładnie w dniu kiedy aresztowanych zostało 16 przedstawicieli władz polskiego państwa podziemnego, nastąpił niespodziewany atak lotnictwa sowieckiego na Berlin. Inny niż alianckie, nagły i wywołujący panikę. Myśliwce i samoloty szturmowe ostrzeliwały miasto z broni pokładowej. Od tej pory atakowali go regularnie. Niecały miesiąc później Armia Czerwona mogła ostrzeliwać Berlin artylerią.

Wczorajsze urodziny Hitlera po raz pierwszy od trzynastu lat odbyły się bez pompy państwowej, nawet w bunkrze Hitlera zapanował nieład. Od rana przyjmował życzenia od ludzi, którzy należeli do ścisłego grona ulubieńców i współpracowników. Później wyszedł na zewnątrz na "przegląd wojsk", przed bunkrem była zebrana grupka SS-manów i chłopców z Hitlerjugend. Przedstawiał straszny widok, nic nie zostało z człowieka, który jak sprężyna podskakiwał pod wieżą Eiffela. Zgarbiony, bez sił, z trudem ukrywając trzęsącą się lewą dłoń przeszedł przed krótkim szeregiem żołnierzy, zamienił kilka słów i wrócił do bunkra na naradę wojenną. Było to ostatnie publiczne pojawienie się Hitlera, następne 10 dni aż do śmierci spędził pod ziemią.

Natomiast przebywający jak zawsze na Kremlu Józef Stalin dodał dziś kolejne trofeum do kolekcji zwycięstw. Pospiesznie i idąc na pewne ustępstwa (których nie zamierzał przestrzegać) zorganizował podpisanie w Moskwie polsko-sowieckiego układu o przyjaźni, wzajemnej pomocy i współpracy powojennej. W delegacji polskiej był Bolesław Bierut, Edward Osóbka-Morawski i Władysław Gomułka. Układ podpisał ze strony Rządu Tymczasowego jego premier Osóbka-Morawski a ze strony sowieckiej osobiście Józef Stalin. Gwarancje oprócz niezłomnej przyjaźni obejmowały nieingerowanie w wewnętrzne sprawy drugiego państwa. Ponieważ władze sowieckie uważały sprawy polskie za kwestię polityki wewnętrznej można mówić, że przynajmniej ze strony polskiej układ został dotrzymany. Rząd w niewielkim stopniu ingerował w politykę władz sowieckich na swoim terytorium, raczej starał się wyprzedzać jej życzenia.

Wieczorem 20 kwietnia marszałek Koniew, dowódca 1 Frontu Ukraińskiego wpatrywał się w swój wymarzony cel. Teraz jeszcze na mapie. Już wkrótce będą tam jego ludzie. I on. Marszałek Żukow w Berlinie. Deszcz orderów zaszczytów i między nimi wszystkimi ten najcenniejszy - triumf zdobywcy Berlina. Wszystko było gotowe. Zadzwonił do swojego najlepszego dowódcy: "Pawle Siemionowiczu, nie martwcie się, nacierajcie dalej". Tymi słowami wystrzelił pancerną strzałę kierując swoją elitarną jednostkę na Zossen - siedzibę OKH czyli tzw Maybach I oraz OKW czyli Maybach II. Adresata tych słów: generała Rybałkę, dowódcę 3 Armii Pancernej znamy z manewru, który zadecydował o rozstrzygnięciu bitwy o Górny Śląsk, gwałtownym nie dającym się przewidzieć manewrem z okolic Częstochowy uderzył na tyły niemieckiej 17 Armii, która znalazłszy się w krzyżowym ogniu, atakowana z obu stron musiała się wycofać. Ale wtedy ryzyko było niewielkie, choć zawrócenie i zmiana kierunku ataku o 90 stopni wymagała wielkich umiejętności i dyscypliny, operacja odbywała się w ramach nacierającego frontu. Teraz zadaniem, które postawił marszałek Koniew przed 3 Armią Pancerną był marsz naprzód, nieprzerwany i bez zmiany kierunku. Ale wymagało to oderwania się od własnych sił, uderzenia na wrogim terenie o przewidywalnym kierunku i przede wszystkim operacji bez zabezpieczenia boków. Według zasad taktyki wojskowej, biorąc pod uwagę planowaną głębokość natarcia zadanie które postawił Koniew przed swoim pupilem było samobójcze. Ale jak to po latach napisał generał Rybałko "Szliśmy z południa gdy za nami pozostawały jeszcze nie dobite dywizje niemieckie. Nie obawialiśmy się jednak o losy naszych komunikacji, ponieważ byliśmy pewni, że wyższe dowództwo podejmie niezbędne kroki w celu likwidacji tych niedobitków. Skrzydła i tyły były w ciągu całej operacji skutecznie osłonięte". 24 godziny później, wieczorem 21 kwietnia, po morderczym i rekordowym marszu na północ i pokonaniu ponad 50 km mając nieprzyjaciela z każdej strony generał Rybałko zameldował: "Towarzyszu marszałku, walczymy na przedmieściach Zossen". Czołgi Koniewa były u wrót Berlina. Jeszcze tego dnia czołgi sowieckiej 3 Armii Pancernej zgłosiły pozycje 5 km od lotniska Shõnefeld co oznaczało zamknięcie niemieckiej 9 Armii w oblężeniu. Natomiast czołówka wojsk marszałka Żukowa, dowódcy 1 Frontu Białoruskiego po przejściu przez jatkę na Wzgórzach Seelowskich, zakończoną ostatecznie 19 kwietnia, dotarła do Berliner Ring i zaczęła otaczać miasto od północy i północnego wschodu, będąc również w odległości kilku kilometrów od granic miasta.

We Włoszech alianci zajęli Bolonię. Tego dnia rozpoczął się również ostatni i tragiczny rozdział w wojennej historii 2 Armii LWP. Ścieżkę bojową rozpocząć miała operacja na Wale Pomorskim, 2 Armia była zaporą, do której walki nie doszły. Później - jak pamiętamy - została skierowana w rejon Trzebnicy, skąd miała przypuścić atak na Wrocław. Ale w ostatniej chwili otrzymali nowe rozkazy, bo Stalin nakazał obu czołowym Frontom przypuścić natychmiastowy atak na Berlin, więc 2 Armia, cały czas pieszo w kilka dni udała się na nowy rejon ześrodkowania na północ od Zgorzelca. Tam po raz pierwszy wzięli udział w walkach. Po przełamaniu obrony zostali skierowani na Drezno. Podstawowym zadaniem Armii była podobnie jak w przypadku operacji na Wale Pomorskim osłona, ale tym razem nie zaplecza tylko lewej flanki. Cele ofensywne były drugorzędne, podstawowym była ochrona 1 Frontu Ukraińskiego od południa gdzie znajdowało się największe i najbardziej niebezpieczne zgrupowanie sił niemieckich Grupa Armii Środek pod dowództwem znanego nam już Ferdinanda Schõrnera. 21 kwietnia siły 2 Armii rozciągnięte były od okolic Goerlitz aż na 50 km w kierunku zachodnim. Jej dowódca generał Karol "Walter" Świerczewski, politycznie zasłużony generał jeszcze z czasów wojny domowej w Hiszpanii, znany z alkoholizmu i niekompetentny dowódca, zlekceważył meldunki o nacierających z południa siłach niemieckich. Nie miał żadnego doświadczenia w dowodzeniu związkami operacyjnymi większymi niż dywizja, a ostatnia dywizja którą dowodził została wybita do nogi. Polacy mieli zdecydowaną przewagę liczebną, ale nie byli uformowani w szyk bitewny, piechota była pozbawiona osłony wojsk pancernych, przede wszystkim zaś w przeciwieństwie do Niemców nie mieli doświadczenia bojowego. Nacierały na nich jednostki przerzedzone wojną, ale zdeterminowane i doświadczone. Zaczęła się rzeź, znana jako bitwa pod Budziszynem.

We Wrocławiu wyczerpany walką na zachodniej rubieży pułk Mohr zastąpiony jest przez pułk SS Besslein. Od wczoraj bezpośrednim celem ognia stał się wielki bunkier na obecnym pl. Strzegomskim. Sowieci prawdopodobnie nie wiedzieli, że jest to szpital polowy pozbawiony wartości bojowej. Charakterystyczne otwory na jego powierzchni pełniły tylko funkcje wentylacyjne i nigdy ani nie był projektowany ani nie został przystosowany do prowadzenia ognia. Zwraca jednak uwagę jako oczywisty obiekt wojskowy i stanowi ważny punkt oporu.

Wczorajsze urodziny Hitlera tak opisuje ksiądz Walter Laßmann: "W schronie komendanta twierdzy trwają obchody urodzin "Führera". Leje się dużo szampana a generał Niehoff osobiście rozdaje czekoladę pracującym kobietom i dzieciom. Położenie miasta staje się coraz bardziej beznadziejne. Wrocław został samotną wyspą w morzu nacierających na całym Śląsku Rosjan, jedyną już śląską twierdzą po tym jak po sześciotygodniowym oblężeniu poddał się 12 kwietnia Głogów. Na zachodzie już dawno Rosjanie opanowali Sudety, na południu wkraczają od strony Nysy i Głubczyc na tereny dawnego Śląska austriackiego, a ziemie śląskie położone na północ od Wrocławia są także w ich ręku. Sen o odsieczy z Czech, o słynnym klinie, który marszałek Schörner miął wbić od Sudetów aż do Wrocławia w rosyjskie wojska rozwiał się Rozkazy nakazują jednak walczyć dalej. Ostre rozporządzenie głównego dowództwa Wehrmachtu, podpisane także przez Himmlera i Bormanna grożące śmiercią przedwcześnie kapitulującym dowódcom skutecznie odwodziło od myśli poddania Wrocławia. Przykład generała Lascha, który za poddanie twierdzy królewieckiej został skazany na śmierć przez powieszenie, a jego rodzina została aresztowana działał odstraszająco. Aby zaradzić brakowi sił pomocniczych w wojsku, od 20 kwietnia powoływane są do służby także dziewczęta. Muszą się przy tym poddawać wszystkim obowiązkowym procedurom wojskowym, m.in. stanąć nago do oględzin medycznych przed wojskową komisją lekarską". Laßmann w kilku sprawach się myli, po pierwsze Głogów poddał się 1 kwietnia, po drugie Armia Czerwona wcale nie zdobyła Sudetów, odstąpiła od ich zdobywania na bezpośrednie polecenie Stalina kierując atak na Berlin. Ocenia jednak sytuację poprawnie i jak widać lepiej niż dowództwo, co więcej słusznie wskazuje jedną z przyczyn uporu dowództwa twierdzy. Generał Otto Lasch dowódca Twierdzy Królewiec poddał miasto 9 kwietnia za co został zaocznie skazany na śmierć. Wszyscy zdawali sobie sprawę, z tego, że wyrok nie zostanie wykonany. Ale aresztowanie jego rodziny - żony i córek, było wyraźnym sygnałem dla wszystkich innych dowódców. Na szczęście wszyscy przeżyli wojnę, Lasch został zwolniony w 1955 i umarł w Bonn w 1971 mając 78 lat. W 1958 wydał wspomnienia pod jakże charakterystycznym tytułem "So fiel Königsberg" (Tak upadł Królewiec), wspomnienia generałów Ahlfena i Niehoffa mają w oryginale tytuł "Tak walczył Wrocław".

Natomiast Hugo Hartung 18 kwietnia przeżywa "osobliwy epizod z granatem. Idę właśnie przez ogród seminaryjny do sztabu, gdy nagle w pobliżu słyszę znajomy, złowieszczy świst. Zapominam o tym żeby natychmiast paść na ziemię, tylko pędzę przed siebie, co sił w nogach. Jednak również ten pocisk nie eksploduje - bo wcale takowym nie jest. Okazuje się, że to bomba pocztowa zrzucona przez jeden z naszych samolotów zaopatrzeniowych. Jej spadochron się nie otworzył i teraz sympatyczny ładunek musi leżeć gdzieś niedaleko". I rzeczywiście następnego dnia dostaje pocztę, rodzina żyje. Wczorajsze święto opisuje tak: "W sali seminarium odbywa się ponura uroczystość z okazji "urodzin führera". Pułkownik z umiarkowanym patosem wygłasza mowę, w której daje wyraz ufności w triumf zwycięstwa. Na twarzach większości oficerów maluje się raczej sceptycyzm. Znowu wręczane są ordery i ogłaszane awanse. Zaletą tego dnia jest to, że dostajemy wyborny obiad i butelkę wina. Na frontach miasta Wrocław panuje względny spokój".
Zaś 21 kwietnia: "Spokój na wszystkich frontach utrzymuje się także dziś. Podobno Rosjanie rozpoczęli wielki atak na Berlin i w tym celu ściągnęli z naszej twierdzy sporo wojsk, zwłaszcza lotnictwo. Mówi się, że jeśli uda im się zając stolicę Rzeszy, to potem zmasowanymi siłami rozbiją Twierdzę Wrocław. Cieszmy się więc darowaną chwila wytchnienia. W ciągu tych spokojniejszych dni wcale nie spada jednak liczba zgonów w piwnicznym lazarecie. Gdy piszę te słowa obok mnie siedzi kolega, niegdyś w cywilu architekt, który ozdobnym pismem umieszcza na nagrobnych krzyżach nazwiska i daty".

Nikt w mieście nie wie, że w okolicy są już nowi gospodarze Dolnego Śląska. 14 marca Rząd Tymczasowy podzielił przyszłe polskie Ziemie Zachodnie na cztery obszary i wyznaczył na nie swoich pełnomocników. Stanisław Piaskowski odpowiedzialny za Dolny Śląsk był działaczem PPS i dotychczas wicewojewodą kieleckim. 20 kwietnia 400 pierwszych urzędników przyszłego województwa dolnośląskiego z Piaskowskim na czele wyruszyło z Kielc. Koleją dotarli do Oleśnicy, tam kończył się bieg kolei (jak już wiemy z dotychczasowych relacji właśnie w Oleśnicy i Namysłowie kończyły się kolejowe linie zaopatrzeniowe Armii Czerwonej, dalej transport jechał ciężarówkami). Z braku samochodów ostatnie 30 km przebyli na piechotę, 21 kwietnia jest pierwszym dniem zagospodarowywania przez polską administrację Trzebnicy jako siedziby władz województwa. 9 kwietnia miasto opuścił sztab generała Świerczewskiego. Czyli Polacy wracają do Trzebnicy po niecałych dwóch tygodniach [td]

3 komentarze:

  1. wspaniala kronika !!! jestem pod ogromnym wrazeniem czytajac dzien po dniu wydarzenia , ktore w tak znakowmity sposob streszczacie
    niegdys mieszkalem we Wroclawiu , kochalem jego historie i w sumie jest tak do dzis , tylko ze mieszkam od niego kilka tysiecy kilometrow dalej
    przeczytalem duzo ksiazek z waszej bibliografi , teraz czytajac kronike znow mi sie one przypominaja
    z niecierpliwoscia czekam na jutrzejszy odcinek !!!
    pozdrawiam serdecznie i gratuluje tak wspanialego bloga !!!!!!!!
    marecki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dołączam się do słów uznania. Czytam z ogromną ciekawością ostatnie dni Festung Breslau. Pozdrawiam z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dołączam się do słów uznania. Czytam z ogromną ciekawością ostatnie dni Festung Breslau. Pozdrawiam z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń