wtorek, 20 stycznia 2015

20 stycznia - Die große Flucht

Wielka Ucieczka
Jest 20 stycznia, sobota. Najbardziej tragiczny weekend w historii Wrocławia. Ogłoszono wydany poprzedniego dnia rozkaz Gauleitera Karla Hanke, aby wszystkie kobiety i dzieci opuściły miasto.

Jak to relacjonuje ówczesny wojskowy komendant Twierdzy, generał Krause, jeszcze w grudniu na naradzie w Berlinie przedstawił konieczność ewakuacji ludności Wrocławia, mówiąc, że z zachodu przeniesiono na ten teren traktowany jako bezpieczny schron Rzeszy obiekty przemysłowe i podjęto działania mobilizacyjne w sektorze cywilnym. Ze wschodu napływały masy uchodźców. Pod koniec 1944 Wrocław liczył około miliona mieszkańców co stanowiło dramatyczny wzrost wobec niewiele ponad 600 tys w czasach pokoju, a i tak przedwojenny Wrocław był jednym z najbardziej zagęszczonych miast Rzeszy (trzeba też wziąć pod uwagę, że miał wówczas znacznie mniejszą powierzchnię, ok 60% obecnego stanu: 175 km2 wobec obecnych 292 km2). Obrona tak zagęszczonego miasta była niemożliwa i była zbrodnią. Kolej była gotowa podstawić 100 pociągów na kilka dni, Krause proponował ewakuować ok. 200 tys. starszych i słabszych mieszkańców, kobiet w ciąży i matek z dziećmi. Jednak wówczas Karl Hanke odrzekł "Gdzie ja mam podziać tych ludzi, a poza tym fũhrer każe mnie rozstrzelać, jeżeli teraz w czasie najgłębszego pokoju, przyjdę do niego z czymś takim".

W pierwszych godzinach wydawało się, że instytucje miejskie jeszcze działają. Tysiące ludzi zmierzało w kierunku dworców kolejowych tylko po to, żeby dowiedzieć się, że nawet jeżeli jeszcze pociągi jeżdżą to oni się do nich nie dostaną, a ci którzy zdołali tam dotrzeć nie mogli się z nich wydostać. Ludzie ginęli w ścisku, tratowali się nawzajem.
                  
Fala uchodźców ruszyła na południe, by pieszo wydostać się z miasta. Nie przygotowano im żadnych środków transportu, żadnej aprowizacji i pomocy na drodze. Nie zorganizowano noclegów ani choćby elementarnej opieki medycznej. Średnia temperatura stycznia wynosiła wtedy ok -6°C, w nocy spadała poniżej -20°C co oznaczało, skutą mrozem ziemię i brak bezpiecznego noclegu w nieogrzewanych pomieszczeniach. Najsłabsi ginęli. Świadkowie wspominają jak wyglądała droga ewakuacji. Ponieważ ziemia była zbyt twarda by pochować umarłych, pozostawiano ich na poboczu. Najbardziej rzucały się w oczy trupy dzieci, często niemowląt w becikach leżących na ziemi, wózki były wciąż potrzebne żywym. W krótkim czasie miasto opuściło z cała pewnością ponad pół miliona ludzi, może ponad 700 tys. Przez Oporów szli na Kąty Wrocławskie i dalej aż do Drezna. Mieli przed sobą ponad 250 km drogi i żadnego wsparcia. Ocenia się, że około 90 tysięcy z nich zmarło. Była to tzw. Wielka Ucieczka - Die große Flucht. Ci zaś którzy do Drezna dotarli padli ofiarą bombardowania, które w połowie lutego obróciło miasto w ruiny.

Taki był koszt tchórzliwego zaniedbania i odłożenia ewakuacji na później, co w połączeniu z decyzją o obronie miasta bez względu na koszty spowodowało masakrę. Postaramy się prowadzić naszą kronikę bez emocji, nie rozdając racji i nie oceniając. Ale ten jeden raz warto zrobić wyjątek. Kiedy usłyszymy o Wypędzonych, przypomnijmy sobie kto, ich wypędził i w jakich warunkach. [td]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz