czwartek, 7 maja 2015

7 maja, poniedziałek. "Coś się kończy, coś się zaczyna"

Jeńcy niemieccy w zdobytym przez Armię Czerwoną Wrocławiu

Najważniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia było podpisanie bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Nastąpiło to w Reims, kwaterze głównej aliantów zachodnich, siedzibie dowódcy SHAEF, generała Dwighta Eisenhowera. Kapitulację ze strony niemieckiej podpisali generaloberst Alfred Jodl oraz w imieniu marynarki admirał Kriegsmarine Hans-Georg von Friedeburg. Jodl reprezentował innego marynarza admirała Karla Dönitza, który w testamencie Hitlera został wyznaczony na Prezydenta Rzeszy. W ten sposób alianci zachodni rzeczywiście podpisali kapitulację z ludźmi reprezentującymi władze hitlerowskie. Chociaż kapitulacja rzeczywiście weszła w życie, była wiążąca i zaspokajała wszelkie dotychczasowe ustalenia międzysojusznicze, w tym historycznym momencie brakowało na niej przedstawicieli strony sowieckiej. Dlatego na żądanie Stalina całą ceremonię powtórzono w innym składzie dzień później. Zanim to się udało zorganizować w Moskwie wskazówka zegara minęła godzinę dwunastą i w czasie składania podpisów po raz wtóry, tym razem przez przedstawicieli aliantów zachodnich, strony niemieckiej oraz sowieckiej w Moskwie był już 9 maja. To jest właśnie przyczyna dla której w Europie Zachodniej pokonanie hitlerowskich Niemiec i zakończenie wojny w Europie świętuje się od początku po dziś właśnie 7 maja, a w Moskwie dopiero 9 maja. Trudno o lepszy symbol powojennej sytuacji Polski jak to, że w PRL świętowano zakończenie wojny jako Dzień Zwycięstwa i to według czasu moskiewskiego.

Jodl i Donitz zostali uznani za zbrodniarzy wojennych, Jodl skazany na karę śmierci został powieszony, Donitz dostał 10 lat, które w całości odsiedział. W 1953 niemiecki sąd uznał, że działania Jodla nie stanowiły zbrodni wojennych. Friedeburg nie został osądzony, jeszcze 9 maja został zdymisjonowany. Po wejściu w życie kapitulacji i ustanowieniu stref okupacyjnych status rządu Donitza był cały czas podważany, w końcu 23 maja wszyscy zostali aresztowani i wtedy podczas próby przesłuchania Friedeburg popełnił samobójstwo.

Cały czas trwało powstanie praskie, jedno z najdziwniejszych powstań tej wojny. Wyprowadzenie wojsk niemieckich było przesądzone, nie o to toczyły się walki. Starcia wybuchły spontanicznie i szybko kontrolę nad nimi przejęli miejscowi działacze komunistyczni, celem walki było opanowanie kluczowych pozycji i zablokowanie Niemców w Pradze, tak żeby nie mogli poddać się do niewoli amerykańskiej. Niemcy zdecydowali, że stłumią powstanie za wszelką cenę i wprowadzili do walki wszystkie oddziały jakie mieli do dyspozycji w tym także broń ciężką. Niespodziewanie w walce wzięła niemiecka 600 Dywizja (własowcy) po stronie czeskiej, chcieli w ten sposób wywalczyć sobie lepsze traktowanie w niewoli. Być może właśnie udział Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (Russische Befreiungsarmee, Русская освободительная армия, ROA) zdecydował o uratowaniu Pragi, ponieważ tylko oni posiadali broń ciężką i przeciwpancerna którą można było przeciwstawić czołgom SS atakującym miasto. Walki trwały do 8 maja, wobec groźby zniszczenia miasta i ogromnych strat w ludności cywilnej strona czeska ogłosiła kapitulację zawierając z Niemcami ugodę, która mówiła o przerwaniu walk oraz o swobodnym przejściu oddziałów niemieckich oraz ich cywilów. Było to pozorne zwycięstwo niemieckie, z czego prawdopodobnie obie strony zdawały sobie sprawę. Sowieci byli tak blisko, że Niemcy nie mieli czasu na wycofanie się. 9 maja do Pragi wkroczyła Armia Czerwona. Powstanie praskie było być może pierwszym konfliktem zbrojnym czasu Zimnej Wojny, Kiedy wybuchło Amerykanie byli tak blisko że mogli udzielić pomocy właściwie natychmiast, ich czołówka była na przedmieściach miasta. Nie zrobili nic, ponieważ ograniczały ich polityczne ustalenia między sojusznikami koalicji antyhitlerowskiej. Ponieważ Praga była częścią dominium Stalina, US Army nie mogła do niej wejść. Zrobili to natomiast Rosjanie z ROA, do niedawna część Wehrmachtu, i to prawdopodobnie oni Pragę uratowali, Po walkach tak szybko jak to było możliwe wycofali się na zachód oddając się do niewoli amerykańskiej. Nie zyskali nic, zostali przekazani stronie sowieckiej i w większości rozstrzelani za zdradę lub wykończeni w gułagach.

Jest to już ostatni z codziennych wpisów naszej kroniki możemy więc trochę wybiec naprzód. Bolesław Drobner wyznaczony przez polskie władze komunistyczne na prezydenta Wrocławia, miał poważny problem w skompletowaniu ekipy pionierskiej, której zadaniem było tworzenie polskiego miasta od podstaw. Podstawowa trudność polegała na znalezieniu w praktycznie niezniszczonym wojną Krakowie chętnych do przeprowadzki w ruiny niemieckiego jeszcze miasta, a nowa władza wcale, jak się okaże i co od początku nie było tajemnicą, nie miała wiele do zaoferowania. To nie były lukratywne kontrakty, ale poważne i czasem niebezpieczne wyzwanie wymagające ogromnego poświęcenia i oferujące niepewną przyszłość. Po raz pierwszy do Wrocławia przyjechał na rekonesans jeszcze w trakcie trwania walki, 13 kwietnia. Dotarli do pl Powstańców Śląskich, kilka ulic dalej wciąż trwała wojna. Więcej czasu spędzili w Kątach Wrocławskich, gdzie spotkali się z sowieckim komendantem wojskowym miasta podpułkownikiem Liapunowem i po trzech dniach wrócili do Krakowa. To zdjęcia z tej ekspedycji oglądaliśmy w "Przekroju" 29 kwietnia. Walki we Wrocławiu zakończyły się 6 maja. Minęły dwa dni zanim udało się zorganizować pierwszą powojenną wyprawę polską do Wrocławia. 9 maja, rano z Krakowa wyjechała jedna ciężarówka załadowana prowiantem na kilka pierwszych dni z polską flagą oraz skromną ekipą pod dowództwem Kazimierza Kuligowskiego. Jest to temat na osobną opowieść. Pora zakończyć naszą.

Ze wszystkich głównych bohaterów naszej opowieści najszybciej zakończyła się historia Gauleitera Hansa Franka. Krążą rozmaite wersje jego końca, ale według najbardziej prawdopodobnej z nich uciekł samolotem rozpoznawczym Storch startując sprzed Hali Stulecia (obecną Iglicę postawili dopiero Polacy) i szybko udało mu się przedostać do Czech. Tam jednak dostał się do niewoli i wciąż nierozpoznany został zastrzelony podczas próby ucieczki.

Hans von Ahlfen, komendant twierdzy do początku marca 1945, 17 kwietnia dostał się do niewoli alianckiej, z której zwolniono go 30 czerwca 1947. Jego następca generał Hermann Niehoff w niewoli sowieckiej był do 1956, wtedy zwolniono resztę wciąż żywych jeńców niemieckich. Bardzo szybko nawiązuje kontakt z Ahlfenem i jako reprezentanci mitu "dobrego Wehrmachtu" żywego w środowiskach kombatanckich i ziomkowskich piszą pierwszą wersję wspomnień z obrony Wrocławia "Der Kampf der Festung Breslau" wydaną przez Verlag Ernst Siegfried Mittler w 1957, na fali sukcesu jaki osiągnęła ta książka, piszą poprawioną, rozszerzoną wersję wydaną dwa lata później w 1959 przez Verlag Gräfe und Unzer "So kämpfte Breslau". To właśnie tą książkę znamy jako "Festung Breslau w ogniu" (Wydawnictwo Dolnośląskie 2008). Ahlfen natychmiast przystępuje do pracy nad następną książką opisującą walki na Śląsku, wydaną w 1961 również przez Verlag Gräfe und Unzer przez "Kampf um Schlesien" ("Walka o Śląsk 1944/1945" Wydawnictwo Dolnośląskie 2009). Umiera kilka lat później w 1966 w wieku 69 lat. Niehoff, jego rówieśnik, jest długowieczny, umiera w 1980 mając 83 lata.

Najważniejszym kronikarzem oblężenia Wrocławia i bardzo długo jednym znanym stronie polskiej, jest ksiądz Paul Peikert, proboszcz parafii św Maurycego. Znana nam książka z licznych wydań od 1964 roku "Kronika dni oblężenia Wrocław 22 I - 6 V 1945" jest skróconą i ocenzurowana wersją jego pamiętnika, który pozostawił w parafii. Prawdopodobnie nie wiedział, czy jego pamiętnik w ogóle ocalał, po wojnie wyjechał do Westfalii gdzie nadal pełnił funkcję proboszcza aż do śmierci w 1949 w wieku 60 lat. Z chęcią przeczytalibyśmy cały jego pamiętnik, niestety nie wiadomo nic o planach wydania go w krytycznej wersji. Polską wersję "Kroniki" znał i korzystał z niej inny wrocławski kronikarz Ernst Horning, autor wydanej w 1975 "Breslau 1945: Erlebnisse in der eingeschlossenen Stadt" ("Breslau 1945. Wspomnienia z oblężonego miasta", Via Nova 2009). Horning, ksiądz luterański i przywódca lokalnego Kościoła Wyznającego został wysiedlony z Wrocławia późno bo w grudniu 1947 i nie wyjechał daleko, przeniósł się do Gorlitz gdzie mimo problemów stwarzanych przez władze DDR pełnił funkcję biskupa aż do przejścia na emeryturę w 1963. Umarł w 1976 w wieku 82 lat. Walter Laßmann, inny ksiądz katolicki, proboszcz parafii św. Józefa a później następca Paula Peikerta w parafii św. Maurycego, został z Wrocławia deportowany we wrześniu 1946. Swoją relację opracował w 1969, ale nie została ona wydana za jego życia. Oryginał niemiecki wydano dopiero w 2012 a rok później ukazało się wydanie polskie.

Hugo Hartung był cywilem, pisarzem i dramaturgiem, który w czasie wojny został zmobilizowany w wojskach naziemnych Luftwaffe, to komplikowało jego los. Ale nie dostał się do niewoli sowieckiej i granicę polsko-enerdowską udało mu się przekroczyć już w 8 lipca 1945. Jest autorem pierwszych wspomnień z oblężonego Wrocławia. Najpierw książki beletrystycznej wydanej już w 1951 "Der Himmel war unten" ("Gdy niebo zstąpiło pod ziemię" Via Nova 2008), oraz pamiętnika opublikowanego w 1956 "Schlesien 1944/45 Aufzeichnungen und Tagebücher" ("Śląsk 1944/1945 zapiski i pamiętniki", Via Nova 2009). W Niemczech najpierw udał się do Turyngii, ale później z rodziną przeniósł się do Monachium. W 1956 został wyróżniony Nagrodą Literacką im. Heinricha Drostego. Umarł w 1972 w wieku 70 lat.

Hendrik Verton, był człowiekiem, którego związek z Wrocławiem był zupełnie przypadkowy. Jako holenderski ochotnik SS dostał się do garnizonu twierdzy i tu stoczył swoją ostatnią walkę. Udało mu się uniknąć sowieckiej niewoli i 20 września 1945 otrzymał dokument zwalniający go do domu, chociaż nie wrócił od razu bo jako były żołnierz SS nie miał dokąd wracać. Przyjechał do Wrocławia jeszcze raz, w latach 70-tych. Swoje wspomnienia opisuje w książce "In the Fire of the Eastern Front: The Experiences of a Dutch Waffen-SS Volunteer, 1941-45", której polskie tłumaczenie wydała Bellona w 2010. [td]

środa, 6 maja 2015

6 maja, niedziela

Parlamentariusze niemieccy i radzieccy. Festung Breslau 6 maja 1945

6 maja, niedziela
Ostatni dzień. Aż trudno uwierzyć że gehenna miasta nareszcie się skończy. Jednak czym jest miasto, czym był Wrocław a właściwie Breslau 6 maja 1945? Jak się wkrótce okaże ludność cywilna tak ciężko przeżywająca szczególnie ostatnie tygodnie oblężenia, mająca serdecznie dosyć wojny, bombardowań i snajperskich ostrzałów, jeszcze przez długi czas nie zazna spokoju. Jednak nim dojdziemy do godzin wieczornych i dni kolejnych dzisiaj miało miejsce angielskie wyjście największego oprawcy Śląska. Karl Hanke po tym jak nie udało mu się wpłynąć groźbami i prośbami na generała Niehoffa postanowił prysnąć. Nie tylko w przenośni zamierzał się ulotnić i wraz z najwyższym szczeblem NSDAP odnaleźć bezpieczną przystań w argentyńskim domku wśród bogatej zieleni. Wieść o tym dotarła także do Vertona:
„(…) Gaulaiter Hanke w swojej nacjonalistycznej pysze i arogancji oświadczył, że zamierza aresztować generała Niehoffa za jego defetystyczną decyzję, ale potem zmienił zdanie. Bardzo szybko zaakceptował sytuację, dokonując równie szybkiej decyzji, aby mu podstawiono Fieselera Storcha. Samolot był wyłącznie do osobistego użytku dowódcy garnizonu, generała Niehoffa, lecz Hanke bez jego wiedzy wykorzystał maszynę, aby samemu odlecieć z Wrocławia. Generał Niehoff chciał ze swoim sztabem dzielić los mieszkańców miasta i był zadowolony z tego, że Hanke uciekł, gdyż jego obecność mogłaby się przyczynić do zakłócenia negocjacji. 6 maja około szóstej rano widziano Storcha w powietrzu. W godzinach rannych generał Niehoff otrzymał wiadomość z Kirchbergu: „Gauleiter Hanke lekko ranny wylądował tutaj w uszkodzonej maszynie”. Nic więcej o tym człowieku już nie słyszano.(…)”
Fakty są takie że nie wiele wiadomo o samej ucieczce Hankego. Najprawdopodobniej rzeczywiście uciekł na pokładzie Fieseler Fi-156C „Storch”, choć jak pisze Solarz:
„(…) Przyjaciel Hankego Albert Speer, w swych wspomnieniach pisze, że Hanke mógł skorzystać przy ucieczce z prototypu helikoptera, (taką informację miał przekazać Speerowi konstruktor niemieckich śmigłowców – Flettner. Niektórzy sugerują nawet, iż Gauleiter uciekł z miasta podziemnym tunelem. Nie brak również zupełnie fantastycznych hipotez, jak choćby takiej, że Hanke miał opuścić Wrocław na pokładzie …latającego dysku V-7!!!(…)” 
Do dzisiaj nie wiadomo skąd uciekł. Przez wiele lat uważano, że samolot wzbił się w powietrze z pasa startowego zbudowanego na zrujnowanej do tego celu dzielnicy naukowej w okolicy pl. Grunwaldzkiego. Jednak równie prawdopodobne jest to, że Hanke wystartował z terenu Stadionu Olimpijskiego, sprzed Hali Stulecia lub też z Placu Wolności.
Hanke w przebraniu podoficera SS przepadł bez wieści.
Teorii na temat jego dalszych losów było sporo, zawsze tak jest kiedy ostatecznie nie można potwierdzić martwego ciała lub zdjąć odcisków palców z więźnia dostarczonego do aresztu.  Mnożono domysły, wyobraźnia pulsowała, ktoś go widział w Rosji, inni pod Jelenią Górą na lotnisku pułapce przygotowanym przez Rosjan. Inna wersja zakłada udaną próbę przebicia się do Czech i tam schwytania przez partyzantów. Najbardziej wiarygodna wersja mówi o tym, że gauleiter faktycznie dostał się w ręce czeskich partyzantów, jednak nie zginął rozpoznany przez jednego z nich a podczas próby ucieczki z konwoju. Tak czy inaczej Wrocław nie miał już krwawego Cezara a generał Niehoff przygotowywał się do negocjacji. Na jego rozkaz wstrzymano ogień o godzinie 9 rano. Do końca wojny w mieście pozostało dokładnie dziewięć godzin i dwadzieścia minut. Wystarczyło to na pozbycie się ostatnich niewygodnych świadków. Na dziedzińcu więzienia przy ul. Kleczkowskiej rozstrzelana została grupa kilkunastu więźniów, głównie Czechosłowaków. Służba bezpieczeństwa postawiła w ten sposób krwawą kropkę nad i.
Wkrótce po tym  Niehoff był gotowy. Jeden z głośników na południu miasta zakomunikował stronie radzieckiej gotowość do rozmów. Rosjanie wyrazili zgodę i po trzech miesiącach radzieckie działa zamilkły.
„(…) Teraz we Wrocławiu było spokojnie, śmiertelnie spokojnie(…)” napisał Verton który podobnie jak inni obrońcy twierdzy przeżywał to osobiście. W końcu oddał mitowi wielkich Niemiec kilka, być może najlepszych lat swojego życia:
„(…) Oczywiście trudno było mówić w tym czasie o „dumie” i „smutku”. Należało użyć innych słów z naszego słownika, mówiących o dzielnych obrońcach fortecy. Oni byli źli, głęboko niezadowoleni i pełni wątpliwości, zwłaszcza ci z pierwszej linii obrony. Przewidując perspektywę zostania jeńcem wojennym u Rosjan =, niektórzy oficerowie dokonywali samobójstw, szeregowi rozbijali broń o najbliższe kamienie, inni pogrążeni w czystej frustracji wrzucali broń do Odry. Kapitulacja w ich oczach była świętokradztwem(…)”
Rozpoczęło się nerwowe usuwanie śladów, palono dokumenty. Magazyny zostały otwarte i zaopatrzenie trafiło odludności cywilnej. Broń masowo był niszczona, topiona, chowana. Jeden z magazynów odnaleziono już trzydzieści lat po wojnie w okolicy obecnej ulicy Piłsudskiego po wcześniejszym wskazaniu przez anonimowego obrońcę twierdzy.
Tymczasem parlamentariusze obu stron spotkali się na skrzyżowaniu ulicy Powstańców Ślaskich i Lwowskiej. Stronę niemiecką reprezentował kapitan von Blück i zastępca dowódcy twierdzy pułkownik Tiesler. Stronę radziecką przedstawiciele 22 Korpusu – pułkownik Cziczin i major Omar Jachajew który napisał później:
„(…) Rozkazem dowódcy 6 Armii gen. Głuzdowskiego i dowódcy 22 Korpusu Piechoty gen. Zacharowa zostałem wyznaczony jako parlamentariusz na rozmowy z przedstawicielami oblężonego zgrupowania, do którego miałem się udać w towarzystwie asystenta-adtiutanta, tłumacza i korespondentów. Wiedzieliśmy że wśród faszystów nie było jednomyślności w sprawie zawieszenia broni i kapitulacji. Za kapitulacją był Wermacht i jego żołnierze i większość oficerów. Esesmani występowali przeciwko kapitulacji. Jak tylko doszedłem do środka ulicy, faszyści otworzyli ogień Nie zważając na grożące niebezpieczeństwo, kontynuowałem swoją drogę do oznaczonego celu już ostrożniej – ryzykowałem nie tylko swoim życiem ale także życiem moich współtowarzyszy, którzy już do mnie dołączyli.
Spotkanie odbyło się w pasie neutralnym. Działo się to na skrzyżowaniu ulic Powstańców Śląskich i Lwowskiej. I tu niemieccy parlamentariusze pogwałcili konwencję genewską, która określa, iż w tego rodzaju rozmowach mogą brać udział osoby bez broni. Po mojej uwadze na ten temat Niemcy powyciągali z kabur swoje pistolety Parabellum i wręczyli je mnie, przepraszając za swoje zapominalstwo. Demonstracyjnie wyrzuciłem tę broń natychmiast w gruzy, po czym zaczęliśmy mówić o warunkach kapitulacji. Dowództwo radzieckie żądało natychmiastowej kapitulacji, a faszyści prosili o odłożenie jej o dobę. Strona radziecka odrzuciła tę prośbę. (…)”
Strona niemiecka z opaskami na oczach została zaprowadzona do sztabu pułku przy ulicy Kamiennej 46. Następnie odprowadzono do pasa neutralnego. Do wręczenia warunków kapitulacji pozostało niewiele czasu. Na przekazanie dokumentów umówiono się o godzinie 14. Podczas gdy parlamentariusze obu stron rozmawiali w pasie neutralnym
„(…) Zarówno nasi jak i niemieccy żołnierze wyszli z okopów, piwnic i innych kryjówek, porozsiadali się na gruzach domów (a wszystko to na pierwszej linii), palili, przekrzykiwali się, kto jak mógł, jak gdyby nigdy nie byli wrogami.(…)”
Chwilę po tym niemieccy oficerowie w drodze powrotnej najechali na minę. Pierwszej pomocy udzielili im Rosjanie. Niestety to nie koniec, podczas reanimacji w kierunku zgromadzonych żołnierzy których z żołnierzy radzieckich omyłkowo uruchomił miotacz ognia. Do akcji zaangażowało się SS które chciało wykorzystać sytuację, w tym samym momencie włączyli się także żołnierze Wehrmachtu którzy stanowili ochronę Rosjan.
Ostatecznie godzina przekazania pisemnej zgody na kapitulację została przesunięta o godzinę, na 15. Do spotkania doszło około 15.30. Strona niemiecka wyraziła zgodę na kapitulację która sprawiała wrażenie honorowej.
1. Wszystkie wojska pozostające pod dowództwem generała Niehoffa zaprzestaną działań wojennych w dniu 6 maja o godz. 14 czasu moskiewskiego (tj. 13 czasu miejscowego)
2. Składy jednostek, broń, wszelkie środki bojowe, transportowe i urządzenia techniczne przekazane zostaną w stanie nie uszkodzonym.
3. Komendantowi, jego oficerom i żołnierzom, którzy zaniechali oporu, zagwarantowane zostaje życie, żywność, pozostawienie własności osobistej i odznaczeń, a po zakończeniu wojny – powrót do ojczyzny. Całemu korpusowi oficerskiemu zezwala się na noszenie białej broni.
4. Wszystkim rannym i chorym udzielona zostanie natychmiastowa pomoc lekarska środkami radzieckimi.
5. Komendantowi i innym generałom pozostawia się do dyspozycji samochody osobowe wraz z obsługą, jak i odpowiednią obsługę w czasie niewoli.
Piwnicami i okopami Rosjanie na zaproszenie Niehoffa udali się do Biblioteki Uniwersyteckiej na Pisaku. Tam biskup sufragan Ferche i pastor Horning (o czym Jachajew nie wspomina) zostali poinformowany przez Niehoffa o kapitulacji.
„(…) Zgodnie z poleceniem generała Głuzdowskiego, wracając zabraliśmy ze sobą w dwóch samochodach Niehoffa, 10 pułkowników, wszystkie ważniejsze dokumenty sztabowe, a szczególnie mapy pól minowych. Dowódcę Festung Breslau zawieziono do sztabu 22 Korpusu, mieszczącego się willi Colonia, gdzie podpisał uzgodnione poprzednio przez parlamentariuszy warunki kapitulacji. W willi Colonia przebywał generał Niehoff jeszcze przez cały tydzień. Generał Głuzdowski miał o to pretensje do generała Zacharowa.(…)”
Będąc już w willi Colonia Niehoff zgłosił poprawkę która została ujęta aneksem do warunków kapitulacji. Chodziło o żołnierzy SS, którzy cieszyli specjalną niesławą.
Ustalono również, że pozostający w mieście obrońcy będą się grupować już rozbrojeni w wyznaczonych miejscach. I tak:
a. Grupa południowa – na placu Powstańców Śląskich
b. Grupa zachodnia – w Szczepanowie
c. Grupa północna – w Rogożu
d. Generałowie i oficerowie w Strzeszowie
e. Sztab komendanta na placu Powstańców Śląskich
Wieczorem po podpisaniu o godzinie 18.20 kapitulacji obie strony spotkały się na bankiecie zorganizowanym przez Rosjan w gmachu byłego niemieckiego okręgu wojskowego na Krzykach. Raut na cześć pokonanych i zwycięzców wspominał Verton:
„(…) Rosjanie nie mogli się oprzeć pokusie. Zbyt wiele by sobie odmówili. Tak oto generał Niehoff i jego sztab zostali zaproszeni na uroczysty obiad. Zwycięzcy i pokonani usiedli przy jednym stole, nakrytym ty co najlepsze. To była ostentacyjna wystawność. Świece migotały ponad górami zimnych specjałów łącznie z kawiorem, mięsem, vol-au-vents, zaś wódka przelewała się. Jej buteli stały tuzinami między talerzami.(…)”
Tak by się mogła skończyć ta opowieść, jednak rzeczywistość aż nadto przypominała zarówno Królewiec jak i Berlin. Niehoff nie trafił po wojnie do ojczyzny tylko na 10 lat do ZSRR gdzie siedział w więzieniu. Ludność cywilna miasta musiała sprostać pijanym żołnierzom Armii Czerwonej. Jednak najgorszy był los kobiet, gwałconych po kilkadziesiąt razy . Wiele z nich wybrało ucieczkę, popełniając samobójstwo. Stalin, ojczulek narodu usankcjonował, rozgrzeszył i usprawiedliwił swoją dzicz. W imię walki z faszyzmem pozbawiono tysiące niewinnych ludzi godności. Pijani czerwonoarmiści nie wybrzydzali.
„(…)Prałat Lange, kurator „Domu Dobrego Pasterza” donosił, ze 7 maja grupa Rosjan przedostała się przez uszkodzoną ścianę do klasztoru Kaiserstrasse, gdzie znajdowały się dwie starsze wiekiem siostry zakonne. Jedna z nich uciekła, ale ta druga nawet się nie starała, sądząc, że jej podeszły wiek uchroni ją przed każdą fizyczną zniewagą. Siostra Felizita została obezwładniona przez grupę, zastrzelona i zgwałcona.”Pochowaliśmy ją w ogrodzie klasztornym. Miała 81 lat(…)”
Koleje losu bohaterów Festung Breslau, postaci które na trwałe zapisały się w naszej kronice są przeróżne. Niehoff po 10 latach wrócił do RFN, podobnie jak Ahlfen ciesząc się spokojną starością. Hendrikowi Vertonowi – ochotnikowi do Waffen SS udało się przeżyć wojnę i wrócić do normalnego życia, mało tego doskonale wspomina spotkania z innym SS-manem Otto Skorzennym znanym głównie z uwolnienia Mussoliniego z aresztu domowego.
Jednak bardziej od dalszych losów oprawców ciekawsze są losy anonimowych Breslauerów wypędzonych ze swoich domów wkrótce po zakończeniu działań wojennych. Ciekawsze są losy nowo przybyłych osiedleńców którzy w konfrontacji z technologią której nie rozumieli po prostu ją niszczyli szczególnie w dolnośląskich wsiach i miejscowościach. Jednak jest to temat na zupełnie inną opowieść.[tom]

wtorek, 5 maja 2015

5 maja, sobota. "Zemsta jest naszą cnotą, a nienawiść naszym obowiązkiem"

3 maja bez walki skapitulował Hamburg, miasto gdzie była ostatnia działająca hitlerowska rozgłośnia radiowa (Hamburgsender). Następnego dnia Brytyjczycy zajęli opuszczony pobliski obóz koncentracyjny Neuengamme, z ponad stu tysięcy więźniów ocalała ledwie połowa. Dziś Amerykanie zajęli obóz Mauthausen-Gusen, którego liczba ofiar (tu są bardzo różne szacunki) waha się od ponad stu do nawet 300 tysięcy. 1. Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka zdobyła Wilhelmshaven gdzie skapitulował cały garnizon z bazą Kriegsmarine, w której było 200 okrętów. Wehrmacht skapitulował w południowych Niemczech, Tyrolu, zachodniej (czyli całej która jeszcze nie została zdobyta) Austrii; poddały się także resztki niemieckich wojsk w Danii i Holandii. Wczoraj nieszczęsna 2 Armia LWP, która w zupełnie niepotrzebnej bitwie pod Budziszynem straciła 1/5 do 1/3 ludzi (trudno o rzetelne statystyki, w tak zapomnianej przez późniejszą historię bitwie) i połowę sprzętu, została skierowana do udziału w następnej operacji - praskiej. W Pradze wybuchło powstanie. Adolf Hitler nie żyje, Wehrmacht nie ma sztabu generalnego, Berlin został zdobyty - a wojna trwa nadal. Kiedy skończy się to szaleństwo?

Sprecyzujmy pytanie - kiedy skończy się szaleństwo we Wrocławiu? Obrońcy zamknięci w twierdzy i pozbawieni rzetelnego i wiarygodnego dla wszystkich źródła informacji mogli się mylić co do szczegółów oceny sytuacji, ale ogólna wiedza jaką posiadali powinna wystarczyć. Sytuacja była beznadziejna od początku a możliwości oporu nie wynikały z siły własnej, ich przyczyną była słabość wroga. Do czasu rozłożenia się nacierających sił sowieckich na rubieży odrzańskiej Wrocław był rzeczywiście, w praktycznym znaczeniu tego określenia, twierdzą nie do zdobycia. Ale skoro tylko Armii Czerwonej udało się zdobyć przyczółki na wschód i na zachód od Wrocławia i w końcu okrążyć miasto pozycja była stracona. Wrocław posiadając te siły i brak przygotowania fortyfikacyjnego nie nadawał się do obrony okrężnej. Na dobrą sprawę nie było żadnych powodów by taką obronę prowadzić. Jedynym powodem była fikcja hitlerowskich twierdz. Dlatego bronił się do pierwszego kwietnia Głogów. Dlatego do dziś broni się Wrocław. Historia potoczyłaby się inaczej gdyby sowieci zaangażowali do ataku na Wrocław odpowiednie siły, ale - jak się później okazało - niedoszacowali siły obrońców i to dwukrotnie, ponadto nie wzięli pod uwagę sprawności jaką wykaże pospolite ruszenie Volkssturm w walce w ruinach. Jedyną przyczyną dla której Wrocław wciąż nie został zdobyty był fakt, że do ataku została wyznaczona słaba armia i kiepski dowódca. Odpowiedzią na pytanie dlaczego tak się stało może być ogólna słabość sił sowieckich na tym etapie wojny. Koniew w końcu zdał sobie sprawę ze strategicznego znaczenia pozycji wrocławskiej dla sytuacji na Dolnym Śląsku i wysłał tam polską 2 Armię, której siła ludzka dwukrotnie przekraczała wszystko czym dysponowała sowiecka 6 Armia. Taka też była ocena Stawki która przesunęła 2 Armię z sił 1 Frontu Białoruskiego w skład 1 Frontu Ukraińskiego. Ale w przeddzień polskiego ataku na Wrocław nastąpiła generalna zmiana planów sowieckich i 2 Armię odesłano nad Nysę Łużycką z zadaniem osłonowym dla operacji berlińskiej. Rozpaczliwą i tragiczną dla miasta ofensywę z początku kwietnia musiała prowadzić osłabiona 6 Armia własnymi siłami, załamanie się tego ataku było nieuniknione, tym bardziej że i tak już wykrwawionej 6 Armii odbierano zasoby wojny na potrzeby operacji berlińskiej. Teraz siły 1 Frontu Ukraińskiego koncentrowały się na operacji praskiej, więc Wrocław zyskał jeszcze kilka dni. Ale nawet gdyby sztab o tym wiedział, to znał przecież ogólną sytuację a była ona nieubłagana. Kiedy operacja praska się zakończy Koniew rzuci wszystkie siły na Wrocław i zmiecie go z powierzchni ziemi grzebiąc obrońców w gruzach. Zostawi kilka fabryk które można było wywieźć, a resztę zmieli ogniem artylerii, bo nic w tym mieście nie przedstawiało już dla niego takiej wartości by miał ryzykować życiem chociaż jednego żołnierza. I właśnie świadomość takiej możliwości rozwoju sytuacji skłoniła wrocławian do złożenia petycji.

Prównajmy samą skalę różnicy pomiędzy operacją berlińską a oblężeniem Wrocławia wg podstawowego kryterium: Berlin został okrążony 24 kwietnia, poddał się 2 maja. Daje to 10 dni niesłychanie krwawych i niszczących walk. Straty Armii Czerwonej są trudne do oszacowania, od 80 do 150 tysięcy żołnierzy. Poległych. Kiedy Bradley oceniał możliwe straty alianckie podczas zdobywania Berlina na 150 tysięcy żołnierzy miał na myśli zabitych, rannych i zaginionych łącznie. Tymczasem oblężenie Wrocławia trwało 81 dni, jak zwykle straty sowieckie nie są znane dokładnie, ale przyjmijmy najczęsciej pojawiającą się liczbę 7 tysięcy zabitych. Jeżeli dla Berlina przyjmiemy ostrożną liczbę 100 tysięcy zabitych daje to w efekcie różnicę 10 tysięcy do 86 zabitych w stratach dziennych operacji. Ponad stukrotna róznica. To daje pojęcie o tym co mogło spaść na Wrocław jeśli dalej będzie się bronił. Pierwszą zapowiedzią tego co się stanie był nasilony ostrzał artyleryjski i pierwsze od dawna poważne bombardowanie. W przerwach nadawane były komunikaty z warunkami kapitulacji.

Wczorajsza wizyta przedstawicieli niczego w istocie nie zmieniła. Jej uczestnicy mogli dzięki niej wystawić komendantowi Niehoffowi laurkę "wysłuchał nas i nie zabił". Według prawa, rzeczywiście miał prawo, a nawet obowiązek każdego defetystę oddać w ręce gestapo. A naleganie czy nawet proponowanie kapitulacji to był defetyzm. Decyzja o trwaniu w obronie była nadal w mocy. Wydarzenia tego dnia opisuje Jacek Solarz: "Niehoff nie dał się przekonać. Powołując się na patriotyzm i honor niemieckiego żołnierza stwierdził, że nie może złożyć broni. Jego pogląd na popołudniowej odprawie dowódców poszczególnych pułków broniących twierdzy poparli dowódcy jednostek SS. Następnego dnia w komendanturze odbyła się kolejna narada. Prócz Niehoffa wzięli w niej udział dowódca 609. Dywizji generał Ruff, z ramienia Luftwaffe pułkownik von Friedeburg, podpułkownik Mohr, major Lindeschmidt, dowódca Volkssturmu SA-Obergruppenfuhrer Herzog, adiutant komendanta porucznik Fischer, główny kwatermistrz major Fuchs oraz szef sztabu pułkownik Tiesler. Niehoff przedstawił obecnym rozkaz marszałka Schörnera o obronie miasta do ostatniego człowieka i naboju, równocześnie jednak po raz pierwszy poddał pod dyskusję i rozwagę zamiar trwania na zajmowanych pozycjach. Tajemnicą zapewne już na zawsze pozostanie powód, który skłonił Niehoffa do zmiany zdania. Czy było to w końcu realne spojrzenie na sytuację umierającego miasta, czy też niejasne dyspozycje od przełożonych. Różne były reakcja podkomendnych Niehoffa. Jedni (Ruff, Herzog) chcieli walczyć do końca, łudząc się, że wraz z nadejściem wojsk angloamerykańskich wezmą udział w wojnie przeciwko Rosjanom, inni nie wdawali się w polemikę mając po prostu dość wojny. Właśnie wtedy podczas tej narady, nadszedł dalekopis z rozkazem dowództwa 17 Armii, której bezpośrednio podlegał garnizon twierdzy, wyrażający zgodę jej dowódcy, generała Hasse, na kapitulację garnizonu Twierdzy "Wrocław". Gdy wydawało się, że dalekopis rozstrzygnął spór, na naradzie pojawił się Gauleiter Hanke i próbował odwieść Niehoffa od podjętej decyzji o kapitulacji. Imał się różnych sposobów w tym także gróźb, ale nic nie osiągnął. Wtedy widząc, że nie przekona generała poprosił go o pomoc w opuszczeniu miasta".

"Walka i Zwycięstwo" Ernst Segers 1905, alegoria bismarkowska w powojennym Wrocławiu pozbawiona Bismarcka, Plac Królewski, na którym stoi po wojnie przemianowano na pl 1 Maja

Depesza generała Hasse brzmiała patetycznie i absurdalnie: "Flagi Niemiec opadają powoli, w dumnym smutku, oddając hołd wytrwałości dzielnych obrońców i cywilnych mieszkańców Wrocławia", Podpisano: generał Wilhelm Hasse 17 Armia. Niehoff pisze we wspomnieniach, że już kilka dni wcześniej dzwonił do marszałka Schörnera mówiąc, że bierze pod uwagę kapitulację, ale odpowiedzią było jedynie, jak pisze, to że w "niezrozumiałej reakcji", Schörner żądał by twierdza walczyła do ostatniego żołnierza i ostatniej kuli, gdyż dopiero wtedy zostanie oswobodzona. Niehoff pisze też, że decyzja o kapitulacji została podjęta już 4 maja. Czemu zatem czekano aż do depeszy Hassego? Komendant Niehoff oznajmił na ostatnim spotkaniu sztabu: "Panowie, wezwałem was tutaj razem na ostatni apel. To co osiągnęliście wy, wasi ludzie i ludność cywilna, nie wymaga żadnych słów Pewnego dnia historia wyda swój osąd w tej sprawie. Hitler nie żyje. Berlin padł. Alianci ze Wschodu i Zachodu podali sobie dłonie w sercu Niemiec. Nie ma już żadnego powodu żeby kontynuować bitwę o Wrocław. Jakiekolwiek dalsze poświęcenie byłoby zbrodnią. Postanowiłem zakończyć walkę i zaproponować wrogowi kapitulacje miasta orz garnizonu na honorowych warunkach. Wystrzeliliśmy nasz ostatni nabój. Wypełniliśmy obowiązek jak nakazywało prawo". Dowódca Volkssturmu Otto Herzog wyłamał się z posłuszeństwa wobec komendanta i nie uznał decyzji o kapitulacji mówiąc że za kilka tygodni wybuchnie wojna amerykańsko-sowiecka i armia niemiecka znów stanie do walki. Opuścił kwaterę dowództwa a jego dalszy los jest nieznany. Niehoff pisze, że popełnił samobójstwo.

W ostatnich godzinach wojny doszło do niecodziennej operacji wojskowej. Sprowadzony wczoraj do Wrocławia oddział tzw "niemieckich antyfaszystów" usiłował dokonać wyłomu w linii frontu udając niemiecki Wehrmacht. Sowietom udało się wśród wziętych do niewoli żołnierzy niemieckich sformować trzon zależnych od nich władz przyszłego państwa niemieckiego - Narodowy Komitet Wolne Niemcy (Nationalkomitee Freies Deutschland; NKFD), nazywany czasem skrótowo Wolne Niemcy. Jego zbrojną formacją był Związek Oficerów Niemieckich. Wolne Niemcy tworzyło około pół setki byłych żołnierzy Wehrmachtu przekonanych o nieuchronnej klęsce nazistowskich Niemiec, część z nich była komunistami. Ta powstała w lipcu 1943 organizacja przypominała istniejący od marca tego samego roku Związek Patriotów Polskich (ZPP), nota bene ich pismo nazywało się "Wolna Polska", od maja 1943 trwało formowanie 1 Dywizji w Sielcach nad Oką. W ten sposób Stalin tworzył przyszłość obu zależnych od siebie państw: PRL i DDR. Współpraca niemiecko-sowiecka nie była wcale rzeczą nową, jej podstawy tworzył Traktat w Rapallo z 1922, pierwszy traktat międzynarodowy jakie zawarło wówczas w ogóle nieuznawane państwo sowieckie. W latach 30. XX wieku w najlepsze rozwijała się niemiecko-sowiecka współpraca wojskowa, to na rozległych rosyjskich poligonach ćwiczyli manewry żołnierze niemieckich wojsk pancernych, których oficjalnie nie było. Kulminacją tej współpracy był podpisany w gorącym 1939 pakt Ribbentrop-Mołotow, którego rocznicę będziemy obchodzić 23 sierpnia. Wkrótce potem 17 września 1939 sowieci dotrzymali warunków paktu ostatecznie łamiąc opór polski. I aż do 22 czerwca 1941 przyjaźń niemiecko-sowiecka kwitła w wymiarze politycznym, gospodarczym i wojskowym. Dwa lata później już po przesileniu pod Stalingradem organizacja złożona z jeńców wojennych wykuwała nową sojuszniczą przyszłość.

Niewielki oddział należący do Wolnych Niemiec w trzech niewielkich grupach, każda z sowieckim oficerem łącznikowym i radiostacją, w nocy (właściwie to już były pierwsze godziny 6 maja) przekroczył linię frontu w rejonie obecnej ulicy Młodych Techników z zadaniem zniszczenia sztabu pułku SS broniącego zachodniej części Wrocławia. Niemieckie mundury i rdzenny niemiecki nie wystarczyły. Nie znali hasła więc mówili że są zagubionym oddziałem, który szuka swojej pozycji. Po początkowym powodzeniu grupa dowódcy oddziału majora Viedta została zdekonspirowana, rozpętała się strzelanina i wobec tego wszystkie trzy pododdziały wycofały się właściwie bez strat - jedyną ofiarą śmiertelną po stronie atakujących był sam dowódca porucznik Horst Viedt. Dwie rzeczy zwracają tu naszą uwagę, po pierwsze stosowane często określenie "antyfaszyści" - jest to konstrukt propagandy, która w ten sposób wszystkich wrogów zapakowała do jednego wygodnego worka, faszyzm był ustrojem politycznym Narodowej Partii Faszystowskiej (Partito Nazionale Fascista, PNF) Benito Mussoliniego. Hitlerowcy nigdy wobec siebie nie używali tego słowa. Na dobrą sprawę nie używali nawet skrótowca: naziści, zawsze mówili narodowy socjalizm. Bardzo trudno wybrać wspólne elementy faszyzmu i nazizmu, które jednocześnie w jakimś stopniu nie pasowałyby do sowieckiego komunizmu. Drugą kwestią jest pytanie, które w tym wypadku powinno się pojawić automatycznie - dlaczego Viedt nie został´w żaden sposób upamiętniony w PRL-owskiej martyrologii bitwy o Wrocław. Generał Iwan Połbin dostał swoją ulicę, Viedt nie dostał nawet tablicy pamiątkowej. Na to pytanie nasuwa się odpowiedź, która wiele mówi o powojennej ideologii Wrocławia, ideologii jako pewnej symbolicznej wizji, a nie zestawu doktryn. Otóż Viedt był co prawda tym dobrym, ale jednak Niemcem. Pamięć niemieckiego Wrocławia została w przestrzeni symbolicznej kompletnie zatarta przez powojenne polskie władze. Nie przypominamy sobie żadnej ulicy wrocławskiej, która ma niemieckiego patrona, nawet z pozoru tak neutralne politycznie i ważne dla kultury postaci jak Goethe czy Brahms (obaj we Wrocławiu byli, więc jest pretekst) są we Wrocławiu nieobecne. To ciąży na Wrocławiu do dziś, ogromne kontrowersje budzi propozycja nadania wzgórzu w Parku Południowym jako patrona dawnego nadburmistrza Wrocławia Georga Bendera, który stworzył Wrocław jako nowoczesne miasto. Dopiero teraz ostrożnie się to zmienia: pomnik Eichendorffa został ustawiony poza przestrzenią publiczną, w Ogrodzie Botanicznym. Karl von Holtei ma skromną tablicę na ul Rzeźniczej. Pomnik Schillera został przywrócony w Parku Szczytnickim. Ale nie mamy we Wrocławiu ulicy Berlińskiej, Frankfurckiej czy Saksońskiej, chociaż reprezentowanych jest wiele krajów świata, także takich z którymi Wrocław nie miał nic wspólnego.

Walter Laßmann opisuje ostatnie dni w następujący sposób, 4 maja: "Na mieście wiadomość o spotkaniu delegacji duchowieństwa z komendantem twierdzy przyjęta została z wielkim zadowoleniem. Po południu w mieszkaniu Horninga zjawił się oficer. Duchowny spodziewał się aresztowania, ale chodziło o coś innego. Otóż generał Niehoff zwołał do siebie naradę dowódców i chciał, ab ks. Horning przemówił teraz do nich. Tak też się stało. Zgromadzeni dowódcy przyklasnęli jego słowom oprócz czterech dowódców SS, którzy zgłosili protest". Horning pisze o tym "Często powtarzana relacja, jakoby dowódcy z SS zaprotestowali natychmiast przeciwko mojemu wystąpieniu, jest o tyle nieścisła że w mojej obecności nie padło [z ich strony] żadne słowo". Dziś natomiast, 5 maja 1945: "Gauleiter Hanke dowiedział się tymczasem o akcji duchownych i podjął przeciwdziałania. Kolejny i ostatni numer "Gazety Frontowej" przyniósł pogróżki przeciwko elementom defetystycznym. - Rosjanie stawiają ostatnie ultimatum, Druzgocące uderzenie spaść ma na miasto 7 maja w poniedziałek. Sam gauleiter chce się trzymać ostatniego hasła Goebbelsa "Zemsta jest naszą cnotą, a nienawiść naszym obowiązkiem". W mieście grozi wybuch paniki". Tego dnia odwiedza również najbardziej zapomniany front tej wojny, znany nam już szpital bonifratrów na ul Traugutta, pisząc, że ponieważ biegną tamtędy rury centralnego ogrzewania i temperatura sięga 40 stopni, umierający leżą nadzy, w powietrzu tak gęstym, że można je kroić, w smrodzie potu, krwi, uryny, karbonu i chloroformu, majacząc i żebrząc "Kolego, masz jeszcze kulkę dla mnie?", martwi wynoszeni są na zewnątrz, a do jeszcze ciepłych łózek kładzeni są następni umierający. Szpital na pl Katedralnym pozbawiony był elektryczności i wody bieżącej, nie było też lekarstw ani środków znieczulających, nie było nawet alkoholu do sterylizacji narzędzi chirurgicznych, operacje przeprowadzano w świetle lamp naftowych, kończyły się bandaże.

Hartung bez emocji opisuje banalne gesty kończące wojnę: "Pułkownik zwołuje apel i oznajmia, że jutro wchodzi w życie kapitulacja Wrocławia. Żegna się podaniem ręki z każdym członkiem żałosnej zdziesiątkowanej kompanii sztabowej. Wieczorem z sowieckich megafonów rozbrzmiewają nad miastem przeplatane muzyką obwieszczenia o warunkach kapitulacji. Tej ciepłej nocy wszędzie wzbijają się w powietrze rakiety i amunicja smugowa. Zwycięskie fajerwerki Rosjan. Architekt wynosi na cmentarz ostatnie krzyże nagrobne, potem zaś pakuje plecak, szykując się do niewoli". [td]

poniedziałek, 4 maja 2015

4 maja, piątek


4 maja, piątek
Dynamika zmian postępujących w kończącej się wojnie została dzisiaj zwielokrotniona. Berlin, wyśniona przez nazistów Germania która miała stać się nowym Rzymem, centrum wszechświata ogłosiła już kapitulację. Pod naporem bezkresnej fali przybyłej ze wschodu oraz w obliczu zagrożenia z zachodu, bez wodza, po cichu poddała się. Kończąc epokę buty i władzy która przy wsparciu aparatu opresji sprowadziła ludzi do funkcji marionetek, drugoplanowych aktorów w dramacie szaleństwa.
Jedną z głównych ról w przedstawieniu odgrywał Hans Frank który po ucieczce z Krakowa schował się w Bawarii w niewielkiej miejscowości Neuhaus am Schiersee, gdzie powołał filię Generalnego Gubernatorstwa. Dzisiaj dokładnie w tym miejscu został aresztowany przez oficera amerykańskiego Waltera Steina. Frank w wieku 46 lat został skazany na karę śmierci którą wykonano 16 października 1946.  po procesie w Norymbergi
Dzisiaj w polowej kwaterze Bernarda Mongomerego, naczelnego dowódcy wojsk brytyjskich pojawił się admirał Hans-Georg von Friedeburg. Na rozkaz Döenitza przybył poddać III Rzeszę. Podpisał kapitulację północno-zachodnich Niemiec, Danii i Holandii. Był to gest bardzo wymowny, bez splendoru i obecności najważniejszych dowódców, trochę wstydliwy akt uznania wyższości aliantów. Kolejne dni przyniosły doprecyzowanie, dookreślenie warunków oddania władzy w kraju który przez sześć lat nie pytał nikogo o zgodę. Poddana została Holandia kraj rodzinny ochotnika do Waffen SS Hendrika Vertona, który w tym czasie znajdował się w ośrodku medycznym nieopodal Hotelu Monopol w sercu Festung Breslau. Twierdza wciąż pozostawała w rękach Niemców, jednak 4 maja najwyraźniej coś pękło.
„(…) Byłem zdumiony i zakłopotany, gdy pewnego dnia mogłem, z niedowierzaniem, przyglądać się jak samochód z siedzącymi oficerami niemieckimi i rosyjskimi krążył wokół wałów nad fosą miejską. Myślałem, ze to być może negocjatorzy. Teraz nie miałem wątpliwości – koniec walk był bardzo bliski i szybko skierowałem się z powrotem do centrum medycznego. Tam dowiedziałem się że 5 maja o godzinie 2 w nocy czasu moskiewskiego nastąpi kapitulacja miasta Breslau. Nie sądzę abym musiał opisywać atmosferę wśród rannych znajdujących się w piwnicy. Niektórzy nie chcieli w to uwierzyć, wilu płakało. Zalewali się łzami po wielu miesiącach napięcia i nie wstydzili się tego. Czy to wszystko nie zdało się na nic? Przeminą lata oddawania życia i kończyn na froncie, niedoborów, niedostatków i poświęceń, cierpień, nalotów? Staliśmy w obliczu beznadziejnej perspektywy przebywania w obozie jenieckim. Jak długo? To przygniatało nas wszystkich, a ja poczułem się zgorzkniały, odrzucony, zbuntowany.(…)”
Wieści i te dobre i te złe szybko się roznoszą. Wrocław już od dawna był tykającą bombą zegarową, gotową do odpalenia w nerwowym oczekiwaniu. Brakowało już wszystkiego, broni, amunicji, żywności i bezpiecznego schronienia. Naloty Armii Czerwonej po zdobyciu stolicy zwielokrotniły się, podobnie jak ostrzał artyleryjski. Bezcelowość dalszej walki dotykała coraz częściej prostych żołnierzy, ale również oficerów, nie wspominając o ludności cywilnej której los w pierwszych dniach maja był beznadziejny. Nastroje były bardzo wyczuwalne i z pewnością narastająca apatia musiała być relacjonowana Hankemu i Herzogowi. Aby pomóc w podjęciu decyzji komendantowi twierdzy, dzisiaj chwilę po sobie miały miejsce dwa kluczowe wydarzenia.
Z jednej strony artyleria rosyjska zaprzestała ostrzału i wysłała radiowe komunikaty o proponowanych warunkach kapitulacji. Z drugiej generała Niehoffa odwiedziła dzisiaj delegacja duchowieństwa wrocławskiego.
Niecodzienna reprezentacja emisariuszy zdrowego rozsądku, którzy pomimo ogromnego zagrożenia zakwalifikowania jako defetystów dotarła do sztabu chwilę po pierwszych radzieckich komunikatach. Przewodził im z ramienia kościoła ewangelickiego prof. dr Konrad urzędujący dziekan miasta. Przybył w towarzystwie Horninga proboszcza parafii św. Barbary. W dowództwie twierdzy Niehoffa w Biliotece Uniwersyteckiej na Piasku byli obecni także duchowni kościoła rzymskokatolickiego: biskup sufragan Ferche i urzędujący generalny wikariusz, kapitularz katedralny Kramer. Po wcześniejszych ustaleniach  kto w imieniu wszystkich będzie przemawiał głos zabrał Horning.
Komendant przyjął duchownych w obecności adiutanta i szefa sztabu. W dwudziestominutowym przemówieniu Horning jako reprezentant całego wrocławskiego społeczeństwa stał się adwokatem głównie ludności cywilnej. Podstawową kwestią stały się warunki wegetacji Wrocławian według których dalsza obrona miasta jest nieodpowiedzialna, szczególnie w obecnej sytuacji militarnej. Według lokatorów ciasnych zapleśniałych piwnic jak również duchowieństwa stawianie dalszego oporu wiązało by się z zagrożeniem generalnego szturmu na Wrocław. Zdaniem Horninga doprowadziło by to do rozpaczy w oblężonym mieście. Biorąc pod uwagę, że straty codziennie wzrastały o około 1000 osób, a 6000 żołnierzy znajdowało się w szpitalach dalsze trwanie w oporze ostatecznie będzie się wiązało z tym, że Niehoff jak to określił Horning:
„(…) Za decyzję jaką poweźmie będzie się musiał kiedyś odpowiadać przed wiecznym Sędzią.(…)”
Komendant przyjął słowa ze spokojem i w obarczonej poufnością odpowiedzi wskazał kolejne kroki które zamierza zrealizować  wyprowadzając wojska z Breslau. Rozpoczęła się dyskusja w której argumentem podniesionym przez Horninga była niechybna klęska tych w imieniu których przyszli.
„(…)W przypadku próby przebicia zagłada miasta utopiona zostanie w morzu krwi.(…)”
Niehoff nie odpowiedział na ostatnie pytanie księży o los ludności cywilnej. Rozmowy zostały przerwane bez wypracowanego porozumienia. W godzinach popołudniowych samochód komendanta ponownie przywiózł Horninga do sztabu. Generał raz jeszcze poprosił o zreferowanie wizji poddania miasta i przytoczenia argumentacji takiej decyzji. Tym razem słuchaczami byli dowódcy pułków. Większość, z wyjątkiem SS-manów przyjęło plan duchownego z aprobatą. Zarówno Horning jak i pozostali duchowni nie dostali jednoznacznej odpowiedzi. Jednak to właśnie dzisiaj generał Niehoff podjął decyzję. Źródła radzieckie potwierdzają dzisiejsze próby nawiązania kontaktu w sprawie kapitulacji twierdzy ze stroną rosjską. Wzmiankę o tym można odnaleźć także w pamiętnikach komendantów twierdzy:
„(…) 4 maja, gdy zapadła decyzja komendanta twierdzy o kapitulacji, odwiedzili go najwyżsi hierarchowie duchowieństwa(…)W żaden sposób nie ingerując w decyzje dowództwa, poprosili i zbadanie sytuacji również pod kątem ludzkim. Generała Niehoffa, tak samo jak jego poprzedników, ze strony duchowieństwa nigdy nie spotkały jakiekolwiek zarzuty lub protesty. Stał z wdzięcznością naprzeciw tych szacownych przedstawicieli kościołów, które teraz, w całej biedzie oblężenia służyły ofiarną pomocą, szczególnie w zakresie opieki nad rannymi, i łagodziły skutki nędzy. Generałowi Niehoffowi nie wolno było wprawdzie jeszcze ujawnić swej decyzji, lecz sformułowanie jego odpowiedzi wskazywało na obraną już drogę. Ostatnim gościem był gauleiter Hanke, który po bezskutecznych groźbach w związku z zamiarem kapitulacji prosił teraz o radę i pomoc w swym aktualnym położeniu. Chcę żyć!(…)”
Na ile prawdą jest zmiana stanowiska nerona Hankego nie wiadomo. Pewnym jest, że tajna  grupa dywersyjna antyfaszystów przybyłych z Krakowa, dzisiaj przedostała się do Żernik, gdzie przygotowywała się do jutrzejszej akcji.[tom]




niedziela, 3 maja 2015

3 maja, czwartek. "Nie wahaj się. Nie poddawaj. Zabij"

Wczoraj w godzinach rannych zdobyty został budynek Kancelarii Rzeszy, a generał Wielding poddał swój LVI Korpus, a właściwie jego resztki, generał Czujkow zapytał Wieldinga gdzie jest Krebs, na co ten odpowiedział, że nie wie, ostatni raz widział go wczoraj ale chyba popełnił samobójstwo. Tak wyglądała kapitulacja Berlina. Stolica III Rzeszy była w rękach Stalina. Pierwszą rzeczą jaką zrobili sowieci było odnalezienie bunkra Hitlera i jego zwłok. Nie było to łatwe, bo ci którzy znali dokładną lokalizację właśnie uciekali. Ale pytając napotkanych ludzi i przeszukując Kancelarię Rzeszy jak to pisze Ryan "w labiryncie piwnic i korytarzy" w końcu znaleźli do niego wejście. Znaleźli tam ciała generałów Krebsa i Burgdorfa oraz nadpalone ciała Josepha i Magdy Goebbels wraz ze zwłokami ich sześciorga dzieci. Nie znaleziono Hitlera. Po przeszukaniach okolicy odnaleziono częściowo spalone ciało mężczyzny w płytkim grobie, ale nie było pewności czy to on. Potem jednak znaleziono jeszcze jedno ciało również w mundurze, ale ten drugi mężczyzna choć podobny do Hitlera miał pocerowane skarpetki. Zebrani świadkowie nie potrafili rozpoznać, którym z zabitych jest Hitler. Wobec tych wątpliwości kilka dni później generał Wasilij Sokołowski nakazał oględziny stomatologiczne. Znaleziono i sprowadzono Fritza Echtmanna i Kathe Heusermann, techników dentystycznych doktora Blaschkego, który był dentystą Hitlera. Echtmann otrzymał polecenie narysowania szkicu uzębienia Hitlera i stwierdzono zgodność, a Heusermann pokazano szczękę i mostki. Rozpoznała je z łatwością bo sama je wykonała. Wszystkie szczegóły dotyczące identyfikacji ciała Hitlera ujawnił w wydanej w 1968 roku "Śmierci Adolfa Hitlera" Lew Bezymeński lekarz, który brał w niej udział.

Treptow, Pomnik Żołnierzy Radzieckich
Miasto zostało wydane władzy żołnierskiej czerni. Jak już pisaliśmy w tym czasie z niewiele ponad dwóch i pół miliona ludności cywilnej w Berlinie, było dwa miliony kobiet. Gwałty za linią frontu są codziennością każdej wojny, dramatem pomijanym w opisie wydarzeń wojennych, nieobecnym w filmach i podręcznikach historii. Gunter Grass zapytany dlaczego opisuje okrucieństwa jakich dopuszczała się Armia Czerwona w zdobytym Gdańsku odparł: "bo miały miejsce". Kobiety wiedziały co je czeka. Ukrywały się, brudziły twarz, maskowały urodę. Relacje są bardzo do siebie podobne. Oddziały frontowe zachowywały się wobec ludności cywilnej bez zarzutu. Czasem dochodziło do rabunków, brutalnych przeszukań i sytuacja była niebezpieczna jeśli znaleźli broń lub porzucone mundury. Ale była to strefa wojny. Najgorsze przychodziło kiedy linia frontu posuwała się o kolejne kilometry a za nią nadchodziła druga linia. Żołnierze nierzadko pozbawieni dowództwa, niejednolicie umundurowani i uzbrojeni, z niewiadomo jakich jednostek, dziesiątki tysięcy sałdatów, nad którymi nie mogła zapanować żandarmeria szli masą i zaprowadzali swój porządek. Najczęściej pijani, szukali zegarków, kosztowności i kobiet. Niewiele można było przed nimi ukryć. W Treptower Park w czwartą rocznicę zakończenia wojny odsłonięto Pomnik Żołnierzy Radzieckich, dwunastometrowy monument przedstawia żołnierza Armii Czerwonej trzymającego dziewczynkę i depczącego swastykę. Nazywany bywa Pomnikiem Nieznanego Gwałciciela, jak oceniają historycy zwycięzcy żołnierze Stalina zgwałcili około 2 milionów kobiet w całych Niemczech z tego ponad sto tysięcy w samym Berlinie. Niektóre kobiety gwałcone były kilkadziesiąt razy, około ćwierć miliona zmarło w wyniku obrażeń, z tego w samym Berlinie 10 tysięcy. Żołnierze Armii Czerwonej mieli na to przyzwolenie ze strony swoich władz, skarżącemu się na okrucieństwa w Jugosławii Miłowanowi Dzilasowi, który był wówczas szefem misji wojskowej w Moskwie Stalin odrzekł: "czy nie rozumiecie tego, że żołnierz, który przeszedł tysiące kilometrów przez krew i ogień, chce się trochę zabawić z kobietami i pobaraszkować z nimi?". Wyjątkowo brutalnie były traktowane kobiety w mundurach, praktycznie nie miały szans dostać się do niewoli. Na Niemcy spadł ogień okrucieństwa i zemsta za wszystko to czego dokonał Wehrmacht w licznych rozpętanych przez Hitlera wojnach, wszystko to czego dokonał żołnierz niemiecki, szczególnie na froncie wschodnim, a o czym nie chcieli wiedzieć dobrzy Niemcy znoszący cierpliwie ciężar wojny. Teraz tylko cierpliwość im pozostała, bo na to co ich spotkało nie mogli się nikomu skarżyć. Zbrodniarze w mundurach Armii Czerwonej byli anonimowi i nieuchwytni. Częściowo za okrucieństwa odpowiedzialna była propaganda, której zadaniem było zmotywowanie żołnierza do walki - znaczący udział miał tu Ilia Erenburg, którego wściekłe filipiki prasa publikowała na pierwszych stronach - charakterystyczny jest przykład z krytycznego momentu wojny, z lipca 1942: "Nie liczcie dni, nie liczcie kilometrów. Liczcie tylko Niemców, których zabiliście. Zabij Niemca - to twojej matki modlitwa. Zabij Niemca - to wezwanie rosyjskiej ziemi. Nie wahaj się. Nie poddawaj. Zabij". Już w kwietniu 1945 Erenburg popadł w niełaskę i zaczęto publikować artykuły, przekonujące, że to nie Niemcy są wrogiem a hitleryzm.

1 Armia LWP, która miała o wiele więcej szczęścia co do dowódców niż nieszczęsna 2 Armia, po zawieszeniu polskich flag w Berlinie wczoraj dotarła do Łaby, a polska 1 Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka opanowała rejon Westerstede. W Zatoce Lubeckiej samoloty RAF zatopiły kilka statków: SS Cap Arcona, Thielbek i SS Deutschland. W dwóch pierwszych byli więźniowie z obozów koncentracyjnych umieszczeni na statkach po Marszach Śmierci, statki miały zostać zatopione na głębokim morzu aby ukryć zbrodnię. 2 maja marynarze otrzymali ultimatum: biała flaga lub bombardowanie, wiedzieli jednocześnie że jeżeli wywieszą białą flagę zostaną zaatakowani przez własną marynarkę wojenną. 3 maja 3 dywizjony RAF zaatakowały statki, które nie wywiesiły białych flag. Część z ocalałych usiłowała dopłynąć do brzegu, ale tam strzelało do nich SS. Zginęło prawie 8 tysięcy osób.

Nikt nie wątpił w śmierć Hitlera, informację o niej podała ostatnia działająca oficjalna rozgłośnia hitlerowska w Hamburgu. Śmierć Führera miała dla oporu niemieckiego decydujące znaczenie. Jak już kiedyś pisaliśmy Wehrmacht powstał w 1935 w miejsce Reichswery w efekcie nowej ustawy o poborze powszechnym i już wkrótce wszyscy żołnierze niemieccy składali następującą przysięgę: "Składam wobec Boga tę świętą przysięgę iż wodzowi Niemieckiej Rzeszy i Narodu Adolfowi Hitlerowi, naczelnemu dowódcy sił zbrojnych, bezwzględnie będę posłuszny i jako dzielny żołnierz gotowy będę za tę przysięgę w każdej chwili życie swoje poświęcić". Była to osobista przysięga wierności wobec konkretnego człowieka, która z Wehrmachtu tworzyła pozbawione jakiejkolwiek kontroli narzędzie woli tyrana. Jego śmierć wyzwalała żołnierzy z osobistego poddaństwa. Ale znajdowali się już w innej pułapce stworzonej przez Hitlera, który od dawna odsuwał do rezerwy dowódców, którzy byli zbyt samodzielni, którzy nie byli dostatecznie fanatyczni, w ten sposób w wyniku selekcji negatywnej po śmierci Hitlera rozkazy wydawali dowódcy wierni Partii tacy jak feldmarszałek Ferdinand Schörner.

W tym miejscu jest pora by rozważyć przyczyny, dla których wciąż nie poddał się Wrocław. Od dawna nie mogło być żadnych nadziei na odsiecz Schörnera i wyrwanie się z oblężenia, to wiemy dziś, ale zamknięci w twierdzy ludzie z powodów psychologicznych żyli tą nadzieją aż do końca kwietnia, wielu już słyszało chrzęst gąsienic, krążyły niesamowite plotki. Równie absurdalne było przypuszczenie, że stawiając opór można sobie wywalczyć lepsze warunki pokoju, lepsze traktowanie w sowieckiej niewoli. Sowiecka 6 Armia nie miała, żadnych powodów ani kompetencji aby dawać takie gwarancje, a jeszcze mniejsze chęci czy możliwości by ich dotrzymać. Decydująca o wszystkim elita oficerów nie mogła sobie wywalczyć honorowego traktowania, dopóki walczyli byli śmiertelnym wrogiem, jakby się poddali byli tylko jeńcami, pomiędzy jednym a drugim nie było żadnego pola manewru. Do pewnego momentu mógł ich odstraszać przykład komendanta twierdzy Królewiec, który za kapitulację został skazany na śmierć, on sam był co prawda poza zasięgiem hitlerowskiego wymiaru sprawiedliwości, ale jego rodzina, która została aresztowana, już nie. To był odstraszający przykład. Po śmierci Hitlera przestało to być argumentem, bo zapanował zbyt wielki chaos. Nad przyczynami dalszego oporu zastanawia się Ernst Horning: "Z jakiego powodu militarne dowództwo Wrocławia nie chce po prostu dostosować swoich decyzji do zaistniałej sytuacji? Jest tylko jedno wyjaśnienie tej wrogiej już wręcz wobec narodu postawy: przymus i ucieczka! We Wrocławiu podobnie jak i wszędzie indziej wielu ważnych funkcjonariuszy partyjnych było włączonych do dowództwa wojskowego. Oni właśnie mieli interes w tym aby wojna trwała jak najdłużej, ponieważ bali się odpowiedzialności przed narodem. Ta właśnie klika podtrzymuje aparat terroru i nie pozwala dojść do głosu rozsądkowi i sumieniu. Z tego powodu rozpowszechniano wiadomość, że komendant Twierdzy Królewiec, Lasch, został skazany na szubienicę za zbyt wczesne poddanie twierdzy. wyrok ten co prawda nie dosięgnie go osobiście, ale za to miał odgrywać rolę bata na jemu podobnych i działać odstraszająco. Nasza "Festungzeitung" (wcześniej "Schlesische Zeitung") zawsze dokładnie drukowała propagandę Goebbelsa, również informacje o wymierzonych karach, rozstrzelaniach osób wojskowych i cywilnych, aby zdusić w zarodku jakikolwiek odruch politycznego sprzeciwu. Na specjalny rozkaz Hitlera każda próba nakłonienia przez ludność cywilną komendanta twierdzy do poddania się podlegała karze. Stąd też tragedia tej twierdzy musiała trwać dalej". Informacje o wyrokach śmierci, wydanych i wykonanych przestano zamieszczać w prasie już w drugiej połowie marca, okazało się że nie pełnią funkcji odstraszającej, a ich ilość jest sprzeczna z linią propagandy, która zachwalała bohaterstwo i jedność wrocławian w godzinie próby. Co nie znaczy, że przestano zabijać ludzi z byle powodu, typowy jest opisywany przez nas przypadek rozstrzelania odznaczonego Żelaznym Krzyżem żołnierza, który zabrał sobie materac z domu przeznaczonego do wyburzenia. Główną siedzibą gestapo było więzienie na Kleczkowskiej i egzekucje wykonywano tam do ostatnich dni. Są informacje, że zabito przywódczynie protestów jakie miały miejsce pod koniec kwietnia, aczkolwiek na tym etapie wojny zamieszanie było tak wielkie, że niewiele wiadomo na pewno.

Wydaje się, że wyjaśnienie dalszego trwania w oporze nawet w pierwszych dniach maja jest proste. Wojnę prowadziło mocno zideologizowane, podporządkowane Partii wojsko. Wrocław miał straszliwego pecha dostając z Berlina Gauleitera Hankego. Traktował on swoje zadanie w stolicy Dolnego Śląska jak zesłanie na prowincję i robił wszystko, żeby zasłużyć sobie na powrót na berlińskie salony. To, że Hitler już nie żył, że Berlin był zniszczony i poddał się nie miało znaczenia. Fanatyzm nie rozlicza się z faktami. Dowódcą wojskowym był komendant Hermann Niehoff, do końca posłuszny swojemu przełożonemu, którym był - i to kolejne nieszczęście Wrocławia - feldmarszałek Ferdinand Schörner, znany tak samo z bezwzględności wobec swoich żołnierzy jak i bezgranicznego posłuszeństwa wobec Partii. W Berlinie miał opinię narodowo-socjalistycznego oficera i to do tego stopnia, że w testamencie Hitlera został wyznaczony głównodowodzącym sił lądowych. Oficjalnie pełnił tę funkcję do 7 maja, chociaż siły lądowe nie tylko nie stanowiły wówczas jednolitej formacji, ale nawet nie miały już własnego sztabu. Jedyną jednostką jaką realnie dowodził była topniejąca z każdym dniem Grupa Armii Środek. Te ostatnie dni we Wrocławia były więc serią surrealistycznych awansów godnych dramatu Witkacego. Generał Greims dowódca 6 Luftflotte odpowiedzialnej za zaopatrzenie twierdzy Wrocław został awansowany na feldmarszałka i został dowódcą Luftwaffe po tym jak Göring zdradził, a Luftwaffe już nie istniało. Generał Schörner został awansowany na feldmarszałka i został dowódcą sił lądowych, które już nie miały sztabu i z którymi już nie miał żadnej łączności. Gauleiter Karl Hanke przywódca partyjny Wrocławia dostał najwyższe odznaczenie partyjnopaństwowe a po zdradzie Himmlera został awansowany na dowódcę SS i Policji, kiedy policja już nie istniała, a SS składała się z pojedynczych oddziałów nie posiadających żadnej łączności.

Dalsze trwanie twierdzy wynikało z - paradoksalnie - dobrej sytuacji na froncie. Na północy poza sporadycznymi przypadkami przenikania patroli nie było żadnych walk. Sytuacja na południu została opanowana, sowieci utknęli w gruzach, dwie-trzy ulice od nasypu kolejowego i już od miesiąca nie zaszły tam żadne zmiany. Najpoważniejsza sytuacja była na zachodzie, od początku kwietnia 6 Armia wdarła się głęboko i przekroczyła linię nasypu kolejowego. Ale była już tak wycieńczona walką, że po odebraniu zasobów potrzebnych do operacji berlińskiej przestała skutecznie atakować. Dochodzi do tego czynnik ludzki, żołnierze nie widzieli już żadnego sensu w walce nie ma żadnego wojskowego, ani politycznego znaczenia. Wrocław od początku był pobocznym i drugorzędnym celem na drodze do Berlina i takim pozostał. Teraz kiedy Berlin padł, wzięcie Wrocławia było kwestią czasu. Oczywiste było, że zwolnione po zdobyciu Berlina zasoby wojny powrócą do Wrocławia i jeżeli miasto samo się nie podda zostanie zniszczone samym tylko ogniem artylerii i lotnictwa. Upadek Berlina budził we Wrocławiu obawy przed kolejną ofensywą. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że to już ostatnie dni, jak pisze 2 maja Hugo Hartung: "bez względu na to co się teraz dzieje, wszyscy mówią, że są to ostatnie chwile tego kataklizmu. Wojna w zawrotnym tempie dobiega końca. Znowu nasilą się walki w naszym mieście". Przypuszczenie, że sytuacja na froncie ulegnie już wkrótce pogorszeniu było powszechne. Jak pisze Walter Laßmann: "Berlin jest już cały w rękach Armii Czerwonej. Ale Niehoff nadal chce bronić twierdzy. Rosjanie grożą zmasowanym atakiem, jeżeli miasto nie zostanie szybko poddane. Strach mieszkańców rośnie z godziny na godzinę. Lęk przeradza się w swego rodzaju masową psychozę. Udręczeni ludzie słusznie pytają: czy po tym jak twardo wytrzymaliśmy przez te wszystkie tygodnie i miesiące, po tym jak Hitler i Goebbels osądzili się sami i Berlin upadł, czy teraz gdy kontynuacja oporu stała się bezcelowa, wciąż jeszcze mamy ginąć pod bombami? Aż nadto zrozumiałe jest iż znajdujemy się na skraju wielkiego zwątpienia. Z tej niedoli rodzi się wreszcie postanowienie aby położyć na szali wszystko i zapobiec dalszemu rozlewowi krwi i dalszym zniszczeniom. Zapada decyzja aby delegacja obydwu wyznań stawiła się u komendanta twierdzy i skłoniła go do poddania miasta". [td]

sobota, 2 maja 2015

2 maja, środa


2 maja, środa
Po tym jak wiadomość o śmierci Adolfa Hitlera obiegła Wrocław, głośniki radzieckiej propagandy obwieściły: BERLIN PADŁ. Tym razem informacja nie została podana na wyrost. Rozpoczęta 16 kwietnia operacja zakończyła się sukcesem Armii Czerwonej. Nikt nie liczył strat, nikt nie oglądał się za siebie. Najważniejsze że towarzysz Stalin był zadowolony. Do dzisiaj straty wśród ludności cywilnej są trudne do oszacowania. Zakłada się, że podczas oblężenia zginęło 100000 Berlińczyków.

Najnowsze doniesienie było kluczowe dla Wrocławia, który wciąż stawiał opór, choć już nie tak zdecydowany jak przez ostatnie dwa miesiące ale nadal pozostawał twierdzą, jednym z ostatnich bastionów nazizmu w Europie. W sztabie Niehoffa zapanowało poruszenie. Dotychczasowe decyzje należało interpretować na nowo:
„(…) Jednak gdy generał Niehoff naradzał się ze swym najbliższym sztabem, wszystkie fronty bronione w ostatniej dekadzie kwietnia stały w miejscu. Wrogowi nigdzie nie udało się przedrzeć aż do centrum miasta, nie mówiąc już o choćby najdrobniejszym rozszczepieniu niemieckich sił. Ale twierdzy zagrażały ciemne chmury nadciągającej burzy, którym teraz nie można było stawić czoła. Berlin upadł i rosyjskie dowództwo otrzymało stamtąd wsparcie. Zmasowane chmary bombowców – z początku niebombardujących – odbywały ostrzegawcze parady nad Wrocławiem. Dowództwo twierdzy, dobrze poinformowane o swoim położeniu zarówno przez stronę niemiecką, jak i przez sowieckie głośniki, zorientowało się, że Wrocław swoje zadanie wykonał.(…)”
Wspomnienia komendanta kolejny raz stają się manifestem ideologicznym, zarówno w ocenie własnego położenia jak i działań lotnictwa radzieckiego. Rzeczywistość widziana oczami żołnierza wyglądał trochę inaczej. Verton uczestniczący w obronie Festung Breslau do końca zapisał w swoich dziennikach:
„(…)Względnie pokojowe godziny 1 maja nie trwały długo. Każdego dnia aż do 5 maja naloty wzmagały się. Wielkie eskadry nieprzyjacielskie za każdym razem zabijały lub raniły, według księdza Horninga, około 1000 mieszkańców. Codziennie były dwa naloty, a czołgi rosyjskie próbowały szczęścia, aby się ponownie przedrzeć do centrum miasta, ale były odpierane. Nasze kontrataki były obecnie tak samo silne, jak poprzednio. Nie spełniły się ich nadzieje na to, iż uwierzymy w puste obietnice o wolnej drodze do domu lub o zwolnieniu jeńców wojennych zaraz po tym, jak tylko skończy się wojna.(…)”
Strona radziecka rzeczywiście do końca próbowała najróżniejszych taktyk, aby symbolicznie zakończyć walki na swoich zasadach. Zdobywając wszystkie pozycje niemieckie z kulminacją w Rynku. Śmiało można stwierdzić, że Wrocław stał się krwawą areną i poligonem dla wszystkich możliwych pomysłów. Starcia na wolnych przestrzeniach, bitwy czołgowe, działania w mieście.  Walka w kanałach znana z powstańczej Warszawy, improwizacje w postaci wózków budowanych na prędce z elementów wagonów tramwajowych do wystrzeliwania torped Kriegsmarinne, pociąg pancerny Pörsel, kampania medialna obu stron. Z jednej strony Schlesische Tageszeitung wydawany do kapitulacji, z drugiej pociski propagandowe wypełnione tysiącami radzieckich ulotek i megafony ustawione na pierwszej linii frontu. Terror SS trzymający za gardło Wrocławian, ambicjonalne postawy dowódców radzieckich. Rujnowanie miasta przez niemieckich podpalaczy i saperów z jednostki na Kozanowie. Bezsensowna śmierć piętnastoletnich chłopców, wykorzystywanie seksualne kobiet itd. Zapis dni oblężenia jest lekturą o upadku człowieka, postaw moralnych i zezwierzęceniu narodu, o czym pisał choćby Peikert. Jednak dzisiaj Rosjanie postanowili zaskoczyć Niehoffa asem wyrzuconym w ostatniej chwili z rękawa radzieckiego munduru. Do Wrocławia, a dokładnie do Leśnicy sprowadzona została grupa 79 niemieckich antyfaszystów. Którzy mieli wykonać tyle samo niebezpieczną co bohaterską misję. Za zgodą dowództwa I Frontu Ukraińskiego z Krakowa przybyli dzisiaj świetnie uzbrojeni tajni agenci gotowi na wszystko. Akcję przygotowali inni antyfaszyści współpracujący od dawna ze stroną rosyjską członkowie wrocławskiego komitetu Wolne Niemcy. Ich zadaniem było przedostanie się na pozycje niemieckie w zachodniej części miasta. Unieszkodliwienie obrońców i wypracowanie lepszej pozycji do zajęcia Wrocławia.  Początkowo zanim trafili do Wrocławia zostali zakwaterowani w Rudniku nad Sanem, skąd w połowie kwietnia trafili do krakowskiej szkoły frontowej. Dzisiaj pojawili się w Leśnicy by jutro przedostać się do Żernik. Dowódcą oddziały był leutnat Horst Viedt o którym Köstler – jeden z uczestników akcji obszernie szicował postać swojego dowódcy. Viedt był synem zawodowego oficera. Od najmłodszych lat wychowywany w poczuciu odpowiedzialności i szacunku do prawa i moralności. Będąc oficerem Wehrmachtu naoglądał się różności o których w szkółce nie mówili. Uczestniczył w walkach na froncie wschodnim gdzie podczas jednej z akcji we wsi nie zgodził się na pacyfikowaniu ludności cywilnej. Następnego dnia był już dezerterem, wkrótce trafił do obozu jenieckiego gdzie poznał  niemieckich komunistów z komitetu Wolne Niemcy. Tak rozpoczęła się jego wojenna ścieżka agenta który podobnie jak J-23 grał na nosie Niemcom. Z tą różnicą że filmowy Hans Kloss był z krwi i kości dzieckiem tej ziemi Piastów.
Dzisiaj o przybyciu tajnej grupy nie wiedział major Otto, pierwszy oficer sztabu komendanta który zajęty nerwowym łataniem rzeczywistości zdecydował się do wszystkich jednostek garnizonu wysłać rozkazy i proklamację feldmarszałka Schoernera, który z pewnym opóźnieniem zareagował na informację o śmierci Hitlera, podając informację która jest koronkową wersją karykatury typowej dla propagandy III Rzeszy.

„Żołnierze Grup Armii Środek!
Jako męczennik swej idei i wiary oraz jako żołnierz europejskiego posłannictwa zginął Adolf Hitler, walcząc do ostatniego tchu przeciwko bolszewizmowi. Jego dzieło i misja będą świętym spadkiem dla przyszłych pokoleń.
My żyjący, mamy obowiązek kontynuować walkę według jego założeń i dokończyć dzieła. Walka o wolność i przyszłość Niemiec toczy się dalej Grossadmiral Dönitz przejął dowództwo nad niemieckim narodem i niemieckim Wehrmachtem. Wierni i posłuszni gromadzimy się wokół niego w tej godzinie. Wiemy, ze w końcu tych krwawych zmagań zostanie mimo wszystko zabezpieczony byt naszego narodu. Bohaterska śmierć  Führera jest najwyższym zobowiązaniem dla każdego uczciwego żołnierza. Niechaj każdy tak walczy, aby mógł z czystym sumieniem stanąć przed poległym Führerem.
Heil Adolf Hitler!”

Wrocławianie wiedzieli swoje, nikt nie był tak naiwny żeby przypuszczać ze Hitler bohatersko zginął. Powszechną opinią była ta, jakoby Führer miał udar mózgu. Niehoff dokładnie wiedział, że pozostały trzy wyjścia: Przedrzeć się, Zgiąć lub poddać się. Decyzja o zakończeniu walk zaczęła kiełkować, nie było już moralnej odpowiedzialności, którą on jako oficer powinien przestrzegać. Nie było wodza, nie było stolicy.[tom]

piątek, 1 maja 2015

1 maja, wtorek. "co będzie z nami?"

1 maja to w hitlerowskich Niemczech Dzień Pracy Narodowej. Ale tym razem nikt nie świętuje, nawet na szczeblu lokalnym. Już 10 dni temu urodziny Hitlera fetowane były w oblężonym Wrocławiu zaledwie skromną akademią. A dziś jak pisze ksiądz Walter Laßmann: "Z samego rana zaskakuje wiadomość, że Mussolini nie żyje. Na temat okoliczności jego śmierci nie można się niczego dowiedzieć. Wszyscy jesteśmy pełni oczekiwania na dalszy rozwój wydarzeń. Każdy jest przekonany o bliskim już końcu. Ale jakim końcu? Widać tego dnia pewne rozluźnienie, nawet nienaturalną swobodę. Mamy 1 maja, a więc tzw. święto narodu niemieckiego. Każdy świętuje na swój sposób. Nasz lekarz dr Franz jest kompletnie pijany i nie nadaje się do niczego. Widać też wielu żołnierzy niepewnie trzymających się na nogach. Dotychczasowe napięcie ulatnia się i zamienia się w pełny luz. Z ulicy dobiegają pijane okrzyki "używajcie życia!" Gdzieś dalej gra akordeon. Umundurowani żołnierze tańczą ze sobą. Widziałem też jednego który na bosaka, ale za to w cylindrze wyczyniał najdziksze łamańce. Ludzie sprawiają wrażenie, jak gdyby jeszcze nietrzeźwi wracali do domów po jakiejś rozpasanej hulance". Tak wyglądało święto pierwszomajowe we Wrocławiu.

Sztandar Zwycięstwa nad Reichstagiem (Знамя Победы над Рейхстагом) - jedno ze słynniejszych zdjęć tej wojny, w prasie sowieckiej wyretuszowano jeden z zegarków oficera Armii Czerwonej; inscenizowane zdjęcie wykonał Jewgienij Chałdej 2 maja 1945 wzorując się na innym również inscenizowanym zdjęciu zatknięcia flagi na Iwo Jimie, ponieważ ze względu na pochodzenie żydowskie opadł w niełaskę tożsamość autora udało się ustalić dopiero w latach 90. XX wieku; w 1995, dwa lata przed śmiercią, spotkał się z Johnem Rosenthalem, autorem zdjęcia z Iwo Jimy

29 kwietnia żołnierze marszałka Żukowa przez Most Moltkego wdarli się do Cytadeli i poszerzali przyczółek. Po zdobyciu budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 30 kwietnia przypuścili atak na Reichstag. Z powodu dymu zmrok zapadł wcześniej niż zwykle i walki zostały wstrzymane. Dziś miała się rozstrzygnąć bitwa o Reichstag. Wyścig o zawieszenie czerwonej flagi na Reichstagu na poziomie Frontów został już rozstrzygnięty. Stawka odesłała wojska marszałka Koniewa. Ale teraz rywalizacja rozgrywała się na poziomie pułków, także pomiędzy wojskami sowieckimi i polskimi. Do walki w centrum Berlina weszły bowiem trzy pierwsze pułki 1 Dywizji Piechoty im Tadeusza Kościuszki. Oczywista była obsesja czerwonoarmistów by zatknąć czerwoną flagę na budynku Reichstagu jeszcze 1 maja w robotnicze święto. Po jednej stronie kilka zmotywowanych do walki, doświadczonych i dobrze wyposażonych pułków sowieckich, po drugiej około tysiąca żołnierzy niemieckich, głównie SS i Hitlerjugend, oraz pododdziały spieszonych marynarzy. Wielokrotnie podczas pisania tej kroniki pisaliśmy o krwawych lub zażartych walkach, ale tego co się rozegrało wtedy wokół budynku Reichstagu nie odda żadne słowo. To była wściekła jatka. Armia Czerwona skoncentrowała cały ogień artyleryjski na budynku i broniących go barykadach, a obrońcy umocnieni, zdesperowani i dobrze zaopatrzeni w broń i amunicję strzelali z góry do atakujących falami czerwonoarmistów zamieniając przestrzeń wokół budynku w pole zagłady. Po wielu godzinach bezlitosnej walki musieli ustąpić i wycofali się przez Szprewę i jest kwestią sporną czy sowietom udało się zawiesić czerwoną flagę na Reichstagu przed północą. Według oficjalnych informacji Armii Czerwonej była godzina 22.50 kiedy czerwona flaga zawisła nad najważniejszym dla atakujących budynkiem Berlina. Marszałek Żukow triumfował.

Jeszcze wczoraj w nocy z 29 na 30 kwietnia Hitler wysłał ostatnią depeszę z pytaniem o sytuację na froncie. Odpowiedź upewniła go, że już pora. Zjadł śniadanie, spaghetti w szarym sosie i jeszcze raz pożegnał się ze wszystkimi. Do Gertrud Junge powiedział: "Teraz to już wszystko zaszło tak daleko, że to już koniec. Do zobaczenia". Ze wszystkimi pożegnała się także Ewa Braun i oboje poszli do apartamentów Hitlera. Pułkownik Otto Gunsche zajął miejsce przed drzwiami, to była jego pora warty. Jak później opisywał: "Była to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek przyszło mi wykonywać. Była godzina 3.30 może 3.40. Starałem się uporać ze swoimi uczuciami. Zdawałem sobie sprawę, że musi popełnić samobójstwo. Innego wyjścia nie było". Ale jeszcze zanim padł strzał nastąpił jak to opisuje Cornelius Ryan: "przykry zgrzyt. Nagle podbiegła do niego Magda Goebbels, jakby oszalała, żądając widzenia się z Hitlerem. Gunschemu nie udało się jej tego wyperswadować, toteż zapukał do pokoju Hitlera. "Führer stał w swoim gabinecie. Ewy nie było w pokoju, ale z łazienki dochodził szum wody. Pomyślałem, że jest tam. Hitlera zirytowało moje nagłe wejście. Zapytałem go czy zechce przyjąć Frau Goebbels. "Nie chcę z nią więcej mówić" - powiedział. Wyszedłem. W pięć minut później usłyszałem strzał". Ciała Hitlera i Braun zawinięte w koce zostały wyniesione na zewnątrz, oblane benzyną i spalone. Erich Kempka wspomina: "byliśmy znowu uwięzieni przez samą obecność zwłok Hitlera" - swąd spalonych ciał rozszedł po systemie wentylacyjnym "Nie mogliśmy się go pozbyć. Śmierdziało jak przypalający się boczek". Wieczorem 30 kwietnia Niemcy wysłali wiadomość na długości radiowej używanej przez Armię Czerwoną prosząc o spotkanie. Omówiono warunki. Poszli generał Krebs i szef sztabu Wendlinga von Dufving. Zostali zawiezieni do willi w Tempelhof. Nikt się nie przedstawiał, głównym rozmówcą ze strony sowieckiej był generał Czujkow, który był tak zaskoczony prośbą o spotkanie, że nie zdążył nawet zebrać własnego sztabu, a co dopiero reprezentacji Frontu. W pierwszym zdaniu Krebs poinformował sowieckich oficerów: "Moim zadaniem jest dostarczyć pismo nadzwyczajnej wagi i o poufnym charakterze. Chciałbym, żeby pan wiedział że jest pierwszym cudzoziemcem, który dowiaduje się, że 30 kwietnia Hitler popełnił samobójstwo". Czujkow był zaskoczony, ale żeby nie dać Niemcom przewagi odrzekł, że wie o tym. Zdumiony Krebs powiedział: "Skąd pan o tym wie? Hitler popełnił samobójstwo zaledwie kilka godzin temu". Potem dodał "29 kwietnia Hitler poślubił Ewę Braun. Ona także popełniła samobójstwo. Ich ciała spalono i pogrzebano. Miało to miejsce w bunkrze Führera". Sowieci byli zaskoczeni, nie wiedzieli nic o bunkrze Hitlera, do tej pory wcale nie byli pewni czy Hitler w ogóle jest w Berlinie. Jeszcze tej nocy marszałek Żukow zadzwonił do Stalina informując go o tym. Krebs nalegał na uznanie grupy oficerów jako swego rodzaju rządu tymczasowego i zawieszenie broni. Na bezpośrednie polecenie Stalina Czujkow postawił warunek bezwarunkowej kapitulacji, wiedział że choć opór sił niemieckich w Berlinie jest poważny nie istnieje dowództwo garnizonu Berlin, że są to izolowane punkty oporu. Tak samo walki w rejonie Berlina zamieniły się w serię potyczek w terenie najczęściej podejmowanych w celu wyrwania się na zachód do niewoli amerykańskiej. Pojedyncze oddziały wciąż walczyły, ale Niemcy zostały pokonane. Rankiem pierwszego maja Krebs wrócił do bunkra, który nagle stał się celem silnego ognia artyleryjskiego. Sowieci nie omieszkali skorzystać z podpowiedzi na temat jego lokalizacji. Wiadomość żądania natychmiastowej i bezwarunkowej kapitulacji wywołała wściekłość Goebbelsa, a wkrótce potem załamanie jego załogi i panikę. 1 maja rano, około godziny 8.30, jak wspomina dr Naumann Magda Goebbels "wstała i wyszła do pokojów dzieci. Po chwili wróciła pobladła i wstrząśnięta". Goebbels natychmiast zaczął się ze wszystkimi żegnać, powoli wyszli na zewnątrz do ogrodu, Magda była "tak wstrząśnięta, że ledwo mogła iść po schodach". Żołnierz SS rozstrzelał ich. Dzieci Goebbelsów znaleziono martwe, tylko Magda mogła je zabić. Goebbels przed śmiercią poprosił adiutanta by ten spalił ciała jego i jego rodziny. Samobójstwo popełnił także szef sztabu OKH generał Krebs, adiutant Hitlera generał Burgdorf, oraz kapitan SS z ochrony bunkra, pozostali usiłowali uciec. O godzinie 22.00, czyli jeszcze zanim czerwona flaga zawisła na Reichstagu przez radio poinformowano, że Hitler nie żyje. Tak wyglądało święto pierwszomajowe w Berlinie.

Powody by świętować mieli więźniowie ostatniego dużego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, kiedy weszły tam wojska sowieckie wciąż żyło 3,5 tys więźniów, poinformowali żołnierzy, że obóz opuściła liczna kolumna Marszu Śmierci, jak się później okazało ponad 24 tysiące więźniów konwojowanych w kierunku północnej Meklemburgii, wszystkich odnalazł i uratował pościg (Ravensbrück - hitlerowskie piekło kobiet).

30 kwietnia przed świtem na lotnisku na pl Grunwaldzkim podczas próby lądowania rozbił się ostatni samolot z 7 tonami amunicji. 1 maja był pierwszym dniem bez zrzutów. Luftwaffe nie istniała. Wiadomość o śmierci Hitlera dotrze do Wrocławia wieczorem, do niektórych dopiero 2 maja. W Polsce tego dnia ukazał się pierwszy numer pierwszego powojennego pisma dla dzieci "Świerszczyk". W nocy z 1 na 2 maja w Krasnosielcu (wieś w województwie mazowieckim) 60-osobowy oddział NSZ pod dowództwem Romana Dziemieszkiewicza pseudo "Pogoda" odbił z aresztu Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego kilkudziesięciu żołnierzy NSZ i AK przeznaczonych do wywózki w sowiety tracąc jednego zabitego i zabijając 9 ubeków. Był to jeden z nielicznych sukcesów w relacjach polsko-sowieckich. Żołnierze podziemnego państwa polskiego nie byli traktowani przez władze okupacyjne dużo lepiej niż jeńcy niemieccy. W tej tajnej, okrutnej i rzadko kiedy dającej się jednoznacznie ocenić wojnie zginą tysiące ludzi. Ofiary nie ograniczą się tylko do zabitych i okaleczonych. Już działają polskie gułagi - Centralne Obozy Pracy utworzone oficjalnie 6 kwietnia 1945. Do końca kwietnia 1945 osadzonych w nich jest już prawie 28 tys ludzi. To więcej niż uwolniono dziś w Ravensbrück. Tak rodzi się nowa, ludowa Polska.

Walter Laßmann pisze jeszcze tego dnia: "Swemu przekonaniu o bezcelowości dalszej obrony Wrocławia i dalszego szafowania życiem ludzkim dali najpierw wyraz mieszkańcy Sępolna. W ostatnich dniach kwietnia tłumy wzburzonych kobiet manifestowały tam z białymi flagami w dłoniach przed lokalami partyjnymi i budynkami wojskowymi, żądając zaprzestania walk. SS aresztowała potem przywódczynie buntu, ale raz rozbudzony duch oporu nie dał się już stłumić". Przypis do tego fragmentu podaje, że liczba protestujących mogła sięgnąć nawet 1500 osób, a do podobnych wystąpień doszło na Biskupinie i w Karłowicach.

Hugo Hartung korzystając z pięknej pogody, nawet nie przejmując się ostrzałem wybiera się w odwiedziny do starych znajomych, m. in. znanego nam już detektywa-rusznikarza. "Gdy zaglądam do izby kaprala-rusznikarza J. zastaję u niego w łóżku kobietę: sklepowy manekin z zastygłym, chłodnym uśmiechem. Zbiór jego małej biblioteczki powiększył się o tomik z listami Lenina. - Czas to ustawiać na półce - mówi J. Biorę książkę do ręki - przetłumaczył ją nasz stary monachijski przyjaciel, A. E. Rutra, którego przed kilkoma laty osadzono w obozie koncentracyjnym". Jest to chyba pierwsza wzmianka o systemie obozów koncentracyjnych na jaką sobie pozwala w swoim pamiętniku Hartung, ciekawe, że dokładnie w dniu kiedy ostatni z nich przestaje istnieć. Dalej pisze: "Wszystko teraz kręci się wokół tego co "potem". W podziemiach opery stacjonował oddział patrolowy ale żaden z funkcjonariuszy nie gorszył się już, że po korytarzach piwnic niosą się głośno niemieckojęzyczne wiadomości radia BBC. Tylko w taki sposób można dowiedzieć się prawdy. Kończą się walki o Berlin. Amerykanie są w Monachium i w Garmisch. Ale co będzie z nami?". W niektórych miejscach we Wrocławiu można ujrzeć pozostałości systemu obrony przeciwlotniczej, schrony już nie istnieją, ale przetrwała część znaków informujących o ich istnieniu m. in. na budynku Uniwersytetu Ekonomicznego. Na tyłach Muzeum Narodowego, od strony Odry mamy w dwóch miejscach napis LSR (Luftschutzraum) oznaczający miejsce schronienia, napis ten oznacza schron przeciwlotniczy, ale w tym okresie z sarkastycznym odruchem humoru Niemcy wyjaśniali ten skrót jako "Lern schnell Russisch" - ucz się szybko rosyjskiego.

Fronzeitung der Festung Breslau donosił: "Dzisiaj nie mamy ani czasu ani możliwości by uczcić nasz 1 maja. [...] Dzisiaj jest to dla nas głównie święto nadziei i pamięci". Wieczorem tego dnia radio niemieckie, ostatnia działająca hitlerowska rozgłośnia radiowa w Hamburgu (Hamburgsender) poinformowało o śmierci Hitlera. Wiadomość ta spadła na wrocławian jak piorun. W piwnicy artylerzysty Klausa Frankego wszyscy stali podekscytowani "No i co teraz, ludzie?" zapytał oficer "Teraz bardziej niż kiedykolwiek, Herr Oberleutenant!" odkrzyknęli. Hans Gottwald leżący w szpitalu na Ruskiej pisze: "Większość z nas początkowo zamarła z przerażenia, ale niektórzy towarzysze także otwarcie wyrażali swój zachwyt", jeden z nich powiedział "Dzięki Bogu, ta świnia już nie żyje". Niestety dla wszystkich reakcje Gauleitera Karla Hanke i feldmarszałka Schörnera były zupełnie inne. 1 maja zginęło około 40 żołnierzy niemieckich i sześciu oficerów Armii Czerwonej, historia milczy na temat liczby poległych sołdatów. Jeszcze kilka dni ludzie będą ginąć na froncie walki, która niczego nie mogła zmienić.

W kwietniu powstaje pierwszy obiekt powojennego Wrocławia - Cmentarz Oficerów Radzieckich we Wrocławiu. W końcowych dniach kwietnia kształtuje się też ostateczna linia frontu: zachodnim skrajem lasu Osobowickiego do przystanku tramwajowego na p[poznańskiej trasie kolejowej i dalej na północny wschód od Polanowic dochodziła do Widawy jej lewym brzegiem do rowu powodziowego, na północny wschód od Swojczyc i do Odry naprzeciwko wyspy Opatowickiej. Na południu zaś w rękach niemieckich przekształcone w silne punkty oporu były Opatowice, Nowy Dom i Bierdzany dalej na zachód linia frontu biegła Oławą, Piękną, Kamienną i na północ od Borowskiej do Lwowskiej i na skrzyżowaniu z Gajowicką ruinami Skwierzyńskiej i Pereca do nasypu średnicowej linii kolejowej w miejscu przecięcia z ulicą Grabiszyńską, dalej do Dworca Świebodzkiego i okolicami ulicy Inowrocławskiej ku Odrze w kierunku Wyspy Mieszczańskiej. W ostatnich dniach wojny nasilono akcję propagandową, wszędzie słychać było gigantofony nawołujące do kapitulacji i oddania się w niewolę, coraz częściej też samoloty zrzucały ulotki zamiast bomb. [td]