czwartek, 30 kwietnia 2015

30 kwietnia, poniedziałek


30 kwietnia, poniedziałek
30 kwietnia Świat obiegła informacja, która zaważyła na losach milionów ludzi. Adolf Hitler nie żyje. Oficjalna wersja mówi, że popełnił samobójstwo w bunkrze pod kancelarią Rzeszy. Samobójstwo miało być ucieczką, pożegnalnym gestem po trwających 12 lat igrzyskach nienawiści. Wiadomość błyskawicznie dotarła do Festung Breslau. Hendrik Verton który przebywał aktualnie w ruinach hotelu Monopol położonego naprzeciw ośrodka medycznego SS słuchał komunikatu z niedowierzaniem, w końcu był jednym z tych ochotników w szeregach Waffen SS którzy nie musieli a jednak uwierzyli w tego człowieka:
„(…)Byłem po prostu oszołomiony tą wiadomością. Francuz też. Chwilę po początkowym szoku, przyszło uzmysłowienie, że to był upadek Trzeciej Rzeszy. Dla Francuzów którzy znajdowali się w mieście, oznaczało to powrót do domu. Lecz dla mnie był to znak, że wszystko co dałem, wszystko co poświęciłem, nie miało już żadnego znaczenia. Nie było już dla Niemiec żadnego wybawienia. Przegraliśmy.(…)
Okoliczności śmierci  do dzisiaj owiane są tajemnicą poznaną tylko wycinkowo, skrzętnie skrywaną do lat dziewięćdziesiątych w sejfie radzieckich dygnitarzy. Niezależnie od tego w jaki sposób Hitler zginął, czy też uciekł na pewno pozwoliło to szybciej zakończyć wojnę, co jest wartością nadrzędną.
Najpowszechniejszą wersją jest ta, jakoby po otruciu swojego psa Blondi, miał wraz z Ewą Braun która poślubił dzień wcześniej sam zażyć cyjanek. Chwilę po tym strzałem z pistoletu w głowę zabił Ewę i siebie. Ciała owinięte w koce zostały spalone przed bunkrem w leju po bombie. Tyle oficjalna wersja. Inny scenariusz mówi o tym, ze to przyboczni mieli zabić swojego Führera na jego rozkaz. Jednak najciekawsza jest identyfikacja ciał państwa Hitlerów. Resztki zwłok czekały na pochówek, następnie ekshumację i ponowne spopielenie.
Do dzisiaj zachował się kawałek czaszki z dziurą po strzale krótkiego dystansu. Ostatnia materialna pamiątka po Hitlerze i potwierdzenie takiego biegu zdarzeń. Jednak układanka się rozsypała. Za sprawą badań DNA opisanych przez Dailymail wiadomo, ze była to czaszka kobiety, ponadto Bellantoni z Uniwersytetu Connecticut który badał czaszkę wydał ekspertyzę antropologiczną mówiącą między innymi  że:
(…)“Wiemy że czaszka odpowiada kobiecie w wieku od 20 do 40 lat. Kość wydaje się być bardzo cienka, męskie kości są bardziej wytrzymałe. I szwy, gdzie spotykają się płyty czaszkowe zdają się odpowiadać osobie poniżej 40 lat.(...)" 
Jedno jest pewne wraz z odejściem Hitlera piramida zależności i lojalności do wodza rozsypała się błyskawicznie. Naturalnie aparat który cieszył się nieograniczoną władzą, przywilejami i ogromnym bogactwem pozostał. Struktury SS miały się świetnie a widmo odpowiedzialności za zbrodnie było aż nadto sugestywne. Powołana już po wojnie ODESSA pozwoliła skutecznie kamuflować byłych zbrodniarzy umożliwiając wielu z nich ucieczkę choćby do Argentyny. Przyzwolenie ze strony USA również było czynnikiem gwarantującym stabilizację.
August Heissmeyer
August Heissmeyer który w kwietniu 1945 w randze generała Waffen SS oddziałami złożonymi z dzieciaków i staruszków bronił lotniska Berlin – Spandau, wcześniej był inspektorem obozów koncentracyjnych jednak po wojnie nie przeszkodziło to właścicielom fabryki Coca Coli zatrudnić go na stanowisku dyrektora oddziału niemieckiego. Podobnych przykłady można mnożyć, jednak dzisiaj odszedł człowiek który w szaleństwie znalazł sposób na tłumy. Dzięki wypracowanym gestom działał tak samo magnetycznie na jednostki i tłumy. W opinii wielu Niemców nawet 30 lat po wojnie nie był on zbrodniarzem, był miłym mądrym człowiekiem, to ludzie którzy go otaczali byli źli. Sam Hitler w ocenie generała Jodla, głównego doradcy wojskowego nabrał:
„prawie mistycznego przeświadczenia o własnej niezawodności jako wodza narodu i dowódcy wojskowego”.
Przekonanie o potędze było efektem szczęścia które mu towarzyszyło i także jego czasami zadziwiało. Coś co ezoterycy określają mistycyzmem i nadprzyrodzonymi mocami psychiatrzy kwalifikują jako schizofrenię dwubiegunową, nerwicę natręctw, magiczne myślenie i wiele innych schorzeń. W kontekście Hitlera to raczej wytłumaczenie fizjologiczne zachodzących procesów jest bliższe prawdzie. Sam Hitler tworząc symboliczną otoczkę nazizmu inspirował się wielokrotnie chrześcijańskim mesjanizmem, rytualnością katolicką i liturgią mszy. SS przechodziło inicjację która zastępowała chrzest, swastyka pełniła rolę ołtarza, sam Hitler utożsamiany był z Mesjaszem. Sekta. Militarna sekta. Najwyższy kapłan Himmler mówił o sowim koledze nawet jako o wypełnieniu się karmy germańskiego ludu, posługując się cytatem ze świętej księgi Indii Bhagawadgity:
„(…)Pojawił się on w chwili największej potrzeby, gdy naród niemiecki zabrnął w ślepą uliczkę. Karma germańskiego ludu kazała mu wypowiedzieć wschodowi wojnę i ocalić germańskie narody(…)” 
Wychowywanie nowych ludzi, młodego pokolenia dla których Hitler był Bogiem opłaciło się z nawiązką.
Die Kinder von Festung Breslau powojenny plakat propagandowy 
przedstawiający walki w Rynku do których nigdy 
nie doszło


Die Kinder von Festung Breslau, młodzi obrońcy Berlina nie umierali ze strachem, nie walczyli za swoich dowódców. Oni wszyscy walczyli za Führera. Nekrologi poległych żołnierzy świadczą dobitnie o głębokim przekonaniu w boskość wodza „zginął wierząc w Adolfa Hitlera”. Kult jednostki, bezgraniczne oddanie się władzy jednego człowieka. Aparat represji z usankcjonowaną przez lud represją. Uczestniczenie w rabunku którego historia ludzkości nie pamiętała. Elementów będących składowymi fenomenu Hitlera od lat 30-tych jest wiele.
Wśród elity władzy był także Karl Hanke, rozkoszujący się obecnie wojną w Breslau, dzisiaj został oficjalnie nominowany na stanowisko Reichsführera SS, taki dostał prezent za zasługi w krzewieniu nazizmu. Podczas gdy miasto płonęło a ludzie nie posiadali już nic oprócz wątłego życia, gauleiter rozkoszował się smakiem francuskiego szampana w bunkrze na placu Nowy Targ.  Życie Hankego i jego przybocznej świty przypominało luksusowy żywot Nerona. Schron po placem wyposażony został wcześniej w najcenniejsze obrazy, żyrandole, stylowe meble i wygodne fotele. Do tradycji przeszły rauty wydawane w podziemiach. Pijackie ekscesy i orgie przeplatały się z nominacjami i nowymi orderami wieszanymi na szyjach notabli. Generał Niechoff określał je jako „wieczorki towarzyskie” i dostrzegał bardzo silny upadek morale obrońców twierdzy właśnie z powodu próby naśladowania przez frontowców zachowań najwyższego szczebla. Verton gwałty określił w swoich wspomnieniach jako „odpoczynek w boju”.
Końcówka kwietnia 1945 roku nawet dla niego była zaskoczeniem, szczególnie obraz który wyłaniał się z jednego z polowych lazaretów w szkole przy Młodych Techników:
„(…)Nie można tego było nazwać pubem, lecz przy pierwszym spojrzeniu zobaczyliśmy żołnierzy i cywilów oddających się swobodzie uczuć, emocji lub trosk, nazwij to jak chcesz. Oni pili i cieszyli się sobą oraz zapominali o wojnie. Ktoś mógłby rzeczywiście powiedzieć, ze tańczyli na wulkanie i nie tak znów bardzo daleko od piekła! Mogliśmy tylko stać , wpatrywać się i dziwić paradoksowi żądzy, który widzieliśmy. Być może zastrzyki przytłumiły zmysły, gdyż wraz z dwoma pozostałymi zapragnęliśmy piwa. Ja właśnie, który niedawno rozminąłem się o włos ze śmiercią. Uważam, że można mnie zrozumieć, iż chciałem akurat teraz, na moment, wyłączyć się z okrutnej, codziennej rutyny i cieszyć się frywolnością, którą znaleźliśmy w tym tak dziwnym miejscu.(…)”[tom]

środa, 29 kwietnia 2015

29 kwietnia, niedziela. "najczarniejszy dzień"

Tego dnia dwie wiadomości dobiły Hitlera. Dowiedział się o schwytaniu i rozstrzelaniu Benito Mussoliniego. Komunistyczni partyzanci pod dowództwem jakiegoś nieznanego watażki rozstrzelali go, żeby nie dostał się w ręce Amerykanów; rozstrzelali jego, jego kochankę i piętnastu współpracowników, a potem wszystkich powiesili za nogi jak jakieś upolowane zwierzęta na placu w Mediolanie. W dużej mierze Mussolini był jego nauczycielem, na pewnym etapie mentorem. Tego samego dotarła wiadomość, że Heinrich Himmler, "meine treue Heinrich" (mój wierny Henryk), jak o nim mówił Hitler, jego najlepszy człowiek, samodzielnie, bez jego wiedzy podjął negocjację z aliantami oferując kapitulację. Hitler doskonale wiedział, że nie istniał żaden zaufany telefon z którego Himmler mógł skorzystać do nawiązania łączności. Jeżeli teraz o tym powiedzieli alianci, to znaczy, że rozważyli tę propozycję zanim ją odrzucili, że dostali ją za pośrednictwem zaufanego łącznika, że Himmler znalazł takiego łącznika. To wszystko wymagało czasu, musiało trwać wiele dni, kto wie, może tygodni. Przez cały ten czas Himmler był w pobliżu, wierny i gotowy do usług, a jednocześnie szukający własnej drogi do jego śmiertelnych wrogów. Te wiadomości dobiły go dosłownie. Bez wątpienia to siebie zobaczył wiszącego na haku, a obok Evę Braun. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa "był blady, miał zapuchnięte oczy i wyglądał jakby stracił wszystko". Jak to ujęła Ewa Braun "Tego wieczoru wypłaczemy sobie oczy". Od kilku dni mówił o samobójstwie. Teraz wiedział, że jeżeli nie zrobi tego teraz już wkrótce będzie za późno. Dwaj z jego najbardziej zaufanych ludzi Göring i Himmler przeszli na drugą stronę ratując swoją bezwartościową skórę. Przecież powinni wiedzieć, że nie przedstawiają dla aliantów żadnej wartości wykraczającej poza demonstracyjny proces. Prawdopodobnie nie tylko oni. Każdy ratował się jak mógł. Pozostały tylko potakujące kreatury takie jak Jodl i Keitel. Bunkier pustoszał, opuścili go i wyrzekli się go mężczyźni, pozostały wierne kobiety. Wiemy przynajmniej o trzech. Pierwszą i najważniejszą była oczywiście Ewa Braun, nieoficjalna towarzyszka życia Führera, młodsza od niego 23 lata, w 1945 miała dokładnie 33 lata i była w związku z Hitlerem od 13 lat. Była to ścisła tajemnica państwowa, o ich związki wiedziało niewielkie grono najbliższych współpracowników i związani przysięgą żołnierze ochrony. Hitler oficjalnie był ożeniony z Ojczyzną, należał do całego narodu. Częścią magii jaką wywierał na zahipnotyzowane tłumy była ekscytacja kobiet niemieckich, manipulowanie tłumem byłoby o wiele trudniejsze gdyby posiadał jakieś życie osobiste, kobieta u boku odrywałaby uwagę od niego. Hitler był celebrytą zazdrosnej, niepozwalającej na nic poza nim miłości, uwodził bo był niezdobyty. Jak to ujął Henry Kissinger (co za nazwisko w tym kontekście!) "władza jest największym afrodyzjakiem", lista kobiet które uwiódł i powiódł za sobą Hitler jest długa. Choćby Cosima Wagner, córka Franza Liszta i druga żona Richarda Wagnera. Również Leni Riefenstahl, genialny filmowiec, była pod jego wpływem i dopiero masakra w Końskich wyrwała ją z tego zauroczenia. Ale to było otrzeźwienie niestety dostępne tylko dla nielicznych. Być może kobietą, która dla Hitlera poświęciła najwięcej była druga z nich Magdalena Ritschel, według niektórych zauroczona nim do tego stopnia, że wyszła za mąż za gauleitera Berlina by być bliżej Führera i dlatego znana jest bardziej jako Magda Goebbels. Niezależnie od tego czy to prawda, czy nie, już wkrótce dokona największego poświęcenia z możliwych by ani ona ani jej dzieci nie musiały zaznać życia w świecie bez Hitlera. Cosima zmarła w 1930 w wieku 93 lat, Leni odkąd ujrzała niemieckich żołnierzy rozstrzeliwujących polskich zakładników nie miała nic wspólnego z Hitlerem. Ale w bunkrze była do końca wierna Ewa Braun, która łamiąc zakaz przybyła 15 kwietnia, była oczywiście Magda Goebbels z mężem i dziećmi sprowadzonymi do bunkra 22 kwietnia. Dwa dni temu, 26 kwietnia przybyła jeszcze jedna, trzecia walkiria przegranej sprawy. Pisaliśmy już o niej. To Hanna Reitsch, Ślązaczka, urodzona w Jeleniej Górze (Hirschberg), która pierwsze doświadczenia lotnicze zdobywała na Górze Szybowcowej, doskonały pilot oblatywacz. Pilotując lekki samolot obserwacyjny Fieseler Fi 156 Storch dokonała niemal samobójczej misji. Sowieci byli w centrum Berlina, a jej udało się przelecieć nad kontrolowaną przez nich przestrzenią powietrzną, nad miastem gdzie strzelali do wszystkiego z tysięcy luf, nad zabójczym ogniem i dokonała mistrzowskiego manewru lądując na zaimprowizowanym lotnisku na Tiergarten koło Bramy Brandenburskiej. Przyleciał z nią Robert Ritter von Greim do 24 kwietnia dowódca Luftflotte 6, której zadaniem było m. in. zaopatrywanie twierdzy Wrocław. Teraz odebrał bezpośrednio od Hitlera awans na feldmarszałka i dostał dowództwo nad nieistniejącą już Luftwaffe, w miejsce zdymisjonowanego za zdradę Göringa. Oboje przybyli by przekonać Hitlera do ucieczki. Hanna bez chwili wahania ryzykowała życie by w tych ostatnich chwilach być przy swoim uwielbianym przywódcy. Skoro odmówił ucieczki gotowa była popełnić samobójstwo razem z nim. Ale oboje otrzymali wyraźne rozkazy, mieli opuścić Berlin i schwytać zdrajcę Himmlera. Jak powiedziała później Hanna, składając zeznania był to "najczarniejszy dzień, kiedy nie mogliśmy umrzeć u boku naszego Führera" rozpłakała się "powinniśmy uklęknąć z szacunkiem i oddać hołd świątyni ojczyzny", zapytana przez przesłuchujących co ma na myśli odrzekła zdumiona "jak to, przecież bunkier Hitlera". Greim został schwytany przez aliantów i kiedy dowiedział się, że jest przeznaczony do wymiany, tzn zostanie przekazany sowietom, 24 maja popełnił samobójstwo.

Jakkolwiek sytuacja nie wydawałaby się przegrana, nawet w wigilię samobójstwa, nawet kiedy nie ma już nic do przegrania, ciągle jeszcze można wymierzać sprawiedliwość. Himmler był poza zasięgiem. Ale jego oficer łącznikowy był w Berlinie, jeszcze niedawno był w bunkrze. Gruppenfuhrer SS Hermann Fegeleien, mąż siostry Ewy Braun, niedoszły szwagier Hitlera został schwytany w domu gdy przebierał się w cywilne ubranie i szykował się do ucieczki z Berlina. W każdym razie tak twierdzili żołnierze, którzy go zatrzymali. Jeszcze tego dnia z wyroku sądu wojskowego został skazany na śmierć i rozstrzelany, jego żona przebywająca w Berghof, odmówiła wstawienia się za nim, choć był ojcem jej dziecka. Siostry Braun to kolejny temat, który z braku czasu pozostał przez nas nieruszony. Była jeszcze trzecia, najstarsza siostra Ilse, która nie miała nic wspólnego z polityką. Nie należała do kręgu Hitlera, nie była w NSDAP. W 1941 po raz drugi wyszła za mąż i przyjechała do Wrocławia gdzie pracowała w Schlesische Zeitung, nikt prawdopodobnie nie był świadomy jak blisko jej do Hitlera, nazwisko Braun nigdy nie pojawiło się w mediach. Kochała taniec, brała udział w mistrzostwach tańca towarzyskiego amatorów i osiągała mistrzowskie wyniki. Kiedy wybuchła panika w styczniu 1945, ten jeden raz skorzystała ze swojej uprzywilejowanej pozycji i uciekła w głąb Rzeszy. Umarła w Monachium w 1979 w wieku 70 lat.

Nie wszyscy zostali odesłani z rozkazami. Byli ludzie, którym Hitler pozwolił umrzeć ze sobą. Byli to przede wszystkim Goebbelsowie oraz Ewa Braun. Jak pisze Cornelius Ryan: "Teraz było już jasne dla Hitlera, że koniec jest bliski. O świcie podyktował swój osobisty i polityczny testament, przekazując ster rządów w ręce Karla Doenitza, jako prezydenta, i Josepha Goebbelsa jako kanclerza Rzeszy. Poślubił także Ewę Braun. "Po tej ceremonii - wspomina Gertrud Junge - Hitler i jego świeżo poślubiona żona posiedzieli z godzinę z Goebbelsami, generałem Krebsem i Burgdorfem, doktorem Naumannem i pułkownikiem Luftwaffe, Nicolausem von Below". Gertrud Junge była z nim tylko piętnaście minut, tyle, by "złożyć nowożeńcom najlepsze życzenia". Mówi, że "Hitler rozmawiał o końcu narodowego socjalizmu i o tym, że niełatwo mu się będzie odrodzić. Powiedział "dla mnie śmierć oznacza tylko uwolnienie się od trosk i bardzo ciężkiego życia. Zawiedli mnie najbliżsi przyjaciele. Nie oszczędzono mi zdrady". Była jeszcze jedna decyzja Hitlera, o której Ryan nie napisał, a która jest dla nas szczególnie ważna. Kiedy Himmler zdradził, na jego miejsce w hierarchii zaszczytów został wyznaczony Gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke, fanatycznie wierny i bezwarunkowo posłuszny, wreszcie po wielu latach służby na zesłaniu doczekał się swojej wielkiej chwili. Osiem dni wcześniej, otrzymał najwyższe partyjno-państwowe odznaczenie Order Niemiecki (Deutscher Orden). Ponieważ wielu odznaczonych (w tym dwaj pierwsi: Fritz Todt i Reinhard Heydrich) otrzymało go pośmiertnie lub krótko przed swoją śmiercią nosi nazwę "orderu umrzyków". Wiadomo o jedenastu przyznanych z całą pewnością, z czego siedem było pośmiertnych. Nie jest pewne czy zachował się choć jeden oryginał orderu; ponieważ zachowały się oryginalne matryce wszystkie istniejące egzemplarze są to, jak by to ująć - oryginalne kopie. Jak się wkrótce okaże również i Hanke nie umknął przekleństwa jakie niosło to odznaczenie. Ale zanim to nastąpiło dziś 29 kwietnia otrzymał mianowanie na Reichsführera SS i szefa policji niemieckiej. Był to awans podobny do tego, który spotkał Greima, który został szefem nieistniejącej Luftwaffe. Policja niemiecka już nie istniała, została wcielona do Volkssturmu, resztki SS to były porozrzucane po całej Rzeszy oddziały które walczyły w izolacji. Hanke nie miał żadnej metody żeby przekazać im swoje rozkazy. Zresztą jakie mógł wydać rozkazy?

czołgi 1 Frontu Bialoruskiego na Moście Moltkego
W Berlinie sowieckie czołgi dotarły do centrum Berlina. Elita 1 Frontu Białoruskiego: 150 i 171 Dywizje Strzeleckie będące w składzie 3 Armii Uderzeniowej pod dowództwem generała Kuzniecowa wdarły się przez Most Moltkego i zdobyła przyczółek na lewym brzegu Szprewy w trójkącie obecnej ulicy Willy Brandta, aż po ambasadę szwajcarską i od niej dokładnie na północ do Szprewy. Od Reichstagu dzieliło ich zaledwie 300 metrów. Rozpoczęły się walki o budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Kilka dni temu rozpętała się jeszcze jedna bitwa w Berlinie, pomiędzy 1 Frontem Białoruskim a 1 Frontem Ukraińskim. Generał Czujkow dowódca 8 Armii Gwardyjskiej, najlepszy człowiek marszałka Żukowa, zapewne nie bez jego wiedzy i akceptacji rozkazał swojej lewej flance zagrodzić drogę 3 Armii Pancernej generała Rybałki, najlepszego człowieka marszałka Koniewa. Atakujący od południa dokładnie w kierunku Reichstagu Rybałko nic o tym nie wiedział i 3 Armia nadziała się na oddziały Armii Czerwonej. Rozpętała się bratobójcza walka. Jak to przyznał jeden z dowódców 1 Frontu Ukraińskiego: "Bardziej niż wroga boimy się swoich. W Berlinie nie ma nic bardziej przygnębiającego niż zobaczyć sukces sąsiada". W rezultacie w ciągu dwóch dni 27 i 28 kwietnia większość oddziałów 1 Frontu Ukraińskiego bezpośrednim rozkazem Stawki została wycofana z Berlina, co w odczuciu wszystkich żołnierzy Frontu było niehonorowym odebraniem im triumfu zdobywców Berlina. Marszałek Koniew poniósł klęskę. Do 28 kwietnia obszar broniony przez Niemców ograniczył się do wąskiego pasma 5 na 15 km od Alexanderplatz na wschodzie do Stadionu Olimpijskiego na zachodzie.

Amerykanie zajęli obóz koncentracyjny w Dachau. Jeden z pierwszych, najważniejszy w Niemczech i wzorcowy hitlerowski obóz koncentracyjny. To tu byli kierowani w Marszach Śmierci więźniowie Ravensbrück i wielu innych likwidowanych obozów koncentracyjnych. Zdobycie tego obozu jest symbolicznym końcem działania tego systemu. Więźniowie Dachau nie mieli już dokąd być ewakuowani. Tym razem Amerykanie nie byli tak zaskoczeni tym co zobaczyli, słyszeli o podobnych i wiedzieli co się w nich działo. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i po krótkiej walce, bez sądu rozstrzelali pół tysiąca pracowników obozu, głównie SS-manów. W obozie było 30 tysięcy jeszcze żywych więźniów. Wojska niemieckie we Włoszech skapitulowały.

Wspomnienia z tego dnia księdza Laßmanna i dramatopisarza Hugo Hartunga, chociaż nie tylko przebywali w zupełnie innych miejscach, ale nawet w ogóle się nie znali, łączą się w całość narracyjną do tego stopnia, że można je ustawić obok siebie. Laßmann: "Dzisiaj pochowałem 19-letnią dziewczynę, która na Matejki zabił odłamek bomby. Jej narzeczony sporządził dla niej trumnę, którą z kolegami niósł potem do grobu. Wieczorem nawiedziła nas orzeźwiająca powietrze burza, po której spadł deszcz. Zmusiło to rosyjskie bombowce do postania na ziemi. Ale ich artyleria ostrzeliwuje miasto z dział dużego kalibru"; Hartung: "Na willowych ulicach panuje spokój niedzielnego zmierzchu po tym jak ucichł dzienny zgiełk walk. Zaczyna kwitnąć bez. Wracam z bukietem gałęzi okraszonych białymi, czerwonymi i łososiowymi girlandami. Zatracona wiosna".

ekipa Drobnera na rynku w Kątach Wrocławskich, "Przekrój" nr 3 (29 kwietnia 1945)

fotoreportaż z Wrocławia, "Przekrój" nr 3 (29 kwietnia 1945)


Zupełną zagadką tego dnia jest trzeci już numer "Przekroju" (na który zwrócił nam uwagę jeden z czujnych czytelników, za co dziękujemy) datowany właśnie na 29 kwietnia 1945, dostępny pod tym adresem Przekrój. 1945, nr 3 (29 IV). Znajduje się tam fotoreportaż z przynajmniej dwoma zdjęciami z Wrocławia, jest to relacja z przybycia ekipy dr Bolesława Drobnera do Wrocławia, czasem w podpisie pojawia się nazwa miejscowości: Kęty (Kanthen, przetłumaczone na podobieństwo miejscowości podkrakowskiej, obecnie Kąty Wrocławskie miasto odległe o ok 15 km od granic Wrocławia). W rzeczywistości wszystkie zdjęcia na których są Polacy wykonane są w Kątach Wrocławskich, najwidoczniej Drobner do Wrocławia w ogóle tego dnia nie dojechał. Jako ciekawostkę można zobaczyć zdjęcie z rynku w Kątach Wrocławskich gdzie najbardziej po prawej stoi człowiek w mundurze Wehrmachtu. Otóż bardzo długo, chyba jeszcze do 1946 zarówno milicjanci jak i urzędnicy miejscy używali niemieckich mundurów z założonymi biało-czerwonymi opaskami na ramieniu. Ze wspomnień wynika, że przybyli do Wrocławia dopiero po kapitulacji. Zawartość tego numeru Przekroju jest tematem na osobny artykuł. Na razie tak to zostawmy. Warto jeszcze dodać, że w chwili ukazania się tego numeru od 9 dni w leżącej po drugiej stronie Wrocławia Trzebnicy rezydują już lokalne władze polskie wojewody dolnośląskiego Stanisława Piaskowskiego. Wiadomo, że ekipa Drobnera pierwszy rekonesans odbyła 13 kwietnia o czym pisaliśmy we wpisie 13 kwietnia, piątek. "wydobędzie nas z kleszczy oblężenia", ale dojechali tylko do pl Powstańców Śląskich i jest niemożliwe, żeby wykonali zdjęcia na Tauenzienstraße (może opisana tak ulica jest w Kątach Wrocławskich, przecież do czasu kapitulacji ta ulica we Wrocławiu była w rękach niemieckich, ulica prawdopodobnie jest źle opisana). Mógł to być kolejny nieudany rekonesans, ale dziwne by było, żeby nikt o tym nie wspomniał skoro pojechali sporą gromadą. Jak widać Drobner posiadał przynajmniej 5 samochodów. Piaskowski bardzo długo nie miał żadnego. Z całą pewnością długo nie nawiązali żadnej łączności.

Odnośniki:



[td]

wtorek, 28 kwietnia 2015

28 kwietnia, sobota

Skrzyżowanie ulicy Legnickiej i Poznańskiej 1945 Festung Breslau


28 kwietnia, sobota
Dzisiaj zakończyła się wojna, wykorzystywanie i strach o życie, dla grupy kobiet przybyłych do Malmo w Szwecji. Do końca nie mogły uwierzyć, że bezkres okrucieństwa znanego od tak dawna właśnie się skończył. Dzisiaj nie było jeszcze wiary, jednak z czasem...
Symboliczny koniec epoki włoskiego faszyzmu nadszedł  dwa lata wcześniej kiedy Wielka Rada Faszystowska odsunęła Duce od władzy. Tylko dzięki pomocy Hitlera i brawurowej akcji niemieckich komandosów Mussolini opuścił samotnię w Gran Sasso. Jednak to właśnie 28 kwietnia 1945 roku uosobienie włoskiego faszyzmu przestało istnieć. Dzisiaj finał ma dramatyczna ucieczka spłoszonej nagonką zwierzyny. Benito Mussolini miał wszystko dokładnie zaplanowane. Najpierw Austria, Niemcy, docelowo Szwajcaria. Plan się nie powiódł tak jak by sobie tego życzył. Niedaleko Dongo konwój którym jechał został zatrzymany przez komunistycznych partyzantów z 52. Brygady im. Garibaldiego. Nie pomógł starannie przygotowany kamuflaż niemieckiego żołnierza. Tej twarzy, mimiki i sposobu bycia nie można było podrobić. Mussolini w towarzystwie swojej kochanki Clary Petacci i faszystowskich towarzyszy został przewieziony do miejscowości Mezzagra. Dzisiaj do miejscowości dotarł pułkownik Walter „Valerio” Audisio, wkrótce po przyjeździe wybrał z transportu 15 osób, oświadczając że jego misją jest uratowanie dyktatora. Jak się późnie okazało liczba nie była bez znaczenia. Dokładnie tylu partyzantów przed trzema miesiącami zabili faszyści. Podróż do miejscowości Giulino di Mezzegra była ostatnią chwilą kiedy Mussolini i Petacci cieszyli się życiem. Chwilę po przyjeździe czarna lancia którą jechali zatrzymała się na niewielkim placu. Przeczytany z kartki wyrok i prośby o litość. Pierwszy strzał i długo nic. Broń okazała się felerna, drugi strzał tym razem z pistoletu. Słychać jedynie metaliczny dźwięk iglicy. Trzecia próba francuskim MAS-em. Oboje leżą martwi, pierwsza zginęła Petacci która w ostatniej chwili zasłoniła własnym ciałem Mussoliniego. Wyrok na dyktatora zapadł w Mediolanie o godzinie 3 w nocy. Wydali go sami partyzanci, głównie z uwagi na zbliżające się wojska amerykańskie. Za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do przejęcia Mussoliniego przez US Army. Dzień później ciała całej piętnastki zostały przewiezione do Mediolanu gdzie powieszono je nogami do góry.
Głową w dół na stacji benzynowej Duce stał się ostrzeżeniem dla pozostałych we Włoszech faszystów.
To właśnie fotografia powieszonego Mussoliniego na zawsze stała się ikoną przemian które w kwietniu i maju 1945 nastąpiły w Europie. Kolos stracił nawet gliniane nogi. Czarne koszule z MVSN we Włoszech, które podobnie jak w początkowym okresie SA w Niemczech, brutalnością i ślepym posłuszeństwem wypełniły wizję dyktatorskiego porządku. Bez skrupułów kontrolowały rzeczywistość na każdym poziomie jej aktywności. Dzisiaj już nie istniały, po 1943 zastąpiły je Czarne Brygady utworzone przez Mussoliniego już po uwolnieniu z Gran Sasso przez Skorzennego i jego komandosów.
W zaprzyjaźnionych Niemczech spust migawki uwiecznił dzisiaj na kliszy światłoczułej po raz ostatni Adolfa Hitlera. Na dwa dni przez samobójstwem, postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza gęstego od pyłu i smrodu palącego się miasta. Zarówno Hitlerowi jak i Mussoliniemu na fotografiach z końca kwietnia daleko do pychy i dumy z którą przez ostatnie lata byli po imieniu.
„(…)Idziemy chodnikiem al. Wojska Polskiego, echo odbija nasze kroki od ścian niezniszczonych kamienic. Byłem przyzwyczajony do ruin, do zniszczeń i pożarów. Natomiast to, co wówczas było przerażające w Szczecinie, to cicha pustka opuszczonego miasta. Ani żywego ducha ? cisza, którą przerywał szum naszego samochodu(…)” zapisał w swoich wspomnieniach Piotr Zaremba, późniejszy pierwszy prezydent Szczecina. Odwiedził dzisiaj miasto wynędzniałe i głodne.
Morze ruin i brak szans definiowały także Wrocław, który w przeciwieństwie od blisko spokrewnionego architektonicznie Szczecina nie był dzisiaj cichym miejscem. Pomimo zaprzestania walk i okopania na pozycjach wciąż było niespokojnie, podobnie jak wczoraj. Hendrik Verton z SS Besslein stacjonujący przy ulicy Poznańskiej, podziwiał właśnie upojną kwietniową noc, pełną barw i zapachów:
 „(…) Lecz nagle, i to nie jeden raz, cisza została przerwana eksplozją pocisków dużego kalibru. Nieprzyjacielska artyleria nie brała nawet pod uwagę własnych wojsk, które były po drugiej stronie ulicy od nas.(…) Słyszeliśmy skądś karabin maszynowy oraz pojedyncze strzały karabinowe. Wszystko po to tylko, abyśmy czuwali i nie myśleli o dobrze zasłużonym śnie. Przeciwnik liczył, ze w następnym dniu walki nie będziemy w efekcie sprawni. W komunikacie Wehrmachtu pod datą 28 kwietnia czytamy: „we Wrocławiu Rosjanom udało się na kilku odcinkach przerwać nasz front”(…)”
Nieco bardziej dosadny jest raport który można znaleźć u Niehoffa
(…) 28 kwietnia 1945: We Wrocławiu sowieckie oddziały wdarły się głęboko do miasta(…)” Propaganda nazistowska do końca będzie karmić głównie żołnierzy sukcesami których nie było i porażkami które nic nie znaczyły.[tom]

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

27 kwietnia, piątek. "ruiny naszego domu"

Wiosna wreszcie zaatakowała z całą bezwzględnością, wśród ruin i niepochowanych zwłok rozkwitły kwiaty i zazieleniły się drzewa. Temperatura dochodzi do 25 stopni w cieniu. Śpiewały ptaki, a ciepłe powietrze wygoniło ludzi z piwnic. Wyszli tym chętniej, że sowieci najwidoczniej pogodzili się z tym, że twierdza Wrocław się nie podda. Nie miało to już żadnego znaczenia. Wszyscy którzy mieli dostęp do radia otwarcie słuchali niemieckich audycji BBC i wiedzieli, że od kilku dni walki toczą się w Berlinie, od razu dowiedzieli się o spotkaniu wojsk alianckich w Torgau, z którego uczyniono wielkie wydarzenie z udziałem reporterów, którzy wykonali wiele historycznych zdjęć mających symbolizować siłę i trwałość przyjaźni koalicjantów. Armia Czerwona przestała atakować Wrocław, Głuzdowskiemu odebrano wojsko i amunicję do wykonania zupełnie niepotrzebnego zadania, bo była potrzebna Koniewowi w walce, która miała znaczenie. Nie ulegając zachodniej przebiegłości w wyszukiwaniu celu i ważeniu strat do zysków, prostolinijny Stalin ani na moment nie dał się zbić z tropu i wiedział gdzie uderzyć by zabić swojego dawnego sojusznika. Swój swego rozpozna, umysł tyrana wie że tyran nie opuszcza gniazda, prędzej zginie niż ucieknie. Gdy Wehrmacht był pod Moskwą, Stalin pozostał na Kremlu. Gdy Armia Czerwona szła na Berlin Hitler nie zamierzał opuścić stolicy. Czy Stalin wiedział, że Hitler jest w Berlinie? Możliwe. Ale nawet gdyby nie wiedział, zdawał sobie sprawę ze znaczenia jakie będzie miało zdobycie stolicy. Nawet jeśli by Hitler uciekł, nawet gdyby niemieckie dowództwo przeniosło sztab, po zdobyciu stolicy pozostałoby mu tylko dobicie wroga. Dla Stalina na poziomie orwellowskiego kiszkoczucia było oczywiste znaczenie Berlina jako celu.


"Fotograf pisma "Za cziest' Rodiny" Dmitrij Baltermanc został wysłany do Wrocławia, żeby zrobić kilka zdjęć z toczących się tam walk. Dołączył do oddziału saperów, którym zrobił kilka fotografii, ale w pewnym momencie usłyszał dźwięk melodii Czajkowskiego dobiegający z jednego ze zrujnowanych domów. Po cichu wszedł do pokoju, w którym brakowało jednej ściany i znalazł tam kilku frontowików zgromadzonych wokół pianina, na którym grał jakiś podporucznik. Żaden z mężczyzn nie zauważył Baltermanca ani tego że robi zdjęcie. Tego dnia zrobił jeszcze wiele zdjęć, a w czasie całej bitwy o stolicę Śląska kolejnych kilkaset , ale żadne z nich nie miało tej siły wyrazu co co fotografia zatytułowana po prostu Czajkowski. Niemcy 1945". - Richard Hargreaves "Ostatnia twierdza Hitlera. Breslau 1945", koniec kwietnia 1945.

O tym jak bardzo awangardy obu Frontów wyprzedziły ostrożność świadczą dwie rzeczy - dopiero dziś zdobyty został Szczecin (Stettin) i do dziś wojska feldmarszałka Schörnera są pod Ślężą (Zobtenberg). Uderzenie które nakazał Stalin swoim marszałkom powiodło się tylko dlatego, że niemieckie wojsko było pozbawione zdolności ofensywnej a sztab podlegał rozkazom dowództwa politycznego, które najpierw popełniło serię poważnych błędów strategicznych, a potem pogrążyło się w zupełnym chaosie. Schörner pod Sobótką? Ale gdzie? Nikt we Wrocławiu tego nie wiedział, do ostatnich dni dowództwo twierdzy rozważało przebicie się do Schörnera, chociaż było oczywiste, że resztki wrocławskiego garnizonu wykrwawią się podczas tej próby ucieczki, ale nawet mała szansa na wydostanie się dla wielu żołnierzy była lepsza niż niewola. Nikt nie wierzył w sowieckie gwarancje, tylko perspektywa śmierci i zupełny brak nadziei na inne rozwiązanie mogły przekonać do poddania się. Ostatecznie zarzucono ten plan, ale niekoniecznie ze względów czysto wojskowych. Okazało się bowiem, że ze względu na powszechną militaryzację pozostałych we Wrocławiu cywilów nie da się utrzymać żadnej ważnej operacji wojskowej w tajemnicy i natychmiast po wydaniu rozkazu o koncentracji sił na południu zjawią się tam tysiące cywilów czyniąc walkę i ewakuację zupełnie niemożliwą. Żołnierz SS Georg Haas pisał: "Tylko jedna pogłoska nas jeszcze trzyma [...] pogłoska o bliskim wyzwoleniu [...] tam na Ślęzy jest armia Schörnera [...] już wkrótce, może nawet jutro przyjdą nas wyzwolić. Do tego czasu musimy się trzymać".

W tym samym czasie kiedy porzucono resztkę wiary w pomoc Schörnera i nawet Niehoff zrozumiał, że feldmarszałek nie przyjdzie na piechotę by podać mu rękę (choć przyznaje to tylko między wierszami swoich wspomnień) Grupa Armii Środek zadała swój ostatni śmiertelny cios. Po uporządkowaniu przez marszałka Koniewa kompletnego chaosu w jakim znalazła się polska 2 Armia pod Budziszynem nastąpił kolejny tragiczny rozdział tej kampanii. 9 Dywizja Piechoty, która bez żadnej przyczyny pozostała pod Dreznem, wczoraj dostała rozkaz wycofania się w rejon koncentracji, gdzie resztki polskich sił mogły spełnić przeznaczone im zadanie czyli osłaniać lewą flankę 1 Frontu Ukraińskiego. Być może biorąc przykład ze swojego słynnego dowódcy szef dywizji pułkownik Aleksander Łaski zarządził odwrót jak na paradzie, nie dbając o zachowanie tajemnicy tajemnicy wojskowej i zabezpieczenie kolumn zwiadem i osłoną dopuścił do tego że Niemcy zdobyli mapy sztabowe z naniesioną marszrutą i mogli przygotować kilka śmiertelnych zasadzek w wyniku której Dywizja straciła prawie połowę stanu osobowego i cały sprzęt ciężki. Najbardziej tragicznym epizodem tych walk była egzekucja (nie da się tego nazwać inaczej) ewakuowanego spod Drezna szpitala polowego podczas której zamordowano ponad 300 ciężko rannych żołnierzy polskich. Ta ostatnia kampania generała Karola "Waltera" Świerczewskiego kosztowała 2 Armię około 10 tysięcy zabitych, wielokrotnie większe straty w rannych i utratę większości sprzętu wojennego. W normalnym wojsku ktoś z brakiem doświadczenia i podobnym dorobkiem jak generał Walter nigdy by nie dostał całej Armii, a po takiej klęsce stanąłby przed sądem polowym, ale była to sytuacja podporządkowana potrzebom politycznym i Świerczewski był potrzebny nowym polskim i sowieckim władzom. Za masakrę pod Budziszynem nie spotkała go żadna kara, a dzieje tej bitwy zatuszowano. Co więcej, już wkrótce dostał się pod prysznic zaszczytów i 11 maja otrzymał awans na generała brygady. Walki w rejonie Budziszyna - choć już pozbawione znaczenia - trwały do końca kwietnia.

Były to ostatnie tchnienia bestii, tego dnia zaszły trzy znaczące wydarzenia, które symbolicznie kończyły epokę Hitlera. Został aresztowany Philippe Pétain przywódca kolaboracyjnej Francji, szef rządu Vichy. Komunistyczni partyzanci schwytali podczas próby ucieczki Benito Mussoliniego. Ukazał się ostatni numer Völkischer Beobachter (Narodowy Obserwator), oficjalnego organu prasowego NSDAP. Prawdopodobnie pismem najbardziej kojarzonym z narodowym socjalizmem był Der Sturmer, ale słynące z propagandy nienawiści dzieło Juliusa Streichera było tylko brukowcem, który przygotowywał społeczeństwo do rasistowskich ustaw i eksterminacji, nawet jeżeli tezy Sturmera nie były akceptowane w szerokich kręgach społecznych samo istnienie takiej szczekaczki w przestrzeni publicznej zatruło społeczeństwo i po raz kolejny większość dobrych ludzi nie zrobiła nic by zatrzymać słowa nienawiści co było znakomitym wstępem do sytuacji kiedy ta większość dobrych ludzi była bezradna wobec zbrodni, która poszła za tymi słowami. Sturmer był tak agresywny i wulgarny, że zdarzało się że członkowie NSDAP mieli zakaz czytania go bo niektórzy gauleiterzy nie chcieli by ich partię kojarzono z potokiem plugastwa i tak prymitywną propagandą. Właściwym narzędziem propagandy i wizerunku Partii był właśnie Obserwator, choć to Szturmowiec w większym stopniu przyczynił się do tworzenia nastrojów społecznych. Dziś ta większość dobrych ludzi, obojętnie którą z gazet czytała, patrzyła na bomby spadające na ich domy, nagle dowiadywała się o obozach zagłady które przez całe lata funkcjonowały za płotem i jedyna nadzieja jaką mogła mieć było to, że dostaną się do tej "lepszej niewoli". Mieszkańcy (w większości - mieszkanki) Berlina w tej sytuacji byli bez szans.

Peikert w tych dniach wiele uwagi poświęca wyniszczającym bombardowaniom, lotnictwo sowieckie nie zaprzestało ataków. Ale bombardowani nie mieli wątpliwości kto jest ich prawdziwym wrogiem. Zwycięstwo Armii Czerwonej było od dawna przesądzone, niewola z wszystkimi jej konsekwencjami była nieunikniona. Tego się nie dało zmienić. Tym co każdego dnia pogarszało sytuację był upór dowództwa i bezwzględność tyranii twierdzy i prawa wojennego. Wszystkie te ofiary były niepotrzebne. Hartung z wyraźną niechęcią opisuje wziętych do niewoli lotników sowieckich, którzy palili papierosy z obojętnością wiedząc, że ich niewola nie potrwa długo. Wszyscy wiedzieli, że to ostatnie dni, wszyscy też wiedzieli, że do końca będą ginąć ludzie. W tej sytuacji doszło do rzadkiego w społeczeństwie niemieckim buntu, jak pisze Hargreaves: "Na Sępolnie i Biskupinie we wschodniej części miasta wiele kobiet otwarcie rzuciło wyzwanie panującemu reżimowi, demonstrując przed siedzibą lokalnej Ortsgruppe. Skandowały "Wir wollen keinen Krieg!" ("Nie chcemy więcej wojny!") oraz "Unsere Mãnner hier!" ("Oddajcie nam naszych mężczyzn!"). Pojawił się zastępca miejscowego lidera partyjnego. Zażądał żeby kobiety się rozeszły i stwierdził, że wbijają nóż w plecy własnym żołnierzom. Tłum wybuchnął śmiechem. Ludzie machali chusteczkami i kawałkami metalu radzieckim bombowcom, które przelatywały nad głowami. Rzucono wyzwanie władzy sprawowanej przez partię i partia na to wyzwanie odpowiedziała. Na Sępolno wysłano wojsko, żeby rozpędzić demonstrację. Kilka kobiet zostało aresztowanych. Niektóre źródła twierdzą, że później rozstrzelano osiem z nich. inne że siedemnaście, a jeszcze inne, że około setki". Przypomina to dzieje innego protestu z 1943 w Berlinie - Protest na Rosenstraße, który pokazał, że państwo hitlerowskie chociaż świetnie radzi sobie z drobnymi grupkami takimi jak "Biała Róża" i potrafi okłamać lub zastraszyć społeczeństwo, jest bezradne wobec dużych protestów społecznych. Przemilczany, bo bardzo niewygodny politycznie, protest berliński pokazuje, że społeczeństwo obywatelskie nie pozwoliłoby na sukces tyranii. Ale ci wszyscy dobrzy Niemcy nie potrafili nauczyć się tego w porę, musieli ich tego nauczyć Amerykanie.

Hugo Hartung choć też przyznaje iż bombardowania nie ustały czuje się bezpiecznie: "Po południu wspinam się na wieżę, gdzie dyżuruje wartownik z lornetą nożycową. Pozwala mi przez nią spojrzeć. Patrzę na terytorium wroga po drugiej stronie Widawy. Widzę stacjonujące tam rosyjskie samoloty i kopiasto wyładowane wozy drabiniaste, wśród których krzątają się małe postacie: "wróg"! Na północnym obszarze pomiędzy pozycjami wojsk panuje spokój i wiosenna zieleń. Serce boli gdy spoglądam na południe, ponad zniszczonymi domami i wypalonymi kikutami wież, aż po majaczące w oddali góry. Rozpoznaję wieżę ciśnień przy Alei Wiśniowej i tuż obok wieżę kościoła pw św Augustyna. Pomiędzy nimi znajdowało się nasze mieszkanie, w którym byliśmy tacy szczęśliwi. Wczoraj pułkownik pokazał mi w biurze zdjęcie lotnicze ul. Sudeckiej i wyraźnie na nim rozpoznałem ruiny naszego domu". Gwoli ścisłości - dokładnie pomiędzy wieżą ciśnień a kościołem pw św Augustyna znajduje się dawny szpital żydowski. Hartung zdaje się być kolejnym poczciwym wrocławianinem, który kompletnie nic nie wie gdzie podziali się wrocławscy Żydzi, którzy z pewnością też mogli powiedzieć o Wrocławiu że było to miejsce "w którym byliśmy tacy szczęśliwi". Do czasu kiedy ogromna część poczciwych wrocławian zagłosowała na Hitlera. Interesująca jest informacja o zdjęciu lotniczym, najwidoczniej Luftwaffe latała nad Wrocławiem także w dzień, jest to tym bardziej dziwne, że dwa dni temu, 25 kwietnie wg niekompletnych danych na Wrocław został zrzucony ostatni ładunek. Miało to być 23 tony amunicji w zasobnikach, co również jest zastanawiające ponieważ od początku kwietnia z braku bombowców zaopatrzenie Wrocławia zrzucano z Messerschmittów Bf-109. Tym razem nad Wrocławiem pojawiła się poważna flota powietrzna w liczbie 12 samolotów He-111 i 18 Ju-52. Skąd się wzięły? [td]

niedziela, 26 kwietnia 2015

26 kwietnia, czwartek


26 kwietnia, czwartek
Wczoraj dla twierdzy była data szczególna. Ukształtowała się granica która aż do kapitulacji nie uległa w większym stopniu zmianie. Ofensywa południowa i zachodnia sparaliżowała obronę Niemiecką, pozbawiając ją zaplecza i możliwości zaopatrzenia. Z relacji Ericha Schönfeldera który streścił ostatnie dni, bije przekonanie o zbliżającym się końcu i bezcelowości dalszej walki:
„(…) W kwietniu położenie twierdzy stało się wręcz tragiczne. Po zdobyciu lotniska, Gądowa, Pilczyc i Popowic Rosjanie rozwinęli od zachodu natarcie w głąb miasta i do 8 kwietnia wyszli na wysokość poznańskiej linii kolejowej. Zostali tu przejściowo zatrzymani zdecydowanymi kontratakami oddziału dział pancernych Rettera i batalionów Hitlerjugend, był to jednak sukces krótkotrwały. 18 kwietnia Rosjanie sforsowali wysoki nasyp linii kolejowej i nacierali w dwóch kierunkach. Po pierwsze – przez ogródki w stronę grobli odrzańskiej i strzelnicy wojskowej przy Lange Gasse, następnie zaś koszary żandarmerii przy Posenerstrasse. Po drugie – nacierali wzdłuż Frankfurterstrasse. W tym rejonie bronił się batalion wojsk kolejowych Pötsch oraz pododdziały pułku Mohr. 21 kwietnia mocno wykrwawiony pułk Mohr został zluzowany przez SS Besslein, który jednak również nie mógł całkowicie zatrzymać przeciwnika. Do końca kwietnia Rosjanie opanowali Strigauer Pltz i dotarli do Wacht Platz i Nikolai Platz oraz wyszli nad Odrę w rejonie stoczni rzecznej. (…)”
 Patowa sytuacja dotyczyła także ewentualnej możliwości przebicia się wrocławskiego garnizonu. Co prawda plany dotyczące opuszczenia kleszcza aż do końca kwietnia były rozważane przez Niehoffa. Ucieczka miała odbyć się południowymi dzielnicami, jednak w porę przechwycone meldunki pozwoliły Głuzdowskiemu przygotować się na taką okoliczność. Silne zgrupowanie obronne, głównie artyleryjskie 6 Armii, wszystkie dostępne czołgi i działa pancerne zostały skierowane właśnie na południe miasta. Pozycje radzieckie zostały zaminowane i wzmocnione rozmieszczonymi gęsto miotaczami ognia. Na Krzyki przeniesione zostały siły 112 Dywizji Piechoty które zluzowały 309 Dywizję. Do przebicia nigdy nie doszło, decyzja komendanta była bardzo pragmatyczna. Obrońcom twierdzy po prostu brakowało amunicji i sprawnej broni. Wątpliwości na temat dalszej walki pojawiły się także u Vertona którego wspomnienia są świadectwem motywacji najbardziej zagorzałych obrońców twierdzy:
„(…) Z militarnego punktu widzenia, w danym momencie nie mieliśmy powodów do zaprzestania walki. Lecz sytuacja na tyłach dała o sobie znać w formie pierwszych poważnych wątpliwości, kiedy w naszej zdolności utrzymania się ukazały się pierwsze złożyliśmy przysięgę, która była dla nas świętością. Po drugie woleliśmy raczej umrzeć, niż stać się jeńcami wojennymi, przynajmniej u czerwonych. Ponadto nie mogliśmy nie myśleć o strasznej doli cywilów, takiej jakiej doznali już w Prusach Wschodnich i na Śląsku. Nie mogliśmy się poddać.(…)”
25 kwietnia granica niemiecko-radziecka przebiegała na północy - zachodnim skrajem Lasku Osobowickiego do przystanku Osobowice, następnie na północny wschód od Polanowic sięgała koryta Widawy dochodząc do Odry naprzeciw Wyspy Opatowickiej. Na lewym brzegu strona niemiecka utrzymywała przekształcone w punkty oporu zabudowania Opatowic, Nowego Domu i Bierdzian. Podstawową linią oporu była Górna Oława na poziomie ulicy Wilczej. Dalej na zachód przebiegała gruzowiskiem ulic Pięknej i Kamiennej, łukiem do Lwowskiej. Kolejnym punktem w topografii miasta była ulica Skwierzyńska, ulica Żelazna ulica Pereca do nasypu linii kolejowej w miejscu przecięcia się z ulicą Grabiszyńską. Zachodnia część Wrocławia przegrodzona była linią wytyczoną linią od Dworca Świebodzkiego, ulicą Braniborską do ulicy Inowrocławskiej, następnie zakręcała do Odry naprzeciw Kępy Mieszczańskiej.

Działania militarne Rosjan zastąpione zostały aktywnością propagandową. Samoloty radzieckie nie zrzucały już bomb, tylko niezliczone ilości ulotek. Działa nie ostrzeliwały kamienic tylko wystrzeliwały pociski propagandowe z agitacją która miała osłabić morale obrońców twierdzy. Nowością były ulotki w formie przepustek gwarantujących poddającym się zachowanie życia i mienia osobistego. Od tego momentu pęknięcie w ideologicznej podstawie niemieckich żołnierzy tylko się pogłębiało. Od dzisiaj do końca oblężenia właściwie wszyscy Niemcy także SS-mani posiadali przy sobie takie przepustki, Verton nic o przepustach nie napisał, co nie oznacza że też w kieszeni munduru nie czekał bilet do życia . Propaganda radziecka obejmowała także audycje radiowe nadawane bezpośrednio na pierwszej linii frontu demaskujące głównie decyzje oficerów i fałszerstwa propagandy nazistowskiej.[tom] 

sobota, 25 kwietnia 2015

25 kwietnia, środa. "jego los jest przesądzony"

Tego dnia do Trumana i Churchilla dotarła wiadomość w którą początkowo nie chcieli uwierzyć, była to wiadomość przekazana przez księcia Folke Bernadotte szefa szwedzkiego Czerwonego Krzyża i pochodząca od Heinricha Himmlera, jak go nazywał Hitler "der treue Heinrich", wiernego Henryka. Przywódca SS donosił iż Hitler znajduje się w ciężkim stanie i nawet jeżeli jeszcze żyje, to wkrótce umrze lub popełni samobójstwo. Wobec tego Himmler jest gotów podjąć negocjacje i skapitulować wobec aliantów zachodnich. Propozycja ta bez żadnych rozważań została odrzucona i poinformowano o niej Stalina, który napisał: "Armia Czerwona będzie nadal nacierała na Berlin w interesie naszej wspólnej sprawy". Oczekiwany przez Hitlera "Cud domu brandenburskiego" (Mirakel des Hauses Brandenburg) nie nastąpił.

Wojna w Europie definitywnie się kończyła, dziś włoscy partyzanci wyparli faszystów i wojska niemieckie z Genui, Mediolanu i Turynu. Włochy przestały być krajem okupywanym. Wojska fińskie wyparły z kraju resztki wojsk niemieckich. W San Francisco rozpoczęła się konferencja założycielska ONZ, w której wzięły udział delegacje 50 państw. Nie było wśród nich delegacji polskiej.

Porucznik Albert Kotzebue z amerykańskiej 69 Dywizji dowódca 26-osobowego patrolu nad Łabą w pobliżu miasteczka Strehla spotkał dziwnego jeźdźca. Pomyślał, że być może jest to żołnierz sowiecki. Tłumacz zapytał "Jesteś Rosjaninem?", na co ten odrzekł po rosyjsku, że tak. Zapytany gdzie jest jego oddział wskazał za rzekę. Po dotarciu do rzeki Kotzebue i jego ludzie znaleźli łódkę i przeprawili się przez Łabę wiosłując kolbami karabinów. Na drugim brzegu ujrzeli rozciągające się na kilkaset metrów pobojowisko, byli tam sami martwi cywile, zniszczone wozy, rozrzucona odzież i bagaże, mężczyźni, kobiety i dzieci. Wszyscy martwi i nie wiadomo kto dokonał tej zbrodni. Idąc dalej napotkali oddział Armii Czerwonej, obie strony zasalutowały. Był 25 kwietnia, godzina 13.30. III Rzesza została rozcięta wpół. Słynne spotkanie w Thorgau prawie trzy godziny później o 16.20. Oddziały 1 Frontu Ukraińskiego i amerykańskiej 1 Armii generała Hodgesa nawiązały łączność.

wyrzutnie BM-13 na ulicach Berlina, "organy Stalina"
Tego samego dnia okrążony został Berlin. Miasto pozbawione było zorganizowanego garnizonu i jednolitego dowództwa, obok siebie walczyły Volkssturm, SS, Hitlerjugend, policja i straż pożarna, czasem jednego obiektu broniło kilka jednostek każda pod innym dowództwem, wielu ludzi walczyło nie wiedząc w ogóle czyje rozkazy wykonuje. Generał Weidling usiłował jakoś nad tym zapanować, wzmocnił obrońców resztkami swojego 56 korpusu. Ale nic już nie mogło zmienić sytuacji. Sowieci nie tracili czasu na walkę, korzystając z siły ognia niszczyli i palili wszystkie budynki, z których do nich strzelano. Place i ulice, lotniska Tempelhof i Gatow zastawione były artylerią i największym koszmarem Niemców "organami Stalina", oddziały artyleryjskie w amoku bitewny mając nieograniczone zasoby amunicji strzelały bez przerwy niszcząc ulicę po ulicy, systematycznie zamieniając Berlin w rumowisko i płonące zgliszcza. Jak to opisał później volkssturmista Edmund Heckesher "Było tak wiele pożarów, że nie było nocy. można było czytać gazetę gdyby się ją miało". Niektóre oddziały zostały rozpuszczone do domów przez własnych dowódców, ponieważ z braku broni i doświadczenia do niczego się nie nadawały. Dezercja stała się normą. Rozpętało się znane z Wrocławia szaleństwo sprawiedliwości twierdzy. We Wrocławiu miało to przynajmniej pozory zachowania procedur, tu w Berlinie nie było na to czasu. Egzekucji dokonywano na miejscu albo bezpośredni na rozkaz dowódcy. Po mieście krążyły patrole SS przeszukujące budynki w poszukiwaniu ukrywających się żołnierzy. Taki sam los czekał schwytanych żołnierzy sowieckich. Wysadzono połowę z ponad dwustu czterdziestu mostów, ponieważ brakowało dynamitu używano bomb lotniczych. W szaleństwie walki nikt nie pytał po się ją jeszcze toczy. Czego właściwie te resztki wojska i pośpiesznie zmobilizowani cywile bronią. Tak samo jak we Wrocławiu obie strony niszczyły miasto a postronne osoby ginęły tysiącami. SS wysadziło kilkukilometrowy tunel kolei podziemnej biegnący pod Szprewą i kanałem Landwehry, znajdowały się w nim cztery pociągi z rannymi i tysiące cywilów szukających bezpieczeństwa. Rozegrały się dantejskie sceny kiedy ludzie deptali po sobie uciekając przed walącą się na nich ścianą wody. Nieliczni ocaleli. Metro było zapchane ludźmi, którzy się dusili i umierali. Umarłych nie można było przenieść przez tłum. Toalety zostały natychmiast zatkane. Miejsca znajdujące się bliżej powierzchni były zagrożone na zniszczenie rakietami, opowiadano sobie, że sowieci wszędzie gdzie wchodzą najpierw strzelają miotaczem ognia. Setki cywilów koczowały w wieżach przeciwlotniczych wielkich żelbetowych monstrach rozstawionych wokół centrum miasta, które były najeżone bronią przeciwlotniczą. Teraz schowano w nich także najcenniejsze zbiory berlińskich muzeów. Kilka dni wcześniej profesor Ernst Grawitz zwierzchnik Niemieckiego Czerwonego Krzyża oraz główny chirurg Himmlera, uwikłany w eksperymenty na ludziach, człowiek z pewnością uprzywilejowany i przedstawiciel berlińskiej elity usiadł wieczorem do kolacji i kiedy wszyscy zajęli miejsca wyszarpnął zawleczki dwóch granatów zabijając wszystkich na miejscu. Przez miasto przetoczyła się fala samobójstw. To wszystko co znaliśmy z Wrocławia spadło na Berlin z o wiele większą prędkością i na większą skalę. Berlin nie zasłużył sobie na ten los, pomimo umizgów Hitlera i specjalnych starań NSDAP osiągało tu za czasów demokracji najgorsze wyniki. Na większe uroczystości partyjne trzeba było przywozić działaczy z Monachium. Poza tym teraz społeczeństwo Berlina to były prawie same kobiety. W 1939 miasto miało zrównoważoną charakterystykę demograficzną i około 4,3 mln mieszkańców, zapłaciło okrutną cenę za wojnę rozpętaną przez Partię. Z powodu strat w ludziach, poboru coraz większej liczby mężczyzn, a w końcu ucieczki tysięcy ludzi zawczasu przewidujących jaki los czeka stolicę III Rzeszy w styczniu 1945 pozostało w niej 2,9 mln ludzi, przy czym mężczyzn w wieku 18-30 lat było tylko 100 tys. Cornelius Ryan szacuje, że w wyniku strat wojennych pierwszych dni ataku wśród żywych wciąż pozostawało w obrębie miasta 2,7 mln ludzi z czego około 2 miliony to były kobiety. I co zadziwiające, nie wiadomo jak i po co, płacąc za to okrutną cenę Berlin wciąż się bronił. Front od strony północnej stanął w miejscu. Znaczący postęp udało się sowietom uzyskać od południa i południowego wschodu.

Sytuacja 2 Armii w okolicach Budziszyna przestała się pogarszać. Po długim, zbyt długim oczekiwaniu, w końcu pojawił się w sztabie osobiście marszałek Koniew i przywrócił porządek bitewny co uratowało 2 Armię kompletnej klęski. Ale nie jest to jeszcze koniec tragedii Armii. Po Dreznem wciąż stoi 9 Dywizja Piechoty.

We Wrocławiu dziś następuje poważny przełom. Zdobyty został po zaciekłych walkach bunkier na pl Strzegomskim, sowieckim saperom udało się odnaleźć podejście i mimo ciągłego ognia udało im się podłożyć pod ścianę w sumie około 300 kg ładunek, w ostatniej chwili wybuch ranił szeregowca Władimira Dimitriewa i rozerwał przygotowany sznur Pickforda, jednak przezwyciężając ból saper podpalił go jeszcze raz i wybuch rozsadził dwumetrowej grubości mur. Saperzy zaczęli wrzucać do otworu granaty, świece dymne i butelki z mieszaniną zapalającą. Niemcy dusząc się od dymu zaczęli uciekać ze schronu i byli chwytani w niewolę. Godzinę później Dimitriew został zabity przez niemieckiego snajpera. Natomiast oddziały 74 Korpusu, które dzięki wsparciu 135 dywizji mogły wznowić natarcie wyszły na wysokość portu miejskiego na Odrze przy ul Długiej, odcinka pomiędzy ulicami Inowrocławską a Młodych Techników, ulicy Dobrej i Braniborskiej.

Hugo Hartung jeszcze wczoraj zadowolony z sytuacji w jakiej się znalazł, niemal nie myśląc o tym co się dzieje naokoło i o tym co się stanie wkrótce dziś nieoczekiwania staje się świadkiem koszmaru twierdzy: "Przyprowadzają do naszego sztabu dezertera. Jest to rzemieślnik z Wrocławia, ojciec kilkorga dzieci, który próbował się uchylić od walk w obronie twierdzy, by zając się swoją rodziną. Dobrze mu patrzy z twarzy i wygląda na porządnego człowieka. Gdy jednak pułkownik pyta go o powody jego zachowania nie odpowiada. Wie, że jego los jest przesądzony. Przesłuchanie przyjmuje niemiły obrót wraz przybycia młodego podporucznika, który obrzuca aresztanta najplugawszymi wyzwiskami i mówi, że na takiego szkoda nawet naboi. Twierdzi,że powinno się go obsypać wapnem i wrzucić do latryny. Wieczorem podporucznik jeszcze raz przychodzi do sztabu by dowiedzieć się, czy na dezerterze wykonano wyrok sądu wojennego". [td]

piątek, 24 kwietnia 2015

24 kwietnia, wtorek

24 kwietnia, wtorek
Dzisiaj kiedy operacja berlińska wchodziła w decydującą fazę , w przeddzień sforsowania Kanału Hohenzollernów, ostrzał artyleryjski poprzedził desant piechoty I Frontu Ukraińskiego. Przewaga oddziałów marszałka Koniewa była bardzo duża, pozwoliło to wieczorem zająć park Teltow i dotrzeć do linii kolei miejskiej S-Bahnów. Tymczasem w Polsce, głęboko w Bieszczadach we wsi Dwernik ukraińskie bojówki zamordowały 2 Polaków, niezwykle niebezpiecznych: matkę i kilkuletniego syna, podobnie w Starej Wsi pow. Lubaczów zamordowanych z tej samej tępej nienawiści zostało 5 Polaków i 3 Ukraińców, w tym 2 kobiety. Wojna polsko – polska miała dzisiaj również obraz bardzo spektakularny. W Puławach zwanych także Nową Aleksandrią oddział majora Mariana „Orlika” Bernaciaka po wcześniejszych długich przygotowaniach obiętych największą tajemnicą został zwołany na zbiórkę. Pomysł odbicia  więźniów z rosyjskiej katowni przyjęty został z radością. Zgłosił się cały oddział. Część grupy odgrywała rolę czerwonoarmistów, reszta grała leśnych bandytów. Do więzienia dotarli około godziny 15.  Jako pierwsze uwolnione zostało 6 kobiet które akurat wychodziły z toalety. Wkrótce po tym zajęto cały budynek. Chwilę po tym Studebackery wypełnione więźniami opuściły mury więzienia. „Orlik” przebrany za oficera Armii Czerwonej krzyczał o rosyjsku „ Polacy biją naszych”, chaos jaki wywołał, skutecznie odciągnął uwagę  radzieckich żołnierzy. Przekroczyli bramę więzienia i przez pomyłkę otworzyli ogień do pozostałych przy życiu UB-eków. Major „Orlik” był na tyle daleko, że 107 więźniów było bezpiecznych. W wyniku akcji zginęło dwóch żołnierzy oddziału majora, pięciu funkcjonariuszy UB i dwóch milicjantów.
Wrocław odległy zarówno od Przemyśla jak i od Berlina który dopiero wchodził w stan który nad Odrą znany był od dawna, tracił właśnie Szczepin. W walkach brał udział major Michaił Orłow:
„(…) W kwietniu 359 Dywizja Piechoty została ponownie przegrupowana na zachodni skraj Wrocławia i wzięła udział w walkach o lotnisko wrocławskie oraz o Popowice i Kozanów, a następnie działała na północ od ul. Legnickiej. 23 kwietnia 1198 pułk piechoty otrzymał zadanie oczyszczenia z przeciwników kwartałów nr 137, 138, 140, 141 pomiędzy ulicami Czarnieckiego, Ścinawską i Rynkiem Szczepińskim, by następnie nacierając w kierunku wschodnim, wyjść nad Odrę w rejonie ulicy Długiej. W czasie tych walk odwagą i inicjatywą wyróżnili się żołnierze wojsk chemicznych. Jeszcze w czasie artyleryjskiego przygotowania natarcia stworzyli gęstą zasłonę dymną, pod osłoną której piechota wyruszyła do ataku. Nacierając w składzie jednej z kompanii, sierżant Siemionow oraz szeregowcy Murzin i Smirnow zbliżyli się do budynku uparcie bronionego przez Niemców i obrzucili piwnice butelkami z materiałami zapalającymi. Płomienie szybko ogarnęły cały dom, co zmusiło hitlerowców do pośpiesznej ucieczki. W tym czasie nasi piechurzy, uzbrojeni w pistolety maszynowe, nie czekając na ostateczny rezultat walki, obeszli budynek i niespodziewanie uderzyli na pozycje wroga w kwartale 140 pomiędzy Czarnieckiego i Zielonogórską i Zachodnią. Zaskoczeni tym Niemcy rzucili się w panice do ucieczki. Nasi piechurzy likwidowali ich prowadząc ogień w biegu…(…)”

Rynek Szczepiński zasłonięty został czarną kotarą przez „dymotwórców” sierżanta Połupanowa, podpalone świece dymne umożliwiły czerwonoarmistom wdarcie się do budynków przy Poznańskiej. Wali trwały także w nocy, front przesunął się w kierunku ulicy Młodych Techników. Ruiny domów wciąż obsadzone były Niemcami. Kontratak był tylko kwestią czasu, otoczony oddział radziecki musiał się zdecydować na krok który był wielkim ryzykiem, jednak nie większym niż śmierć, telegrafista leżał martwy a linia została zerwana
„(…) Wówczas Osipow zdobył się na czyn szalony, lecz uwieńczony powodzeniem. Wziął w rękę długą linkę i trzema skokami przebył ostrzeliwany odcinek. Serie z karabinu maszynowego minęły go centymetry.(…)”
Ostatecznie łączność została przywrócona. Kontratakujący Niemcy zostali wyparci.
Szczepin, jeden z najpiękniejszych rejonów miasta został zamieniony w kupę gruzu, wywiezionego wkrótce do odbudowującej się Warszawy. Niemcy wysadzali kamienice, kopali rowy strzelnicze, stawiali barykady. W obrębie Szczepina walczyły razem 359, 294 i 135 Dywizja Piechoty która dołączona została do 6 Armii. Poprzednio czerwonoarmiści ze 135 walczyli w Katowicach, jeszcze wcześniej w Krakowie, mieli w pamięci ofiary Auschwitz i żywe trupy które jak cienie przesuwały się na tle białego śniegu. [tom]

czwartek, 23 kwietnia 2015

23 kwietnia, poniedziałek. "życzymy wam wszystkim szczęścia"

Poprzedniego dnia, 22 kwietnia z samego rana przez Łabę w okolicach Magdeburga przeprawiło się trzech żołnierzy Wehrmachtu w celu poddania się do niewoli. Był to rejon zatrzymanej na Łabie amerykańskiej 9 Armii. Kiedy zaczęto ich przesłuchiwać okazało się, że jednym z nich jest generał porucznik Kurt Dittmar - oficer, który każdego dnia przez radio nadawał komunikaty z frontu i znany był jako "głos niemieckiego Wehrmachtu". Był cennym źródłem i chętnie mówił. Z miejsca zaczęto go pytać o rzeczy najważniejsze: co wie o Twierdzy Narodowej, jakie są tam siły, jak wygląda przygotowanie do obrony i czy jest tam Hitler. Był bardzo zaskoczony tymi pytaniami. Jaka Twierdza Narodowa? Pytający byli uparci i nie od razu zaakceptowali wyjaśnienie Dittmara, że ta tak zwana Twierdza Narodowa jest mrzonką, nie istnieje, jedynym źródłem skąd się o niej dowiedział była jakaś szwajcarska gazeta. Hitler natomiast - wyjaśniał Dittmar - jest w Berlinie, cały czas tam był i jest zdecydowany pozostać, zginie lub popełni samobójstwo, ale nigdzie nie zamierza uciekać. Obie te wiadomości były dla aliantów kompletnym zaskoczeniem, trudno powiedzieć która większym. Z pewnością wiadomość, że w Berlinie jest Hitler było zaskoczeniem niezwykle gorzkim. Właśnie wjechały tam sowieckie czołgi.

T-34 nacierają na przedmieściach Berlina, 23 kwietnia 1945
23 kwietnia 3 Gwardyjska Armia Pancerna generała Rybałki przekazała Zossen oddziałom tyłowym i nacierała już na terenie aglomeracji berlińskiej na Kanał Teltow. Od południowego wschodu do Berlina wdzierała się elita 1 Frontu Białoruskiego: 8 Gwardyjska Armia legendarnego obrońcy Stalingradu generała Wasilija Czujkowa oraz 1 Gwardyjska Armia Pancerna po przekroczeniu Szprewy i Dahme na południe od Kopenick, wzdłuż linii komunikacyjnych nacierały w kierunku centrum miasta na Britz i Neukolln, równocześnie od zachodu atakowała 5 Armia Uderzeniowa na Treptow i Lichtenberg, a 3 Armia Uderzeniowa od pólnocnego wschodu na Wedding i Pankow. Siły niemieckie ciągle znajdujące się pod atakiem, wobec miażdżącej przewagi Armii Czerwonej były pozbawione inicjatywy taktycznej i trwale zepchnięte do defensywy. 23 kwietnia berlińska linia frontu biegła Kanałem Teltow i dalej Szprewą, a potem na północ biegiem drogi B 96 aż do zetknięcia się z Schifffahrtskanal (BSK) do Jeziora Tegel i Hawelą na południe. Tego dnia osobisty rozkaz Stalina (nr 11074) wyznaczył linię rozgraniczającą ten zdumiewający wyścig do flagi jaki prowadzili konkurujący ze sobą sowieccy marszałkowie: Lubben, Teuplitz, Mittewalde i tu wchodziła do Berlina na Mariendorf i tu lekko skręcała na północ do Dworca Anhalckiego (Berlin Anhalter Bahnhof). Marszałek Koniew patrzył na to rozgraniczenie z desperacją. Flagą do której się ścigali był oczywiście budynek Reichstagu leżący dokładnie półtora kilometra na północ od Dworca Anhalckiego, więc chociaż rozgraniczenie nie rozstrzygało definitywnie kto jest bliżej, ale sama konfiguracja sił mówiła mu, że decydujące zwycięstwo tej wojny właśnie wymknęło mu się z rąk. Żukow nacierał zewsząd, z północy, od wschodu i południowego wschodu, właśnie na tym ostatnim kierunku szło główne uderzenie. Nietrudno było zauważyć, że Czujkow najlepszy człowiek Żukowa specjalnie został umieszczony przy linii rozdzielającej, żeby wojska Koniewa "przypadkiem" nie wdarły się na jego teren znajdując szybszą drogę do Reichstagu. Ani marszałek Koniew, ani marszałek Żukow nie wiedzieli, że prawdziwy cel znajduje się w połowie drogi z Dworca Anhalckiego do Reichstagu, w sąsiedztwie Kancelarii Rzeszy, gdzie w dziurze w ziemi chroniony przez żelbet i resztkę wiernych sobie ludzi umierał kapral Adolf Hitler.

Teraz już tylko umierał, bo podczas wczorajszej odprawy wpadł w furię, kompletnie stracił panowanie nad sobą, a na końcu załamał się i po raz pierwszy przyznał, że wojna jest przegrana. Generał Weidling, który przyszedł złożyć raport opisuje go tak: "Zobaczyłem nalaną twarz z rozgorączkowanymi oczami. Kiedy usiłował wstać, zauważyłem ku swemu przerażeniu, że trzęsą mu się ręce i nogi. Wreszcie z wielkim trudem udało mu się podnieść. [...] jego lewa noga chodziła jak wahadło zegara tylko szybciej". Wkrótce Weidling kilka godzin wcześniej zaocznie skazany na śmierć został kolejnym komendantem obrony Berlina. Wyrok został wydany bo jego 56 Korpus utracił łączność i panowało przekonanie, że zdezerterował, podobno korpus był widziany na zachód od Berlina. Generał Reymann został wcześniej odwołany ku swojemu zaskoczeniu osobiście przez Hitlera, na jego miejsce powołano człowieka który cały dzień dzwonił do znajomych opowiadając o tym jaki zaszczyt go spotkał, ale i jego Hitler odwołał sam stając na czele garnizonu stolicy. Później i z tego zrezygnował. Zmiany te obrazują styl dowodzenia Führera, który wprawiał doświadczonych oficerów w zdumienie i wściekłość. Wbrew wszelkim sugestiom kazał bronić każdej pozycji za wszelką cenę, tracąc w systemie twierdz poważną ilość związków bojowych. Jedną z tych twierdz był Wrocław. Kiedy sztabowcy wskazywali na zagrożenie ze wschodu krzyczał, że to papierowa armia, komunistyczna propaganda, a za klęski na wschodzie odpowiadają zdrajcy, że ofensywa Armii Czerwonej musi się załamać. Nie załamało się aż do dziś, co mógł przewidzieć każdy kto wiedział, że 80% strat armii niemieckiej to front wschodni. Na każdych pięciu poległych żołnierzy niemieckich, czterech ginęło na wschodzie. Tymczasem większość armii umieścił na zachodzie, i to każąc bronić się przed linią Renu, zamiast za nią. Zamiast umocnić front na Odrze wysłał wojsko na Węgry z zadaniem odbicia pól naftowych. Kiedy generał Heinrici usiłował stworzyć jakąś obronę przed gigantyczną armią marszałka Żukowa w ostatniej chwili odebrał mu siedem dywizji pancernych kierując je na południe, bo według niego tam miała rozstrzygnąć się wojna. Teraz choć Heinrici stanowczo tego żądał i to grożąc oddaniem dowództwa, odmawiał zgody na wycofanie 9 Armii, która mogła uszczelnić obronę na przedpolu stolicy. To Hitler podał Berlin na tacy Stalinowi. Miasta nie bronił żaden regularny związek bojowy. Była pośpiesznie sformowana 12 Armia generała Wencka, która ledwo miała dość sił by się bronić, oraz zebrany z resztek Związek Armijny Steinera (Armeeabteilung Steiner) generała SS Felixa Steinera czyli 6 batalionów piechoty, 5 dywizja pancerna i dywizja spieszonej marynarki. Były też resztki Grupy Armii Wisła. Wszystko to bez wzajemnej łączności i żadnego planu. Oprócz tego luźna sieć punktów oporu tworzonych ad hoc z tego co było. Wszędzie tam gdzie jeszcze sowieci nie dotarli meldowano generalne rozprzężenie. Żołnierze grupami i pojedynczo kierowali się na tyły, wszyscy twierdząc, że właśnie zostali polecenie dostarczenia czegoś albo udają się do nowego rejonu koncentracji.

A 23 kwietnia spadł na Hitlera kolejny cios: otrzymał depeszę od Hermanna Göringa, w której marszałek Rzeszy proponował podjęcie negocjacji w imieniu Führera, depesza kończyła się słowami "jeżeli nie otrzymam odpowiedzi do godziny 10 wieczorem dzisiejszego dnia, uznam, że nie ma Pan swobody działania i zacznę działać w najlepiej pojętym interesie naszej ojczyzny i narodu", Hitler podarł depeszę i wrzasnął że jeżeli Göring natychmiast nie złoży dymisji to zostanie rozstrzelany. W radio - które jeszcze działało - ogłoszono iż marszałek Göring ze względu na chorobę serca poprosił o zwolnienie go z licznych obowiązków a Führer przychylił się do tej prośby. Radio jeszcze działało, ale 22 kwietnia przestał działać funkcjonujący nieprzerwanie od ponad stu lat telegraf, ostatnia depesza pochodziła z Tokio i brzmiała "życzymy wam wszystkim szczęścia". Z lotniska Tempelhof odleciał ostatni samolot z 9 pasażerami kierując się do Sztokholmu. Goebbels wysłał straż pożarną na zachód, bo nie chciał by wozy wpadły w ręce sowietów. Kilka dni później komendant straży generał Walter Golbach, nie wiedząc kto wydał ten rozkaz, odwołał go i część wozów wróciła do Berlina. Kiedy się dowiedział przerażony świadomością, że odwołał rozkaz Goebbelsa usiłował popełnić samobójstwo. Jednak SS zdążyło go dopaść i dokonać przepisowej egzekucji. Policja już dawno w całości była zmilitaryzowana i przestała pełnić funkcje porządkowe. W mieście zapanował chaos. Przerażeni perspektywą oblężenia i śmierci głodowej ludzie zaczęli w biały dzień rabować składy kolejowe i sklepy. Pracy natomiast nie przerwała stacja meteorologiczna w Poczdamie i 11 z siedemnastu browarów. 20 kwietnia zamknięto dopływ wod ydo berlińskiego ZOO.

Berlińczycy przeklinali bombardujące ich samoloty, ale ich nienawiść była skierowna na bezosobową maszynę wojny, w gruncie rzeczy od początku sowieckiej ofensywy w styzcniu 1945 mieli nadzieję, na to że Armia Czerwona zostanie zatrzymana, że utknie, a nagle znad Renu ruszą alianci i że nic ich na tej drodze nie zatrzyma. Wojna była przegrana to wiedział każdy cywil, nie trzeba było być strategiem, żeby to dostrzec. Ale byłą ogromna różnica między przegraną wobec aliantów zachodnich a koszmarem nadciągającym ze wschodu. Kiedy na początku kwietnia Amerykanie przełamali front i ruszyli na wschód robiąc kilkadziesiąt kilometrów dziennie, na kótko wydawało się to być w zasięgu ręki. Wszyscy słuchali niemieckich komunikatów radia BBC i śledzili posuwanie się jednostek US Army, niemalże jak wyzwolicieli. Bo w wizji berlińczyków tylko Amerykanie mogli ich wyzwolić, ale nie od reżimu Hitlera, nie od wojny, mieli ich uratować przed Armią Czerwoną, przed bestiami z goebbelsowskiej propagandy która z Nemmersdorf zrobiła symbol żywy w wyobrqaźni każdego Niemca. I nagle, z zupełnie niezrozumiałych przyczyn Amerykanie stanęli, zatrzymali się na Łabie. Chwilę później ruszyła bolszewicka nawała i wszystkie nadzieje umarły. Amerykanie nie nadeszli i nie było ani jak ani dokąd uciekać. Znany nam z przemówienia we Wrocławiu doktor Werner Naumann przyznał: "nasza propaganda na temat jacy są Rosjanie, czego ludność Berlina może się po nich spodziewać, była tak skuteczna, że wprawiliśmy berlińczyków w przerażenie. [...] posunęliśmy się za daleko, nasza propaganda rykszetem trafiła w nas". Jednym z sukcesów tej propagandy stała się popularność rozmów i rozmyślań na temat samobójstwa. Funkcjonariusze partyjni, urzędnicy szczebla ministerialnego, oficerowie z łatwością mogli się zaopatrzyć w truciznę, najbardziej popularną tej wiosny był cyjanek w kapsułkach znany jako KCB. Produkwoano go masowo i już wkrotce wystarczyło pójśc do lekarza pod byle pozorem i zapytać się o jakiś środek ostateczny. Ci którzy nie mieli dostępu do cyjanku gromadzili barbiturany, trutkę na szczury, albo lekarstwa, które łatwo było przedawkować. Popularne, szczególnie wśród kobiet stały się żyletki ukrywane dyskretnie w przyborach toaletowych. Rozmowy na temat samobójstw stały się powszechną rzeczą, chociaż oczywiście starano się nie mówić o tym przy dzieciach.

Wczoraj 22 kwietnia 2 Dywizja Piechoty 1 Armii Wojska Polskiego dotarła do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, położonego 30 km na północ od Berlina. W ciągu poprzednich dwóch dni SS wyprowadziło w Marszach Śmierci ponad 30 tysięcy więźniów. Kiedy do obozu weszli Polacy, zastali tam jeszcze 3 tysiące ludzi. W sierpniu NKWD na terenie dawnego obozu koncentracyjnego założyło swój własny - Obóz Specjalny nr 7. Jednym z jego komendantów był Roman Rudenko główny prokurator strony sowieckiej podczas procesów norymberskich. W obozie NKWD trzymało nazistów, oficerów niemieckich, antykomunistów i ludzi, którymi z różnych względów się interesowali. Przez pięć lat istnienia obozu przewinęło się przez niego 60 tysięcy ludzi, z których 12 tysięcy umarło tam, głównie z chorób i niedożywienia. Za czasów hitlerowskich zginęło tam około 30 tysięcy ludzi, głównie żołnierzy Armii Czerwonej.

Dzisiaj Amerykanie dotarli do obozu koncentracyjnego we Flossenbürgu, w Bawarii. Napotkali tam półtora tysiąca ledwo żywych więźniów. Liczba ofiar obozu oceniana jest podobnie jak w Sachsenhausen na 30 tysięcy. 20 kwietnia SS rozpoczęła ewakuację więźniów do Dachau, uformowali Marsz Śmierci składający się z 22 tysięcy ludzi, 7 tysięcy z nich nie dotarło do Dachau.

Na południe zaś od Berlina pomiędzy Dreznem a Zgorzelcem właśnie trwała masakra polskiej 2 Armii. Polacy pod dowództwem generała Świerczewskiego ginęli tysiącami. Groza sytuacji z pewnością dotarła już do sztabu Koniewa, który dotąd ograniczał się do wydania ścisłych dyrektyw i przydzielenia oficerów, którzy mieli kontrolować poczynania znanego z niekompetencji generała "Waltera". Koniew wiedząc, że jest to człowiek politycznie ważny dla przyszłych polskich władz nie chciał psuć mu wizerunku. Ale Świerczewski nie zrozumiał w ogóle, że jego głównym zadaniem jest osłona lewej flanki Koniewa i ruszył na Drezno w zupełnym chaosie. Kiedy od południa uderzyły na 2 Armię siły Schörnera zlekceważył zagrożenie i dopiero kompletne rozbicie jednostek w pobliżu Budziszyna uświadomiło mu co się dzieje. A może i to nie. W tym momencie nie miało to już żadnego znaczenia, 2 Armia nie istniała już jako działająca jednolicie formacja. Jeszcze wczoraj rano 1 Korpus Pancerny nacierał na Drezno i dostał rozkaz cofnięcia się do Budziszyna, dotarł tam wieczorem i był to pierwszy znak poprawy sytuacji, ale zmieniło to dramatycznego położenia. Z 1300 żołnierzy polskiej 16 Brygady Pancernej przeżyło tylko 100, z 65 czołgów ocalały 3. Pod Dreznem wciąż pozostawała nie wiadomo w jakim celu polska 9 Dywizja Piechoty, a tymczasem artyleria 2 Armii była pozbawiona osłony piechoty.

Ponieważ piszemy o Wrocławiu, koniecznie trzeba wspomnieć o czymś co wydarzyło się nie w 1945 ale dwa lata wcześniej, otóż 23 kwietnia 1943 pododdział "Zagra-lin" Organizacji Specjalnych Akcji Bojowych Armii Krajowej dokonał zamachu bombowego na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Celem był stojący na peronie pociąg z żołnierzami Wehrmachtu, zginęły 4 osoby, a kilkanaście zostało rannych. Była to jedna z nielicznych operacji wojskowych Armii Krajowej przeprowadzonych za granicą. Zamachów AK na dworcu wrocławskim było więcej, przynajmniej trzy, ale nie ma zbyt wielu informacji na ten temat. Następny przeprowadzono 12 maja 1943.

Ksiądz Walter Laßmann opisuje bojowy nastrój twierdzy, bojowy w deklaracjach propagandy, wśród mieszkańców twierdzy coraz bardziej dojmujące staje się pytanie co po kapitulacji? Co się stanie? Co nas czeka? : "Niebo jest dzisiaj zachmurzone z czego cieszymy się gdyż w takich warunkach zawsze bardzo słabnie aktywność nieprzyjacielskiego lotnictwa. Wieczorem odwiedza nas porucznik Ehrenberg, który uświadamia nam powagę naszego położenia. Jeżeli twierdza zostanie w najbliższych dniach poddana, musimy po potwornościach bombardowań i pożarów być przygotowani na nowe niebezpieczeństwa - na wkroczenie zwycięskich czerwonoarmistów. Jak mogą nas potraktować? Jaki los czeka nasze kobiety i córki. Myśl o tym co może się zdarzyć budzi nasze obawy i troski. Bitwa o Berlin jest w pełnym toku. "Gazeta Frontowa" ukazująca się codziennie w twierdzy wciąż jeszcze brzmi w propagandowe tuby o wytrwaniu, przetrwaniu i o naszym zaciętym zdecydowaniu w walce z bolszewicką nawałą. I tak np. we wczorajszym wydaniu niedzielnym z 22 kwietnia czytamy: "Dopiero teraz nie wolno się poddawać, a przeciwnie należy dusić wroga tak długo aż ostatecznie pojmie beznadziejność swoich szalonych kroków przeciwko narodowi niemieckiemu".

Hugo Hartung zachwyca się Karłowicami a na świat wolny od wojny patrzy jak na jakąś odległą planetę: "Kwietny przepych Karłowic zapiera dech w piersiach. Na froncie nadal spokój. mogę pokusić się nawet o wizytę na najwyższym piętrze seminarium, gdzie zastaję wielką bibliotekę teologiczną z pięknymi starymi foliałami i księgami w skórzanych oprawach. Rozciąga się stąd również niezrównany widok na pokryte soczystą zielenią pola aż po łagodne pagórki Wzgórz Trzebnickich. Trudno uwierzyć, że leżą one na "wrogich" terenach. A jeszcze trudniej, że wojna się tam skończyła". [td]

środa, 22 kwietnia 2015

22 kwietnia, niedziela


22 kwietnia, niedziela
Tajemnica ocalonych wrocławskich mostów związana jest z kwietniową historią mostu Piaskowego. Zaminowane 16 mostów od lutego były przygotowane do wysadzenia w sytuacji gdyby strategicznie mogło to ułatwić obronę i powstrzymać atak Rosjan. Most Piaskowy był jednym z nich. Za podłożenie ładunków i prawidłowe pospinanie instalacji odpowiadał podporucznik inż. Schulz, dowódca kompanii technicznej. Kwietniowy incydent związany był z  bardzo celnym uderzeniem radzieckiego pocisku który spowodował uruchomienie trudnego do powstrzymania domina. Ostatecznie most Piaskowy został wysadzony, jednak stało się to zbyt wcześnie. Decyzją Schulza został on równie szybko ustawiony na nowo co prawda prowizorycznie, ale jego funkcja komunikacyjna została przywrócona. Stało się to pretekstem do podjęcia decyzji o rozminowaniu pozostałych przepraw przez wrocławskie rzeki.
Zacięte walki na zachodzie miasta, obecnie w okolicy placu Strzegomskiego i ulicy Zachodniej nie były dzisiaj jedynymi arenami walk. Południe które obecnie raczej było miejscem odpoczynku, przeżywało sporadyczne akcje zaczepne, miały one na celu ugruntowanie pozycji zajętego frontu. Stacjonująca tam połowa plutonu podporucznika Benscha wchodząca w skład 609 Dywizji miała w szeregach kapitana Mooshake który otrzymał w kwietniu list, szczególny.
„(…) Po wejściu Rosjan moja żona wyjechała wraz z dziećmi z Pomorza Wschodniego do Drezna. Kiedy byłej już w Breslau, Drezno zostało kompletnie zniszczone. Nie miałem żadnej wieści o mojej rodzinie. Pewnej nocy w okolicy Dworca Głównego zestrzelono niemiecki samolot. Pilot samolotu zdołał się uratować, skacząc ze spadochronem. Ponieważ wylądował w pobliżu stanowiska bojowego mojej dywizji, został tam zaprowadzony. Zapytał mnie czy znam kapitana Mooshakego. Na odpowiedź, że to ja nim jestem, podał mi list od mojej żony. W ten sposób otrzymałem wiadomość o tym, że w czasie nalotu na Drezno moja rodzina na przedmieściach zdołała się uratować z płonącego domu.(…)”
Najbardziej pożądanym miejscem we Wrocławiu był dzisiaj Ogród Zoologiczny, co prawda już bez zwierząt, ale za to ze świetną opieką i spokojem którego tak brakowało w okolicy ulicy Legnickiej. We wrocławskim ZOO zorganizowano dywizyjny ośrodek wypoczynkowy pod dowództwem majora Junga. Ciepłe jedzenie i wino kusiło pokrytych kurzem żołnierzy.
Północ miasta pomimo bliskości z pierwszym odcinkiem frontu, zachowywała dzisiaj umiarkowany spokój. Po lutowej ucieczce z Kozanowa grupy Tilgner z pułku Mohr, lewe skrzydło pułku Sauer zostało przesunięte aż do jazu Rędzin. Żołnierze  Sauer mieli trudne zadanie, pilnowania południowego brzegu Odry, ich rejon zajmował również wzgórza Szwedzkiego Szańca zwanego dawniej Winną Górą. Idealnym punktem obserwacyjnym była wieża im Cesarza Wilhelma I której 40 metrów wysokości gwarantowało możliwość doskonałego widoku we wszystkich kierunkach. Po 21 kwietnia przesunięto z północy na zachód batalion Wuttke który miał wspomóc SS Besslein i nowo powołaną grupę szturmową składającą się z pielęgniarzy. Informację o tych przedziwnym wsparciu można odnaleźć we wspomnieniach Niehoffa
„(…) Prócz tego udało się jeszcze, poczynając od pierwszych dni kwietnia zreorganizować lub ściągnąć na zachód dalsze siły piechoty. I tak 120 młodych sanitariuszy zamieniło opaskę z czerwonym krzyżem na broń. Zostali przydzieleni do jednostek bojowych. Z 800 oficerów piechoty z doświadczeniem frontowym, podoficerów i artylerzystów utworzono natomiast batalion artylerii jako samodzielną część załogi i wystawiono do walki na zachodzie, gdzie sprawdzał się w boju. Siły te zaoferował dowódca Urbatis, gdy wskutek rosnącego braku amunicji skazano na milczenie część baterii.(…)”
Tymczasem SS Besslein którego wspomóc mieli sanitariusze i oficerowie w roli artylerzystów walczył na Szczepinie chwilę  po tym jak wycofał się z rzeźni miejskiej przy ulicy Legnickiej. Dzisiaj byłby to spacer z Magnolii do Obi przy Długiej a później do Muzeum Współczesnego. 
Do końca w walkach Besslein uczestniczył Hendrik Verton:
„(…) Od połowy kwietnia nasz batalion był zaangażowany w ciężkie walki w sektorze Andersenstrasse i Steinoverstrasse. Z browaru Kipke w południowo-zachodniej części miasta zostaliśmy skierowani na Plac Strzegomski.(…)Ja dobrze pamiętam kto był lepiej wyposażony. Masy nowego wyposażenia pozostawionego przy ich wycofaniu się pokazywały, ze na każdą nową, lśniącą, mosiężną skrzynkę pocisków, jeszcze ciepłą przy dotyku, przypadała jedna pusta butelka wódki – alkoholu tworzącego kręgosłup każdego dobrego żołnierza rosyjskiego.(..)”
Verton wspomina walki w okolicy bunkra uwypuklając pijaństwo Armii Czerwonej, z pewnością uważał że jego ideowy kręgosłup prawdziwego nazisty jest dużo mocniejszy i bardziej wartościowy.[tom]


wtorek, 21 kwietnia 2015

21 kwietnia, sobota. "nie martwcie się, nacierajcie dalej"

Berlin 1945
21 kwietnia dokładnie o godzinie 11.30 berlińczycy po raz pierwszy usłyszeli ten charakterystyczny, świdrujący, pochodzący jakby z innego świata dźwięk. Gwałtownie zmieniał wysokość, zamienił się w gwizd i wtedy eksplozja rozerwała się na ulicy pełnej ludzi czekających w kolejce. Strzępy ciał, bryzgająca krew, nieludzkie wrzaski umierających i przerażonych ludzi. Po chwili to samo, znów ten dziwny dźwięk i znów eksplozja. To Armia Czerwona dostarczyła spóźniony prezent na urodziny Hitlera - Berlin znalazł się w zasięgu sowieckiej artylerii. Berlin był miastem bombardowanym od dawna i z upodobaniem. Zaledwie kilka godzin wcześniej kończył się rozpoczęty zgodnie z harmonogramem o godzinie 9.25 amerykański nalot. Był to ostatni z 363 alianckich nalotów przeprowadzanych od czterech miesięcy według precyzyjnego schematu, Anglicy bombardowali miasto w nocy, Amerykanie pojawiali się punktualnie po 9.00, dlatego berlińczycy tak się spieszyli z porannymi zakupami i w drodze do pracy. Nikt o tej porze, niezależnie od utrudnień komunikacyjnych, nie chciał znaleźć się na ulicy. Pomimo ogromu zniszczeń jakoś dawało się z tym żyć, można było przewidzieć porę, obszar który zostanie zbombardowany. Ale ostrzał artyleryjski to było coś zupełnie nowego. Nieprzewidywalny, morderczy, nieprzerwany. Dokładnie tak samo jak we Wrocławiu od tej pory w Berlinie ludzie zamieszkali na stałe w piwnicach. Tłumy zaczęły gromadzić się w metrze. Stolica III Rzeszy znalazła się na linii frontu.

28 marca, dokładnie w dniu kiedy aresztowanych zostało 16 przedstawicieli władz polskiego państwa podziemnego, nastąpił niespodziewany atak lotnictwa sowieckiego na Berlin. Inny niż alianckie, nagły i wywołujący panikę. Myśliwce i samoloty szturmowe ostrzeliwały miasto z broni pokładowej. Od tej pory atakowali go regularnie. Niecały miesiąc później Armia Czerwona mogła ostrzeliwać Berlin artylerią.

Wczorajsze urodziny Hitlera po raz pierwszy od trzynastu lat odbyły się bez pompy państwowej, nawet w bunkrze Hitlera zapanował nieład. Od rana przyjmował życzenia od ludzi, którzy należeli do ścisłego grona ulubieńców i współpracowników. Później wyszedł na zewnątrz na "przegląd wojsk", przed bunkrem była zebrana grupka SS-manów i chłopców z Hitlerjugend. Przedstawiał straszny widok, nic nie zostało z człowieka, który jak sprężyna podskakiwał pod wieżą Eiffela. Zgarbiony, bez sił, z trudem ukrywając trzęsącą się lewą dłoń przeszedł przed krótkim szeregiem żołnierzy, zamienił kilka słów i wrócił do bunkra na naradę wojenną. Było to ostatnie publiczne pojawienie się Hitlera, następne 10 dni aż do śmierci spędził pod ziemią.

Natomiast przebywający jak zawsze na Kremlu Józef Stalin dodał dziś kolejne trofeum do kolekcji zwycięstw. Pospiesznie i idąc na pewne ustępstwa (których nie zamierzał przestrzegać) zorganizował podpisanie w Moskwie polsko-sowieckiego układu o przyjaźni, wzajemnej pomocy i współpracy powojennej. W delegacji polskiej był Bolesław Bierut, Edward Osóbka-Morawski i Władysław Gomułka. Układ podpisał ze strony Rządu Tymczasowego jego premier Osóbka-Morawski a ze strony sowieckiej osobiście Józef Stalin. Gwarancje oprócz niezłomnej przyjaźni obejmowały nieingerowanie w wewnętrzne sprawy drugiego państwa. Ponieważ władze sowieckie uważały sprawy polskie za kwestię polityki wewnętrznej można mówić, że przynajmniej ze strony polskiej układ został dotrzymany. Rząd w niewielkim stopniu ingerował w politykę władz sowieckich na swoim terytorium, raczej starał się wyprzedzać jej życzenia.

Wieczorem 20 kwietnia marszałek Koniew, dowódca 1 Frontu Ukraińskiego wpatrywał się w swój wymarzony cel. Teraz jeszcze na mapie. Już wkrótce będą tam jego ludzie. I on. Marszałek Żukow w Berlinie. Deszcz orderów zaszczytów i między nimi wszystkimi ten najcenniejszy - triumf zdobywcy Berlina. Wszystko było gotowe. Zadzwonił do swojego najlepszego dowódcy: "Pawle Siemionowiczu, nie martwcie się, nacierajcie dalej". Tymi słowami wystrzelił pancerną strzałę kierując swoją elitarną jednostkę na Zossen - siedzibę OKH czyli tzw Maybach I oraz OKW czyli Maybach II. Adresata tych słów: generała Rybałkę, dowódcę 3 Armii Pancernej znamy z manewru, który zadecydował o rozstrzygnięciu bitwy o Górny Śląsk, gwałtownym nie dającym się przewidzieć manewrem z okolic Częstochowy uderzył na tyły niemieckiej 17 Armii, która znalazłszy się w krzyżowym ogniu, atakowana z obu stron musiała się wycofać. Ale wtedy ryzyko było niewielkie, choć zawrócenie i zmiana kierunku ataku o 90 stopni wymagała wielkich umiejętności i dyscypliny, operacja odbywała się w ramach nacierającego frontu. Teraz zadaniem, które postawił marszałek Koniew przed 3 Armią Pancerną był marsz naprzód, nieprzerwany i bez zmiany kierunku. Ale wymagało to oderwania się od własnych sił, uderzenia na wrogim terenie o przewidywalnym kierunku i przede wszystkim operacji bez zabezpieczenia boków. Według zasad taktyki wojskowej, biorąc pod uwagę planowaną głębokość natarcia zadanie które postawił Koniew przed swoim pupilem było samobójcze. Ale jak to po latach napisał generał Rybałko "Szliśmy z południa gdy za nami pozostawały jeszcze nie dobite dywizje niemieckie. Nie obawialiśmy się jednak o losy naszych komunikacji, ponieważ byliśmy pewni, że wyższe dowództwo podejmie niezbędne kroki w celu likwidacji tych niedobitków. Skrzydła i tyły były w ciągu całej operacji skutecznie osłonięte". 24 godziny później, wieczorem 21 kwietnia, po morderczym i rekordowym marszu na północ i pokonaniu ponad 50 km mając nieprzyjaciela z każdej strony generał Rybałko zameldował: "Towarzyszu marszałku, walczymy na przedmieściach Zossen". Czołgi Koniewa były u wrót Berlina. Jeszcze tego dnia czołgi sowieckiej 3 Armii Pancernej zgłosiły pozycje 5 km od lotniska Shõnefeld co oznaczało zamknięcie niemieckiej 9 Armii w oblężeniu. Natomiast czołówka wojsk marszałka Żukowa, dowódcy 1 Frontu Białoruskiego po przejściu przez jatkę na Wzgórzach Seelowskich, zakończoną ostatecznie 19 kwietnia, dotarła do Berliner Ring i zaczęła otaczać miasto od północy i północnego wschodu, będąc również w odległości kilku kilometrów od granic miasta.

We Włoszech alianci zajęli Bolonię. Tego dnia rozpoczął się również ostatni i tragiczny rozdział w wojennej historii 2 Armii LWP. Ścieżkę bojową rozpocząć miała operacja na Wale Pomorskim, 2 Armia była zaporą, do której walki nie doszły. Później - jak pamiętamy - została skierowana w rejon Trzebnicy, skąd miała przypuścić atak na Wrocław. Ale w ostatniej chwili otrzymali nowe rozkazy, bo Stalin nakazał obu czołowym Frontom przypuścić natychmiastowy atak na Berlin, więc 2 Armia, cały czas pieszo w kilka dni udała się na nowy rejon ześrodkowania na północ od Zgorzelca. Tam po raz pierwszy wzięli udział w walkach. Po przełamaniu obrony zostali skierowani na Drezno. Podstawowym zadaniem Armii była podobnie jak w przypadku operacji na Wale Pomorskim osłona, ale tym razem nie zaplecza tylko lewej flanki. Cele ofensywne były drugorzędne, podstawowym była ochrona 1 Frontu Ukraińskiego od południa gdzie znajdowało się największe i najbardziej niebezpieczne zgrupowanie sił niemieckich Grupa Armii Środek pod dowództwem znanego nam już Ferdinanda Schõrnera. 21 kwietnia siły 2 Armii rozciągnięte były od okolic Goerlitz aż na 50 km w kierunku zachodnim. Jej dowódca generał Karol "Walter" Świerczewski, politycznie zasłużony generał jeszcze z czasów wojny domowej w Hiszpanii, znany z alkoholizmu i niekompetentny dowódca, zlekceważył meldunki o nacierających z południa siłach niemieckich. Nie miał żadnego doświadczenia w dowodzeniu związkami operacyjnymi większymi niż dywizja, a ostatnia dywizja którą dowodził została wybita do nogi. Polacy mieli zdecydowaną przewagę liczebną, ale nie byli uformowani w szyk bitewny, piechota była pozbawiona osłony wojsk pancernych, przede wszystkim zaś w przeciwieństwie do Niemców nie mieli doświadczenia bojowego. Nacierały na nich jednostki przerzedzone wojną, ale zdeterminowane i doświadczone. Zaczęła się rzeź, znana jako bitwa pod Budziszynem.

We Wrocławiu wyczerpany walką na zachodniej rubieży pułk Mohr zastąpiony jest przez pułk SS Besslein. Od wczoraj bezpośrednim celem ognia stał się wielki bunkier na obecnym pl. Strzegomskim. Sowieci prawdopodobnie nie wiedzieli, że jest to szpital polowy pozbawiony wartości bojowej. Charakterystyczne otwory na jego powierzchni pełniły tylko funkcje wentylacyjne i nigdy ani nie był projektowany ani nie został przystosowany do prowadzenia ognia. Zwraca jednak uwagę jako oczywisty obiekt wojskowy i stanowi ważny punkt oporu.

Wczorajsze urodziny Hitlera tak opisuje ksiądz Walter Laßmann: "W schronie komendanta twierdzy trwają obchody urodzin "Führera". Leje się dużo szampana a generał Niehoff osobiście rozdaje czekoladę pracującym kobietom i dzieciom. Położenie miasta staje się coraz bardziej beznadziejne. Wrocław został samotną wyspą w morzu nacierających na całym Śląsku Rosjan, jedyną już śląską twierdzą po tym jak po sześciotygodniowym oblężeniu poddał się 12 kwietnia Głogów. Na zachodzie już dawno Rosjanie opanowali Sudety, na południu wkraczają od strony Nysy i Głubczyc na tereny dawnego Śląska austriackiego, a ziemie śląskie położone na północ od Wrocławia są także w ich ręku. Sen o odsieczy z Czech, o słynnym klinie, który marszałek Schörner miął wbić od Sudetów aż do Wrocławia w rosyjskie wojska rozwiał się Rozkazy nakazują jednak walczyć dalej. Ostre rozporządzenie głównego dowództwa Wehrmachtu, podpisane także przez Himmlera i Bormanna grożące śmiercią przedwcześnie kapitulującym dowódcom skutecznie odwodziło od myśli poddania Wrocławia. Przykład generała Lascha, który za poddanie twierdzy królewieckiej został skazany na śmierć przez powieszenie, a jego rodzina została aresztowana działał odstraszająco. Aby zaradzić brakowi sił pomocniczych w wojsku, od 20 kwietnia powoływane są do służby także dziewczęta. Muszą się przy tym poddawać wszystkim obowiązkowym procedurom wojskowym, m.in. stanąć nago do oględzin medycznych przed wojskową komisją lekarską". Laßmann w kilku sprawach się myli, po pierwsze Głogów poddał się 1 kwietnia, po drugie Armia Czerwona wcale nie zdobyła Sudetów, odstąpiła od ich zdobywania na bezpośrednie polecenie Stalina kierując atak na Berlin. Ocenia jednak sytuację poprawnie i jak widać lepiej niż dowództwo, co więcej słusznie wskazuje jedną z przyczyn uporu dowództwa twierdzy. Generał Otto Lasch dowódca Twierdzy Królewiec poddał miasto 9 kwietnia za co został zaocznie skazany na śmierć. Wszyscy zdawali sobie sprawę, z tego, że wyrok nie zostanie wykonany. Ale aresztowanie jego rodziny - żony i córek, było wyraźnym sygnałem dla wszystkich innych dowódców. Na szczęście wszyscy przeżyli wojnę, Lasch został zwolniony w 1955 i umarł w Bonn w 1971 mając 78 lat. W 1958 wydał wspomnienia pod jakże charakterystycznym tytułem "So fiel Königsberg" (Tak upadł Królewiec), wspomnienia generałów Ahlfena i Niehoffa mają w oryginale tytuł "Tak walczył Wrocław".

Natomiast Hugo Hartung 18 kwietnia przeżywa "osobliwy epizod z granatem. Idę właśnie przez ogród seminaryjny do sztabu, gdy nagle w pobliżu słyszę znajomy, złowieszczy świst. Zapominam o tym żeby natychmiast paść na ziemię, tylko pędzę przed siebie, co sił w nogach. Jednak również ten pocisk nie eksploduje - bo wcale takowym nie jest. Okazuje się, że to bomba pocztowa zrzucona przez jeden z naszych samolotów zaopatrzeniowych. Jej spadochron się nie otworzył i teraz sympatyczny ładunek musi leżeć gdzieś niedaleko". I rzeczywiście następnego dnia dostaje pocztę, rodzina żyje. Wczorajsze święto opisuje tak: "W sali seminarium odbywa się ponura uroczystość z okazji "urodzin führera". Pułkownik z umiarkowanym patosem wygłasza mowę, w której daje wyraz ufności w triumf zwycięstwa. Na twarzach większości oficerów maluje się raczej sceptycyzm. Znowu wręczane są ordery i ogłaszane awanse. Zaletą tego dnia jest to, że dostajemy wyborny obiad i butelkę wina. Na frontach miasta Wrocław panuje względny spokój".
Zaś 21 kwietnia: "Spokój na wszystkich frontach utrzymuje się także dziś. Podobno Rosjanie rozpoczęli wielki atak na Berlin i w tym celu ściągnęli z naszej twierdzy sporo wojsk, zwłaszcza lotnictwo. Mówi się, że jeśli uda im się zając stolicę Rzeszy, to potem zmasowanymi siłami rozbiją Twierdzę Wrocław. Cieszmy się więc darowaną chwila wytchnienia. W ciągu tych spokojniejszych dni wcale nie spada jednak liczba zgonów w piwnicznym lazarecie. Gdy piszę te słowa obok mnie siedzi kolega, niegdyś w cywilu architekt, który ozdobnym pismem umieszcza na nagrobnych krzyżach nazwiska i daty".

Nikt w mieście nie wie, że w okolicy są już nowi gospodarze Dolnego Śląska. 14 marca Rząd Tymczasowy podzielił przyszłe polskie Ziemie Zachodnie na cztery obszary i wyznaczył na nie swoich pełnomocników. Stanisław Piaskowski odpowiedzialny za Dolny Śląsk był działaczem PPS i dotychczas wicewojewodą kieleckim. 20 kwietnia 400 pierwszych urzędników przyszłego województwa dolnośląskiego z Piaskowskim na czele wyruszyło z Kielc. Koleją dotarli do Oleśnicy, tam kończył się bieg kolei (jak już wiemy z dotychczasowych relacji właśnie w Oleśnicy i Namysłowie kończyły się kolejowe linie zaopatrzeniowe Armii Czerwonej, dalej transport jechał ciężarówkami). Z braku samochodów ostatnie 30 km przebyli na piechotę, 21 kwietnia jest pierwszym dniem zagospodarowywania przez polską administrację Trzebnicy jako siedziby władz województwa. 9 kwietnia miasto opuścił sztab generała Świerczewskiego. Czyli Polacy wracają do Trzebnicy po niecałych dwóch tygodniach [td]