wtorek, 24 lutego 2015

Sophie Scholl (1922-1943)

Choć Sophie Scholl nie jest w żaden sposób związana z Wrocławiem, jej krótkie - trwające zaledwie 21 lat - życie jest warte wspomnienia na naszym blogu i to z kilku powodów. Być może z ogólnej perspektywy historii jest po prostu jedną z dziesiątek milionów ofiar tej straszliwej wojny, która nauczyła Europę ostrożności w sięganiu po broń i która dla całego świata powinna być przestrogą ostateczną. Jednak Sophie, jej życie, działalność, proces i śmierć - pozwalają nam ujrzeć podwodne Niemcy, ukryte życie jakie prowadził ten wielki naród, kiedy cały świat widział go jako jednolitą masę maszerującą pod czerwoną flagą z odwróconą swastyką. Jest przede wszystkim świetnym przykładem tzw "zwyczajnej osoby", jak to się czasem mówi w uniwersalnym języku - Everymana (niem. Jedermann), która prowadzi życie z jakim możemy się utożsamiać, z wszystkimi takiego życia konsekwencjami, ale nagle, w wyniku splotu okoliczności oraz jej własnego wyboru dotyka ją Wielka Historia. Walka kruszy pozory, bo niby wszystko jest formą, ale jeśli własne życie jest stawką w walce, cała osoba jest zredukowana do tego, najważniejszego w życiu wyboru, który czyni z niej bohatera. Przeżyłabyś, moglibyśmy jej powiedzieć, i najprawdopodobniej nikt, prócz tych którzy cię spotkają, by o tobie nie wiedział. Wielka Historia dotknęłaby cię klęską wojenną i krajem w ruinach, ale to strata, z którą żyły miliony. Mogłabyś żyć, ale podjęłaś ryzyko w chwili dramatycznej i ze zwykłej dziewczyny stałaś się symbolem - Antygoną świata orwellowskiego obłędu.

Mówimy wszak o systemie, który z wielkiej odwagi i poświęcenia uczynił narodowy obowiązek. Ukazał globalną, poruszającą wyobraźnię milionów wizję nowego odrodzonego kraju wzywając "Niemcy przebudźcie się!" (Deutschland erwache!) i systematycznie na drodze do wielkiego celu nakazywał poświęcenia, małe i wielkie. Zmieniał życie zwyczajnych Niemców systematycznie, wdrażając ich pragnienie porządku i chęć życia z jakąś perspektywą rozwoju w rygory machiny wojennej. Nigdy nie zrozumiemy przyczyn zwycięstwa nazistów, jeśli oderwiemy lata 30. czas triumfu nazistów, od poprzedzającej go od ulicznej wojny, zamieszek, poczucia niestabilności a przede wszystkim Wielkiego Kryzysu, który w oczach wyborcy skompromitował demokrację Republiki Weimarskiej. System NSDAP, który z partii uczynił rdzeń państwa, a z jej ideologii sens istnienia narodu wprowadził nieznane przez całe pokolenie stabilizację i porządek, i na ulice, i w niemieckie życie polityczne, do niemieckich fabryk, urzędów i domów. Porządek wprowadzany przez partię, której siła tkwiła w bojówkach, był systemem nie znającym dyskusji, a dla przeciwników politycznych przewidywał miejsce izolowane od społeczeństwa i odstraszające, zamykał ich w obozach takich jak Dachau (KL Dachau został uruchomiony już 22 marca 1933, w zaledwie dwa miesiące po tym jak Hitler został Kanclerzem Rzeszy!). Dyktatura partyjna NSDAP nie była demokratycznym wyborem Niemców, ale była akceptowaną przez nich zideologizowaną partiokracją. To dlatego lata 30. pozbawione były znaczącego oporu wobec rosnących rygorów dyktatury. Inną przyczyną było to, że taki był charakter epoki, rządy dyktatorskie, bardziej lub mniej krwawe panowały w całej Europie. W tej perspektywie Niemcy w całej Europie i na świecie były widziane jako kraj, który osiągnął sukces, Hitler miał pochlebne edytoriale i rozkładówki w takich pismach jak Time i Life. Bez tego międzynarodowego uznania niemożliwa byłaby Olimpiada 1936, która przecież odbyła się w Berlinie. Po kilku latach systematycznego procesu upartyjniania oraz indoktrynacji codziennego życia jedyną metodą ucieczki dla świadomych politycznie obywateli o przekonaniach demokratycznych lub po prostu nienazistowskich, która nie była samobójstwem lub ucieczką była - znana także z PRL - emigracja wewnętrzna. Tą drogą podążył nadburmistrz Wrocławia w latach 1919-1933 (jakże charakterystyczne daty!) Otto Wagner. Odnalezienie nieznazyfkowanego kręgu ludzi, którym można zaufać i z którymi można przetrwać czarne lata dyktatury i wojny - oto zadanie śmiertelnie niebezpieczne, ale jakże istotne dla żyjących na marginesie systemu. Był to rodzaj konspiracji i do pewnego stopnia także ruch oporu - przynajmniej wewnętrznego - i łatwo można było się wystawić na cel. Dlatego tak niewiele wiemy o tych "podwodnych Niemcach", żyjących pod powierzchnią oficjalnych danych. Szybko się nauczyli, że zostawianie śladów choćby zdjęć ze wspólnych spotkań, pamiętników lub notatników z listą kontaktów, a nawet spotkania odbywane ciągle w tych samych miejscach są ryzykowne, że stopień swobody dyskusji zależy od zaufania wobec jej uczestników, a od tego może zależeć ich życie. To właśnie dlatego dzieje Białej Róży są tak istotne. Ale jest też inny, jeszcze ważniejszy powód.

Można by się zapytać: czy potrzebujemy bohaterów? Wszak to nie bohaterowie, ale wielkie armie wygrywają wojny; wygrywa logistyka. W ostatecznym rozrachunku rację ma ten kto potrafi zaopatrzyć armie frontowe w większą ilość rekruta, sprzętu wojennego, amunicji, paliwa. Prawdziwą krwią wojny są pieniądze, ostatecznym zasobem ludzie, których można wezwać pod broń. Przecież Niemcy nie przegrały dlatego, że hitleryzm był zły, skorumpowany czy niesłuszny, ale dlatego, że miały wrogów o wiele potężniejszych, którzy wykrwawiać się i płacić za wojnę mogli o wiele dłużej. Gdzie w tym bezlitosnym bilansie miejsce na bohaterów? Otóż jest dla nich miejsce, niezwykle ważne i to nie tylko na froncie. Już wskazaliśmy niektóre przyczyny zwycięstwa i późniejszych sukcesów NSDAP. Można wskazać także pewien szerszy kontekst, że zarówno poszczególni ludzie, jak i całe społeczności, także narody na aktualne wyzwania współczesności, na to co się wokół nich wydarza, reagują według dotychczasowych przyzwyczajeń. Mając na myśli ten bardziej lub mniej wspólny zespół nawykowych reakcji mówimy o charakterze i osób i całych narodów. To właśnie przeszłość i wzorcowe postaci z przeszłości budują język reakcji, wyznaczają granice rozumienia; z cmentarzy i pól bitewnych, z sukcesów gospodarczych, z osiągnięć przeszłości, z popularnych książek, ze szkolnej edukacji, ze szlagierów kultury popularnej i standardów kultury wysokiej zbudowany jest współczesny naród. Niemcy lat 30. były szybko rozstrzygniętym konfliktem kosmopolitycznej, entuzjastycznie kopiującej światowe wzorce mniejszości oraz rosnących w siłę, mających bojówki oraz wsparcie policji paramilitarnych szeregów zwolenników tradycjonalistycznych Niemiec. Jedynym znanym Niemcom wzorcem buntownika był rewolucjonista religijny Martin Luter i prowojenny rewolucjonista narodowy, żołnierz Lützowa, rewolucja Wiosny Ludów nie przysporzyła niemieckiej mowie politycznej wyrazów buntu wobec dyktatury. Po chaosie wojny i po chaosie rewolucji listopadowej, po chaosie powojennego zamętu a przede wszystkim po chaosie Republiki Weimarskiej i Wielkiego Kryzysu to porządek "ciepłej wody w kranie" był marzeniem ostatecznym w przeciętnym niemieckim domu. NSDAP tę "ciepłą wodę" dostarczyła. Schwytani w pułapkę codziennego porządku, wymagającego tylko niewielkich, codziennych ustępstw Niemcy jako społeczność podzielona na zawodowe, polityczne i religijne plemiona, wówczas jeszcze pozbawiona ogólnonarodowej solidarności; nie znalazła ani powodów, ani, co gorsza, nawet sposobu wyrażenia sprzeciwu. Dopiero ekstremalna sytuacja klęski wojennej, jawna widoczna i idąca od wschodu zagłada, świadomość końca dyktatury a być może nawet narodu spowodowała organizowanie się Niemców w walce samobójczą machiną tyranii hitlerowskiej. Znamy Krąg z Krzyżowej (Kreisauer Kreis), środowisko arystokracji i elit społecznych, znamy buntowników Stauffenberga, wyższych oficerów Wehrmachtu, którzy zdecydowali się złamać przysięgę - rzecz najcenniejszą dla żołnierskiego honoru - by uratować ojczyznę. Ale normalne życie narodu toczy się poza salonami, poza sztabem, poza dyskusjami polityków, w przeciętnym mieszczańskim domu, takim w jakim mieszkała rodzina Schollów.

Pamiętamy - a w każdym razie zawsze powinniśmy pamiętać - niezwykłej wagi scenę końcową z filmu Spartakus z 1960 z Kirkiem Douglasem w roli głównej. Buntownicy Spartakusa, żołnierze przegranej rewolty, pokonani niewolnicy, których czeka śmierć, zostali uwięzieni i stłoczeni; wtedy słyszą obietnicę - kto wyda Spartakusa tego czeka wolność i nagroda! Wówczas wstaje człowiek pośledniej postury przygarbiony i słaby, widząc go oczekujemy rychłej zdrady, lecz on mówi a właściwie wykrzykuje rzecz zupełnie absurdalną: Ja jestem Spartakusem! oznajmia. Mija chwila, ale zanim rzymscy żołnierze zdążą się roześmiać, wstaje następny i mówi to samo, tak samo pewnym siebie tonem - Ja jestem Spartakusem! Wstaje trzeci i czwarty, po chwili cała rzesza niewolników krzyczy: Jestem Spartakusem! To jest właśnie znaczeniem tej sceny - możecie nas zabić, ale to czym byliśmy - choćby przez chwilę - na zawsze pozostanie, bo przetrwa o nas pamięć, wy będziecie o nas wiedzieć i bać się, że powrócimy. To niezwykła siła człowieka, który mając tylko jedno życie, ma przed sobą całą historię. Być może Sophie Scholl, swoim poświęceniem jako Jedermann zachowujący honor w obliczu gilotyny podarowała tę niezwykłą siłę narodowi niemieckiemu. Może na tym polega siła przegranych bohaterów. Naród niemiecki miał tysiące Karlów Hanke, miliony Johannesów Krause, czy historia byłaby inna, gdyby miał tysiące Sophie Scholl?

Pisząc nasz blog piszemy o doprowadzającym do obłędu, nieopisywalnym szaleństwie wojny, zaledwie próbujemy dosięgnąć tematu. Z oczywistych nieuniknionych powodów przedstawiamy przerażające rzeczy jakie "ludzie ludziom" czynili codziennie, zwyczajne zbrodnie oblężonych w Twierdzy Niemców, wkrótce dotkniemy także działań żołnierzy sowieckich. Nie chcemy dać w ten sposób do zrozumienia, że Niemcy lub Rosjanie to zbrodniarze. Nie chcemy także przerzucić odpowiedzialności na jakiś anonimowy "system", który jakby spadł z kosmosu w 1933 i niespodziewanie odleciał z powrotem trzynaście lat później. Bohaterstwo dzieciaka z Hitlerjugend, który Parku Południowym widział swoich szkolnych kolegów rozszarpanych bolszewickim ogniem i nadal strzelał nie jest w niczym mniejsze niż bohaterstwo Sophie Scholl, która dwa lata wcześniej chciała by rodzice tego dzieciaka oprzytomnieli i zakończyli wojnę, zanim ktoś przebierze go w mundur i da broń do ręki. Tym bardziej potrzebny jest przykład Sophie, bo jedno poświęcenie jest wynikiem systemu zbrodni, a drugie zupełnie świadomym buntem przeciwko temu systemowi. Rzecz nie w tym, by rzucić swoje życie na szaniec, jaki bądź i byle gdzie, pójść za głosem megafonu i rozkazu, jak wytresowana prostymi bodźcami jednostka eksperymentalna Skinnera. Jesteśmy ludźmi i mamy arystotelesowski obowiązek używania rozumu. Tym czego nas uczy przykład Sophie jest nie tylko odwaga. Jest to przede wszystkim rozsądek, dojrzała mądrość postawienia się w opozycji do wszechogarniającego oceanu propagandy i tyranii. Jest ona buntownikiem heroicznym i rozumnym, do tego działającym w nieomal całkowitej izolacji.

Nie mając pewności czy nie za bardzo nabiłem w wytarty bębenek patosu przejdę do rzeczy. Sophie Scholl urodziła się w 1922 jako czwarte dziecko w rodzinie Roberta Scholl, który w latach 1919-1930 był burmistrzem Forchtenberg, małego miasteczka w Badenii-Wirtembergii. Luteranin o liberalnych pacyfistycznych poglądach i ojciec sześciorga dzieci, był przeciwnikiem władzy narodowych socjalistów, wychował swoje dzieci w duchu niezależności i zapłacił za to straszną cenę - do końca wojny czworo z nich już nie żyło, najmłodsza córeczka zmarła wkrótce po urodzeniu, Hans i Sophie zostali zamordowani przez reżim hitlerowski w lutym 1943, najmłodszy syn Werner zaginął w akcji w czerwcu 1944. Po wojnie Robert był jednym z założycieli Ogólnoniemieckiej Partii Ludowej (Gesamtdeutsche Volkspartei, GVP), która istniała krótko i nie odegrała wielkiej roli w życiu politycznym RFN, większość jej członków i znaczących działaczy przeszła do SPD.

W 1930, kiedy Sophie miała 8 lat, jej rodzina przeniosła się do Ludwigsburga, a 2 lata później do Ulm (cały czas Badenia-Wirtembergia), gdzie jej ojciec zajmował się doradztwem biznesowym. W wieku 12 lat wstępuje do Związku Niemieckich Dziewcząt (Bund Deutscher Mädel, BDM) założonej jeszcze w latach 20. gałęzi Hitlerjugend, która wówczas nosiła nazwę Schwesternschaften der Hitler-Jugend (Siostrzeństwo Młodzieży Hitlerowskiej) i jak sama nazwa wskazuje była żeńską wersją hitlerowskiego ruchu skautingowego. Jest już 1934, więc jest to już po zwycięstwie Hitlera, ale jeszcze zanim przynależność do tego typu organizacji stała się obowiązkowa. Jak z tego wynika, Sophie całkowicie dobrowolnie przystąpiła do rosnącej w siłę młodzieżowej organizacji, w której było już wiele jej koleżanek. W jednym z poprzednich wpisów dotyczącym znaczeń słów Gau i Gauleiter (Gau, Gauleiter) i rozwoju systemu narodowo-socjalistycznego. Jedną z jego cech było stopniowe zideologizowanie i upartyjnianie wszelkich przejawów życia codziennego, od 1933 ma miejsce tzw Gleichschaltung (Ujednolicanie) znany także z pierwszych lat PRL proces podporządkowywania i w efekcie likwidowania zróżnicowania organizacyjnego i politycznego celom partii rządzącej. W PRL-u mieliśmy połączenie PPS i PPR w jedną partię, tak naprawdę stanowiącą kontynuację PPR. I dokładnie na tym polegało hitlerowskie Ujednolicenie, wszystkie organizacje młodzieżowe zostały przyłączone lub bezpośrednio podporządkowane HJ Baldura von Schiracha, przynależność do tych organizacji była promowana przez partyjne państwo, wypadało wysyłać tam dzieci. Nie powinniśmy zapominać o roli zwykłej towarzyskiej presji "Mamo/Tato, wszystkie moje koleżanki/wszyscy moi koledzy, należą do HJ, ja też chce się zapisać!" co w tej sytuacji zrobi przeciętny rodzic? Pierwszym etapem było stworzenie organizacji, drugim - już po zdobyciu władzy - likwidacja lub podporządkowanie wszelkich innych wyborów, trzecim usilna promocja przynależności przez wspomaganie finansowe i propagandę, czwartym przymus przynależności, który w przypadku HJ rozpoczął się w 1936, piątym, który nastąpił już w warunkach wojennych było karanie za nieprzynależenie. Ten proces dotyczył wszelkich organizacji i miał swój dodatkowy aspekt - najpierw tworzenie ideologicznych stowarzyszeń jako konkurencji w celu wyeliminowania ideologicznego wroga (Stowarzyszenie Niemieckich Prawników jako metoda walki o wykluczenie prawników pochodzenia żydowskiego a później już po prostu nie wykazujących entuzjazmu wobec ideologii hitlerowskiej) a w końcu tworzenie takich organizacji tam gdzie w ogóle organizacji nie było, tylko (i aż) po to, by dotrzeć z ideologią wszędzie, by wszelkie przejawy życia poddać kontroli Wielkiego Brata z Wąsikiem i zaprząc w rydwan zwycięstwa III Rzeszy.

 Przez pewien czas pod wpływem swoich braci była chłopczycą z chłopięcą fryzurą i chętnie podejmowała się prób wytrzymałościowych. Trzy lata później, w 1937 ona, jej bracia oraz kilku jej przyjaciół wstąpiło do "Deutsche Jungenschaft vom 1.11.1929" jednej z organizacji młodzieżowych zachowujących pewną niezależność wobec ideologii narodowo-socjalistycznej, założona była - jak sama nazwa wskazuje - jeszcze w 1929. Jej założyciel Eberhard Köbel od 13 roku życia należał do Wandervogel (Wędrowny ptak) organizacji-matki niemieckiego ruchu skautingowego, mającej początki jeszcze w XIX wieku, wywodziło się w niej wiele innych, zarówno nazistowskich, jak i antynazistowskich. Znany z wynalezienia Kohte (nazwa pochodzi od słów "niemiecki czarny namiot") dużego wieloosobowego namiotu składanego z elementów, które mogły być noszone przez kilku ludzi, w środku można było rozpalić ogień. Namiot ten, przypominający trochę indiańskie tipi, został w 1935 przez Partię zakazany i uznany za przejaw "kulturowego bolszewizmu". W 1932, czyli jeszcze przed zdobyciem władzy przez nazistów porzucił nadzieję, że jego organizacja może odegrać jakąś rolę polityczną i zaangażował się w działalność Komunistycznej Partii Niemiec. W styczniu 1934 został aresztowany za "próbę infiltracji" HJ i był torturowany, ale wkrótce został uwolniony z zakazem przynależności do organizacji młodzieżowych, usiłowano go zabić podczas Nocy Długich Noży 30 czerwca 1934, ale udało mu się uciec przez Szwecję do Anglii. Na emigracji utrzymywał kontakt z antynazistowskim ruchem Wolnych Niemiec i w 1948 powrócił do Berlina, do DDR gdzie umarł w 1955. Jakieś oddziały konspiracyjnej dj 1.11 musiały przetrwać do 1937. Niestety wkrótce przynależność do nich się wydała i jesienią 1937 zostali aresztowani. Miała wówczas 15 lat. Wypuszczono ich na mocy amnestii w 1938. Jeszcze przed aresztowaniem podczas potańcówki poznaje Fritza Hartnagela, w którym wkrótce połączy ją romans. Rok wcześniej Fritz zgłasza się na ochotnika do wojska. jest więc do końca wojny zawodowym żołnierzem. Jeżeli kiedykolwiek coś ją fascynowało w ideologii nazistowskiej okres aresztowania był to kubeł zimnej wody, od tamtego czasu wszystko co robiła polegało na dryfowaniu w obrębie społeczeństwa kontrolowanego przez Partię, tak by mieć, jak najmniej z nią do czynienia. Zainteresowała się sztuką i szybko odkryła zarówno własne uzdolnienia w tym zakresie, jak i upodobanie do "sztuki zdegenerowanej" (Entartete Kunst), czyli zakazanej przez Partię estetyki wykraczającej poza nakazany kanon. Słynna wystawa pod tą właśnie eponimiczną nazwą "Entartete Kunst" została zorganizowana w Monachium, czynna była od 19 lipca do 30 listopada 1937. Hitler zapowiadał bezlitosną wojnę z obrażającymi naród niemiecki "zwyrodniałymi" formami sztuki, które nie mają nic wspólnego z naturą lub po prostu obnażają brak uzdolnień. Był to dalszy ciąg rewolucji kulturowej rozpoczętej słynną akcją palenia książek z maja 1933. Ulm leży zaledwie 150 km od Monachium, czy Sophie pojechała zobaczyć Sztukę Zdegenerowaną? Jesienią następnego roku, w nocy z 9 na 10 listopada, płonęły synagogi w całej Rzeszy (Kristallnacht), spłonęła m. in. synagoga w Ulm. Z pewnością oglądała ruiny. Była idealistycznie nastawioną luteranką, przemoc religijna i polityczna była jej obca. Wiosną 1940 kończy szkołę średnią, jej wypracowanie końcowe ma wiele znaczący tytuł "Ręka, która wprawia w ruch kołyskę, porusza światem" (tytuł opublikowanego w 1865 poematu poety amerykańskiego Williama Rossa Wallace'a "The Hand That Rocks the Cradle Is the Hand That Rules the World", który szybko stał się popularnym powiedzeniem). W zgodzie z tym, podejmuje pracę przedszkolanki i wkrótce odkrywa tą pracę jako alternatywę do obowiązku służby w Służbie Pracy Rzeszy (Reichsarbeitsdienst, RAD), niestety państwo niemieckie nie uznaje tej alternatywy i Sophie chcąc studiować musi podjąć obowiązkową półroczną służbę w RAD jako nauczycielka pielęgniarek w Blumbergu (nadal Badenia-Wirtembergia).

W maju 1942 już po odsłużeniu obowiązkowej pracy w RAD zapisuje się na uniwersytet w stolicy Bawarii, Monachium. Studiuje biologię i filozofię. Poprzez swojego starszego o trzy lata brata Hansa, poznaje wielu ludzi myślących podobnie do niej i z tego powodu znajdujących się na marginesie życia III Rzeszy, która w tym czasie już maszerowała na wojnie toczonej na obu frontach. Rozpoczyna się ostatni rozdział jej życia trwający niecały rok. Znajduje się w kręgu znajomych podzielających podobne poglądy, prowadzą wspólne życie, dyskutują, odbywają wycieczki w góry, jeżdżą na nartach. chodzą na koncerty i sztuki teatralne, polecają sobie książki. Ale pośród tej nieomal pocztówkowej oazy pięknoduchów żyjących w totalitarnym kraju, który rozpętał wojnę światową i morduje ludzi milionami dojrzewa myśl o walce, bez pytania o szanse powodzenia. Działać, robić cokolwiek co ma sens, nie być obojętnym wobec koszmaru. Jeszcze w maju 1941 Hans przeczytał trzecie ze słynnych kazań biskupa Munster Clemensa Augusta Grafa von Galena dotyczące zrealizowanego w 1940 roku programu likwidacji osób chorych umysłowo i oraz pewnych grup chorych doświadczonych przez nieuleczalne schorzenia połączonych w nazistowskiej definicji "życia nie wartego życia" (lebensunwertem Leben) znanego pod kryptonimem Aktion T4, w wyniku tej operacji zamordowano 70 tysięcy ludzi. Biskup von Galen zwany z powodu swojej nieugiętej postawy "lwem z Münster" został beatyfikowany w 2005 przez papieża Benedykta XVI. Najbardziej znane są jego trzy kazania z 13 i 20 lipca, oraz 3 sierpnia rozprowadzane nielegalnie w tysiącach kopii, później również zrzucane nad Niemcami przez RAF. Są dla późniejszych członków Białej Róży ważną inspiracją i wskazówką. Poznała m. in. Theodora Haeckera, tłumacza na niemiecki dzieł Kierkegaarda i kardynała Newmana. Haecker pod wpływem Newmana przeszedł na katolicyzm. Również dla niej Newman musiał stać się istotnym wzorcem, bo dwutomowe wydanie jego kazań podarowała Hartnagelowi, kiedy ten został wysłany na front wschodni w maju 1942, czyli dokładnie kiedy zaczęła studia. Z listów Fritza dowiaduje się o sytuacji na froncie wschodnim, o masowych egzekucjach jeńców sowieckich, o mordowaniu Żydów. W czerwcu 1942 Biała Róża rozpoczyna działalność: dystrybucję ulotek. Od czerwca 1942 do lutego 1943, czyli przez dziewięć miesięcy było ich sześć. Wierząc, iż najbardziej przeciwna wobec nazistowskiego reżimu będzie inteligencja niemiecka i to raczej z południa Niemiec wysyłają ulotki do profesorów i studentów, zostawiają je w książkach telefonicznych w budkach publicznych i dystrybuują na terenie uniwersytetu. Wakacje 1942 spędza w fabryce metalurgicznej w rodzinnym mieście. Ale nie może się spotkać z ojcem, który w tym czasie odbywa karę więzienia za krytykę Fuhrera, jego rządy nazwał "plagą biblijną" za co został skazany na cztery miesiące więzienia. Latem 1942 kilku członków Białej Róży odbyło praktyki medyczne na froncie wschodnim i wracają w listopadzie przynosząc ze sobą przerażające opowieści o tym co naprawdę tam się dzieje. Willi Graf widział getta żydowskie w Łodzi i Warszawie. Wiedzą i widzą dość by przeciwstawić się reżimowi.

Biała Róża (Weiße Rose) była nieformalną organizacją, raczej gronem przyjaciół działających w tajemnicy i to bardzo zróżnicowanym gronem. Było to raptem dwadzieścia kilka osób, większość z nich stanowili studenci uniwersytetu monachijskiego, którzy niedawno skończyli 20 lat, do tego grona należał również profesor filozofii i muzykologii, Kurt Huber. Eugen Grimminger przyjaciel ojca Sophie, biegły rewident ze Stuttgartu i buddysta, finansował działalność, później naziści trafili na ślad jego przelewów ale zdołał się wybronić twierdząc iż nie wiedział na co są przeznaczane pieniądze, jego żona Jenny była Żydówką, przez pewien czas chronioną przez fakt małżeństwa z Niemcem (w kategoriach ustaw monachijskich) ale ostatecznie wysłano ją do Auschwitz. Czworo z członków Białej Róży było luteranami, m. in. Sophie i Hans Scholl. Alexander Schmorell był prawosławnym i po śmierci przez kościół ortodoksyjny został ogłoszony świętym i męczennikiem. Christoph Probst ochrzcił się przed egzekucją. W przypadku Sophie i kilku innych członków organizacji ważny był czynnik religijny, ale dla większości z nich podstawą było obywatelskie nieposłuszeństwo, odrzucenie okropieństw reżimu i świadomość tego co spowodował. Niestety, byli zupełnymi amatorami konspiracji, zapominają o jednej z najważniejszych zasad - ukryciu gniazda organizacji. Ponieważ był nim uniwersytet monachijski powinni pilnować by jego pracownicy nie dostawali więcej listów niż wynikałoby to ze statystyki, ale przede wszystkim nie powinni decydować się na dystrybucję ulotek w budynkach uniwersytetu. Było to jawne wyznanie uczynione wobec gestapo - jesteśmy stąd. Z tego powodu oraz przez przypadek, czy raczej kolejną nieostrożność wpadają.

18 lutego 1943 w niedzielę, minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels w berlińskim Pałacu Sportu (Der Berliner Sportpalast), ogromnej sali na 10 tysięcy osób wygłasza słynne trwające 109 minut przemówienie, które przechodzi do historii jako najlepszy przykład wojennej retoryki narodowo-socjalistycznej. Podsumowując klęskę pod Stalingradem seria retorycznych pytań, konstruując serię alternatyw z jedyną możliwą odpowiedzią, które w kulminacji staje się wezwaniem do wojny totalnej: 'Ich frage euch: Wollt ihr den totalen Krieg? Wollt ihr ihn, wenn nötig, totaler und radikaler, als wir ihn uns heute überhaupt erst vorstellen können?". W tym czasie Sophie i Hans Scholl są już aresztowani i przesłuchiwani przez gestapo. Jak do tego doszło?

Wcześniej tego fatalnego dla nich dnia, oboje przynieśli na uniwersytet teczkę, w której było 1700 ulotek i pośpiesznie je rozkładali na korytarzach przed salami w których prowadzone były wykłady, kiedy już skończyli i wychodzili z budynku Sophie zorientowała się że ma w teczce jeszcze pewną ich ilość i uznała iż szkoda by było nie rozrzucić ich. Szybko, pod wpływem impulsu wbiegli klatką schodową wokół atrium i z samej góry Sophie zapominając o wszelkich względach bezpieczeństwa będąc w bardzo widocznym miejscu cisnęła nimi w powietrze. Widział to woźny uniwersytecki Jakob Schmid. Policja natychmiast aresztowała rodzeństwo. Przesłuchiwał ich Robert Mohr, weteran Wielkiej Wojny, od 1933 członek NSDAP, który od 1938 pracował w monachijskim gestapo i był specjalistą od przesłuchań. Początkowo uznał Sophie za niewinną, ale kiedy tylko dowiedziała się, że jej brat się przyznał, również to zrobiła i wzięła cała odpowiedzialność na siebie chcąc przynajmniej ochronić pozostałych członków Białej Róży. Ale w wyniku intensywnego śledztwa gestapo trafiło na ślad pozostałych i zlikwidowało całą organizację. Po trzech dniach przesłuchań, kiedy gestapo uznało, że już niczego więcej się od nich nie dowie, w czwartek 22 lutego oboje stanęli przed Trybunałem Ludowym (Volksgerichtshof). Był to specjalny rodzaj sądu ustanowiony już na początku istnienia III Rzeszy w 1934 poza konstytucyjnymi prawami jako jednoinstancyjny sąd doraźny. Po wojnie uznane zostały za narzędzie tzw mordów sądowych (Justizmord) - specjalnej kategorii morderstw politycznych dokonywanych w państwach totalitarnych z zachowaniem pozorów praworządności. Rozprawie przewodniczył Roland Freisler. Podczas rozprawy Sophie zachowywała się odważnie, nie usiłowała prosić o łaskę, pytała "Wiecie dokładnie tak samo, jak my, że wojna jest już przegrana. Dlaczego nie macie odwagi, żeby to przyznać?" Wszyscy troje: Sophie i Hans Scholl oraz Christoph Probst zostali skazani na śmierć. Już po wydaniu wyroku będąc w celi śmierci w więzieniu Stadelheim, Sophie dowiaduje się, że prawo zwyczajowe gwarantujące miesiąc pomiędzy wyrokiem śmierci a egzekucją zostało zniesione, że wszyscy troje zostaną zamordowani jeszcze tego samego dnia. Nie załamuje się. Widząc śmierć brata mówi "niech żyje wolność". Jej chłopak Fritz Hartnagel 22 lutego 1943 - w ostatniej chwili - ranny jest ewakuowany z kotła stalingradzkiego. Już nie zdąży zobaczyć Sophie. Fritz przeżyje wojnę i ożeni się z jej dwa lata starszą siostrą Elisabeth.

Od lewej: Hans i Sophie Scholl oraz Christian Probst, Monachium lipiec 1942.

W kwietniu 1943 odbyły się kolejne procesy członków Białej Róży. Alexander Schmorell i Kurt Huber zostali ścięci 13 lipca 1943, Willi Graf 12 października 1943, Hans Conrad Leipelt, który pomógł w dystrybucji ostatniej ulotki w Hamburgu, został zabity 29 stycznia 1945. Roland Freisler przewodniczący Trybunału Ludowego zginął 3 lutego 1945 trafiony nieomal bezpośrednim uderzeniem bomby podczas bombardowania Berlina już po tym jak z powodu alarmu bombowego rozkazał odesłać więźniów do schronu i pozostał w pomieszczeniu zbyt długo by zebrać akta sądowe. Przesłuchujący rodzeństwo Scholl gestapowiec Robert Mohr nie został po wojnie ukarany, od 1948 pracował w spa w Bad Dürkheim, umarł w 1977 w wieku 80 lat. Biskup von Galen również przeżył wojnę, chociaż Hitler niejednokrotnie chciał go zabić, ostatecznie jednak odłożono realizację tych planów na "po wojnie" i ostatecznie dzielny biskup umarł z powodu choroby w 1946. Tekst ostatniej ulotki Helmuth James Graf von Moltke przeszmuglował przez Skandynawię do Anglii i już w lipcu 1943 zatytułowane "manifest studentów monachijskich" zostały zrzucone na niemieckie miasta. Pięć dni po śmierci córki, 27 lutego Robert Scholl jest skazany na 18 miesięcy więzienia za słuchanie nieprzyjacielskich audycji radiowych.

Roland Freisler jest dość tajemniczą postacią. Urodzony w 1893 w Celle, średniej wielkości mieście w Dolnej Saksonii, już jako kadet bierze udział w Wielkiej Wojnie. W 1915 w stopniu porucznika dostaje się do niewoli rosyjskiej, tam uczy się rosyjskiego, a po wybuchu rewolucji zaczyna się interesować ideologią marksistowską. Podobno zostaje komisarzem wśród jeńców niemieckich, ale obecnie uważa się że oznacza to tylko rangę w obozie, a nie przekonania. Ale i tak później wielokrotnie musi udowadniać, że nie jest bolszewikiem. Wraca do Niemiec w 1920 i zaczyna studiować prawo na uniwersytecie w Jenie, który kończy w 1922. Od 1924 pracuje jako prawnik w Kassel. W 1928 wstępuje do NSDAP i jest prawnikiem partyjnym pomagającym członkom partii, którzy popadli w konflikt z prawem. Kiedy Hitler zostaje Kanclerzem awansuje choć nie od razu. W styczniu 1939 Freisler staje na czele wydziału Pruskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, a już w następnym roku Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy, które reprezentuje podczas Konferencji w Wannsee 20 stycznia 1942. Tam właśnie zadecydowano o "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej". W sierpniu 1942 zostaje awansowany na przewodniczącego Trybunału Ludowego i właśnie podczas pełnienia tej funkcji ginie trzy lata później w siedzibie Trybunału przy Bellevuestrasse 15 (dawnego budynku König-Wilhelm-Gymnasium zbudowanego w 1865). Wiadomo, że był wielkim admiratorem sowieckiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego, który jest autorem powiedzenia "dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf". Był niesłychanie gorliwym i agresywnym sędzią - nawet wg standardów nazistowskich. W okresie władzy Freislera 90% wszystkich wyroków stanowiły wyroki śmierci lub dożywotniego więzienia, sam tylko pierwszy skład któremu przewodniczył odpowiedzialny jest za 2600 wyroków śmierci, czyli więcej niż wydały wszystkie inne składy przez cały czas istnienia Trybunału od 1934 do 1945. To właśnie jego skład zajmował się oskarżonymi w związku z zamachem 20 lipca. Jedną z jego ofiar był Klaus Bonhoeffer, starszy brat Dietricha Bonhoeffera, o którym jeszcze napiszemy.

Wszystkim zainteresowanym zarówno działaniem systemu totalitarnego jak i procesem Sophie Scholl polecamy obejrzenie filmu "Sophie Scholl - Die letzten Tage" , zrealizowany w chłodny i oszczędny sposób przedstawia ostatnie pięć dni z życia Sophie z nieomal dokumentalną dokładnością.

Odnośniki:



[td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz