środa, 21 stycznia 2015

21 stycznia "czarna niedziela"

Wielka Ucieczka


Panika wybuchła z całą siłą i udzieliła się wszystkim. Jeszcze dwa dni temu wojna jakby nie istniała. Co prawda 17 stycznia wszystkie wrocławskie oddziały zapasowe postawiono w stan gotowości, na ważnych skrzyżowaniach, stacjach i dworcach kolejowych wystawiono posterunki, których zadaniem było zatrzymywanie wszystkich noszących mundury niezależnie od stopnia i posiadanych rozkazów oraz kierowanie ich do punktu zbornego w Koszarach Kirasjerów Wielki Elektor (obecnie ulica Hallera) - ale to były sprawy wojskowych. Wieczorem dotarły wieści o upadku Warszawy. Sytuacja na froncie wyglądała coraz gorzej. Wydawało się jednak nie do pomyślenia, że koszmar z Nemmersdorf będzie udziałem mieszkańców Śląska, że barbarzyńcy ze stepów wedrą się na rdzenną niemiecką ziemię. Co prawda po zmroku miało miejsce bombardowanie, ale przecież Śląsk zostanie obroniony. Następnego dnia 18 stycznia sowieckie samoloty znowu nadleciały, tym razem biorąc za cel sieć kolejową. Bomby spadły na dworce kolejowe, najbardziej ucierpiał Wrocław-Brochów. Wciąż jednak mówiono o pojedynczych zniszczonych domach, liczono co do jednego wybite okna. Zaczęła się spontaniczna ewakuacja. Samochód z bakiem benzyny w warunkach wojennych był rzeczą nieosiągalną. Na dworcach kolejowych zaczęły się gromadzić tłumy. Jednak większość wrocławian sądziła, że ma jeszcze czas na ucieczkę, że władze coś zorganizują. 19 stycznia Armia Czerwona wkroczyła na Górny Śląsk, ostatnie funkcjonujące jeszcze zagłębie przemysłowe III Rzeszy i dotarła w okolicy Kluczborka do granicy Dolnego Śląska. W tej sytuacji przy kompletnym braku przygotowania zaplecza sprawujący władzę absolutną Gauleiter Karl Hanke wydaje tragicznie spóźniony rozkaz ewakuacji ludności cywilnej, tj. kobiet i dzieci: 19 stycznia powiatów leżących na wschód od Odry, następnego dnia - w sobotę - Wrocławia i okolic.

20 stycznia die große Flucht - groza uciekającego drogami całego społeczeństwa, całej ludności miast, miasteczek, wsi znana dotąd tylko mieszkańcom Prus Wschodnich spada na Wrocław. Okazuje się, że nie ma jak wyjechać z Wrocławia, kiedy pada rozkaz można z niego tylko wyjść. Późniejszy komendant Twierdzy Hans von Ahflen zbywa to słowami "rozkaz ewakuacji wydany z opóźnieniem [...] musiał spowodować ogromne trudności i pociągnąć za sobą ofiary, których można było uniknąć. Te smutne i bolesne wydarzenia są tak znane, że zbędne jest ich przedstawianie w tym miejscu".


Ksiądz Paul Peikert: "Śląsk jest kwitnącą krainą chłopów, serce się kraje na widok rodzin chłopskich wypędzonych przemocą. Właściciele są niemal bez wyjątku na froncie, podobnie ich synowie, być może nawet ich córki. Głównie są to ludzie starsi i dzieci, które siedzą na wozach, lub młodsze kobiety, które tylko przy pomocy jeńców wojennych musiały uprawiać swoją rolę. Ta masowa ucieczka przypada w dodatku w ostre dni zimy, gdy temperatura spada do 13-15 stopni. Dzieci zamarzają i ich krewni układają je na skraju ulicy. Donoszą, że zwozi się do tutejszych kostnic pełne ciężarówki takich zmarzniętych dzieci. Moja służąca opowiadała mi dziś, że sama widziała 8 zwłok dzieci na swej drodze przy szosie strzelińskiej za koleją obwodową i trupa starego mężczyzny w przydrożnym rowie. [...] Także Wrocław doczekał się ewakuacji. Prawdziwa panika i zamęt ogarnęły masy. Dworce kolejowe są całymi dniami tak przepełnione, że przebrnięcie przez tłumy jest niemożliwością. Wszystko tłoczy się do pociągów, które mogą przyjąć tylko ograniczoną ilość uciekinierów, największa część musi pozostać i próbować następnym razem. Większość ludzi zabiera wózki dziecięce i niezbędny bagaż, pieszo udając się szosą w niepewne. Obok chłopskich wozów ciągną nieprzerwane kolumny mieszczan, którzy na wózkach dziecięcych i kolaskach wiozą swą chudobę ku nieznanej jeszcze i wątpliwej przyszłości. Od tych kobiet i dzieci wymaga się, aby ogromną drogę przebyły pieszo. Obiecuje się im, że w Jaworzynie będą miały połączenie kolejowe, ale drogę z Wrocławia do Jaworzyny muszą przebyć pieszo. Skoro zaś dotrą do Jaworzyny - tam taki sam widok przepełnionego dworca."

Pastor Ernst Hornig: "Kobiety we Wrocławiu wstrzymały oddech, kiedy 20 stycznia, a jeszcze dobitniej w niedzielę 21 stycznia po południu, usłyszały z ulicznych megafonów następujący komunikat: "Uwaga! Uwaga! Kobiety z dziećmi udadzą się piechotą do Oporowa w kierunku Kątów Wrocławskich. Wszyscy mają się zebrać na placach południowego przedmieścia". Ścisk i chaos panujące na dworcach kolejowych były tak beznadziejne, że wiele matek posłuchało zapowiedzi z megafonów. Kobiety te, najczęściej z małymi dziećmi w wózkach albo też, ponieważ leżał śnieg, na sankach, z plecakami i walizkami, ruszyły w mroźną noc drogą wychodzącą z miasta. Po kilkugodzinnym marszu rozpoczynało się poszukiwanie noclegu i gorącego pieca, ale często, z powodu liczby uciekinierów, nie otwierały się przed nimi żadne drzwi. Nie pomagało wyrzucanie ciążących przedmiotów - często nad ranem matki znajdowały swoje dzieci w kocach zesztywniałe i bez życia. Grzebały je w śniegu w przydrożnych rowach. Tylko na samym rynku w Środzie Ślaskiej pochowano czterdzieścioro dzieci. W Parku Południowym, po pierwszej nocy ucieczki z Wrocławia, powstało pięćdziesiąt grobów dziecięcych. To tylko kilka przykładów ówczesnego żniwa śmierci. Te martwe dzieci miał jednak na sumieniu Gauleiter Hanke, który nie posłuchał rady Generalmajora Krausego dotyczącej wcześniejszej ewakuacji."

Tego dnia Armia Czerwona zajmuje Myślenice, Strzelce Opolskie, Dobrodzień, Olesno, Namysłów, Międzybórz, Turek, Konin. Dwa dni temu wojna była daleko gdzieś w okolicach Wisły za potężnym, stalowym murem Wehrmachtu. Dziś ten mur runął i przerażeni ludzie powtarzają plotki, że już jutro sowieckie czołgi dotrą na rubieże Wrocławia. Również 21 stycznia nastąpił krach operacji Nordwind - ostatniej próby ratowania pozycji w Ardenach, teraz można było się już tylko cofać i to na niemieckiej ziemi. Nawet jeśli wiadomość o tym dociera do Wrocławia, czy wobec fiaska na wschodzie kogokolwiek to obchodzi? Wątpliwe. Nikt we Wrocławiu nie wie, że pięć dni temu, 16 stycznia Adolf Hitler zszedł na ostatnią pozycję dowodzenia - do bunkra Kancelarii Rzeszy. [td]

3 komentarze:

  1. Kto ci,chłopczyku, płaci za ten wzruszający półniemiecki blog?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soros głąbie, powinieneś wiedzieć

      Usuń
  2. Rewelacyjny blog, tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń